środa, 30 kwietnia 2014

Dzień 120

Po wczorajszym spacerze mam ogromne zakwasy łydek. Każda próba podciągnięcia palców stóp ku górze lub stanie na palach kończy się sporym bólem. Bałam się raczej o uda lub pośladki, a tu taka niespodzianka ;)
Dzisiaj byliśmy na długim spacerze. Spokojnym bez żadnych górek itd. ;)

Miłego wieczoru :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Dzień 119

Kardio plus ćwiczenia mięśni nóg i pośladków w jednym czyli szybka wspinaczka na wzgórze - uwierzcie mi, połowę drogi idzie się po prawie pionowej ścianie, a jest całkiem wysoko. Padłam na nos ;)

Spokojnej nocy i do jutra :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Dzień 118

Wpadam na sekundkę napisać, że skalpel wyzwanie na dziś zaliczyłam :)))
Zainstalowałam sobie świetną aplikację na tel., dziękuję Małgosi za bardzo ciekawy post i link :)
Ten tydzień (mam nadzieję, że pogoda pozwoli) będzie pewnie bardziej bogaty w spacery niż treningi same w sobie ponieważ mamy gości.

Miłego popołudnia :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

piątek, 25 kwietnia 2014

Dzień 115

Dziś i jutro mam wolne dni od ćwiczeń z powodu braku czasu.
Pisałam wam wczoraj, że córka ćwicząc wczoraj ze mną, bardziej przyłożyła się do ćwiczeń ;) Naprawdę starała się przy plankach i dziś ma swoje pierwsze w życiu zakwasy :D
Stwierdziła, że dopiero teraz, kiedy czuje mięśnie, wie ile razy używa się mięśni brzucha ;D Dziecko troszkę anatomii przy okazji poznało dogłębnie ;)

Udanego weekendu i do niedzieli :)

Dzień 114

Byliśmy dziś na dłuuugim, około dwugodzinnym spacerze. Wieczorem zrobiłam skalpel wyzwanie - z córką :)
Dziś starała się dużo bardziej. Przesiedziała co prawda kilka ćwiczeń, które się jej nie spodobały, ale o niebo bardziej przykładała się do tych które robiła ;) Na Wyspach dzieci dostają w Wielkanoc całą masę różego rodzaju i wielkości jaj czekoladowych. Córka stwierdziła, że musi je spalić ;)
Oczywiście powiedziałam jej, że nie ma czego spalać (pielęgniarka w szkole, jeszcze w Polsce, nie miała za co ją złapać przy badaniu pomiaru tłuszczu, a od tamtej pory nic się nie zmieniło), ale nie zabraniam jej cwiczyć jeśli ma ochotę. Tłumaczę raczej, że ćwiczenia są nie tylko po to żeby spalać tłuszcz, ale przede wszystkim żeby wzmocnić mięśnie, a tym samym wytrzymałość itd.
Widzi nas ćwiczących (mnie i męża), więc sama chce ćwiczyć.
Byłam w lekkim szoku kiedy dowiedziałam się, że dzieci w gimnazjum zaczynają już zwracać uwagę na to jak wyglądają, wiedzą co to jest ABS, a chłopcy uważają, że dziewczyny z sześciopakiem nie wyglądają dobrze. Ja w ich wieku bladego pojęcia nie miałam, że posiadam mięśnie :D Byłam bardziej wysportowana niż oni są teraz, ale moja świadomość była zerowa ;)

Do jutra :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Dzień 113

Zasypię was dzisiaj troszkę zdjęciami włosów i nie tyko w ramach kosmetyków do włosów z mojej łazienkowej półki :) Uwaga, będzie dość długo :p

Najpierw jednak to co najważniejsze czyli skalpel wyzwanie zrobiony :) Dałam dziś z siebie 200%. Nawet planki zrobiłam bez oszukiwania, czyli jednym ciągiem :)
Jakoś tak pozytywnie naładowana byłam po ważnej rozmowie ;)

Nie pamiętam czy pokazywałam kolejne etapy, które przeszły moje biedne włosy. 'Metamorfozę' robiłam sama domowym sposobem metodą prób i błędów ;)
Nie jestem włosomaniaczką, bo stanowczo za mało wiem na temat ich pielęgnacji. Ostatnio stałam się jednak posiadaczką olejku, z którym zaczęłam eksperymentować i doczytuję coraz więcej na temat olejowania włosów.
Moje włosy na dzień dzisiejszy wyglądają tak



z tym, że w rzeczywistości nie są aż tak jasno żółte na końcach ;)

Zdjęcie poniżej (można kliknąć na zdjęcia aby obejrzeć powiększone) zrobione niedługo po myciu włosów, bez modelowania itd. itp. w świetle dziennym bez lampy.



Jak doszłam do tego koloru kiedyś już chyba pisałam, ale nie mogę odnaleźć tego posta żeby wam podlinkować. Zalazłam zdjęcia z kolejnymi etapami jakie przechodziłam.
Pokażę je na końcu posta.
Poniżej jedno zdjęcie po zakończeniu rozjaśniania. Od tamtej pory (marzec 2013) podcinałam włosy jedynie dwa razy! Nie mam zaufania do fryzjerów ponieważ prawie nigdy (Magda, jeśli czytasz jakimś cudem ;) bardzo mi się podobało jak Ty mi podcięłaś włosy :))) szkoda, że tak daleko mieszkacie :/) nie wychodzę z tym o co mi chodziło :(
Jeśli porównacie zdjęcia zobaczycie ile mniej więcej ścięłam z długości ponieważ od poniższego zdjęcia nie rozjaśniałam włosów. Farbuję jedynie odrosty.



Ombre pojawiło się na mojej głowie ponieważ mam zbyt dużo siwych włosów, a przy obecnym kolorze łatwiej mi zapanować nad odrostami, które są mniej widoczne. Włosy rosną mi bardzo szybko i musiałabym je farbować co najmniej co trzy tygodnie, a to by je pewnie zamęczyło ;) Włosy farbuję farbami Clairol bez amoniaku.
Obecnie do mycia używam szamponów dostępnych w każdym sklepie (przechodziłam nawet przez okres mycia włosów glinką ghassoul w płatkach). Ostatnio polubiłam się z szamponem Pantene Pro-V do włosów farbowanych oraz odżywką Head & Shoulders smooth & silky do włosów suchych i zniszczonych z tendencją do puszenia. Wiem, że składy może mają nie najlepsze, ale u mnie się sprawdzają.
Odżywkę kupiłam ponieważ pojawił mi się delikatny łupież. Wcieram ją w skórę głowy i na całą długość włosów, zmywam po około 3 minutach. Włosy mam po niej miękkie i nie obciążone, a po łupieżu nie ma śladu. Myję je co dwa, czasem co trzy dni.
Poza szamponem i odżywką używam olejków lub jedwabi.



Powyższe trzy to moje ulubione. Dwa pierwsze (od lewej) kupuję regularnie od dawna. Trzeci mam od około dwóch tygodni, więc ciągle testuję, ale już mogę powiedzieć, że się lubimy :)

Jedwabiu CHI używałam zawsze łącznie z prostownicą.
Kiedy wszystkie moje znajome użytkowniczki prostownic miały popalone końcówki włosów ja mogłam śmiało pokazywać swoje ponieważ trudno było się doszukać rozdwojonych lub przesuszonych.

Jedwab dodatkowo pięknie pachnie, a zapach utrzymywał się przez dłuższy czas na włosach. Wystarczy dosłownie kropla na moje długie włosy.
Bogaty jest w ceramidy, witaminy, zioła i wyciągi z roślin. Działa odżywczo na włosy, wzbogacony jest o proteiny sojowe i pszenicy.
Jest bardzo wydajny dlatego teraz kupiłam malutkie opakowanie, którego minusem jest brak dozownika. Większe buteleczki mają 'dozownik' w korku. Bez niego łatwo wylać zbyt dużo produktu.
Serum produkowane jest w USA.


Organic Moroccan Argan Oil Hair Treatment Serum Dr. Organic. Również bardzo wydajny produkt w formie gęstego olejku. Wystarczy jedno wyciśnięcie pompki na moje włosy. Używam go na mokre włosy po myciu lub na suche aby je wygładzić kiedy się puszą.

Wczoraj po raz pierwszy nałożyłam większą ilość oleju (łyżkę stołową po rozgrzaniu w dłoniach) i zostawiłam na noc. Włosy po umyciu były bardziej błyszczące niż zwykle.

Jest to mieszanka olejków i wyciągów roślinnych będących bogatym źródłem witamin, przeciwutleniaczy i kwasów tłuszczowych.
Zawiera m. in.:
- organiczny olej arganowy
- wyciąg z pomarańczy
- wyciąg z goździków
- olej geraniowy
- olej ze skórki cytryny
- olej paczuli
- olej z liści cynamonu
- olej z palisandru
- olej z dzikiej mięty
- olej ze skórki mandarynki
- wyciąg z owoców wanilii
- olej miętowy
- olej z tungowca molukańskiego
- olej z nasion moringi
- olej z nasion Sacha Inchi.
Nie zawiera parabenów, SLS, sztucznych barwników i aromatów oraz sztucznych konserwantów.

Serum ma intensywny orientalny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Dla jednych może być dużym plusem dla innych równie dużym minusem. Mi nie przeszkadza. Przypomina mi troszkę zapach perfum Opium, które swego czasu lubiłam ;) Zapakowane jest w szklaną butelkę z pompką, o pojemności 100ml.
Po obecnym czasie używania mogę powiedzieć, że moje włosy są bardziej miękkie i błyszczące, a końcówki lepiej nawilżone. Coś więcej napiszę wam po miesiącu stosowania. Produkowane jest w Wielkiej Brytanii, a najbardziej zaskoczyło mnie to, że niedaleko nas w Swansea, które pokazywałam kilkakrotnie tutaj :)))

Serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów. Używam go od dawna, nawet na włosy córki i jestem pewna, że dzięki niemu ma je tak gładziutkie, ponieważ kiedy mi się skończyło widziałam różnicę w ich wyglądzie. Włosy po nałożeniu serum na (same) końcówki nie plączą się i jest je łatwo rozczesać. Obecnie używam go nawet na włosy syna, który ma je całkiem długie ;) Zawsze nakładam je na wilgotne włosy zaraz po umyciu i od razu rozczesuję. Nie jestem pewna tylko czy nie zmieniono składu? Mam wrażenie, że kiedyś produkt ten 'nie pachniał' tak alkoholem. Niestety alkohol jest tutaj na drugim miejscu na liście składników. Na razie nie rezygnuję jednak z tego serum ponieważ nie widzę minusów, ale chcę wypróbować powyższy olejek również na włosach dzieci ze względu na skład.
Serum zapakowane jest również w szklaną buteleczkę z dozownikiem, o pojemności 30ml i produkowane w Polsce.

Na koniec kilka zdjęć z poszczególnymi etapami farbowania włosów i już uciekam ;)

Dekoloryzacja:



Kolor ściągałam produktem Color B4 do ciemnych włosów. Zapach ma okropny! Nie będę wam pisała z czym mi się kojarzy ;) Najważniejsze jest to, że nie niszczył mi włosów i naprawdę usuwał nabudowaną na włosach farbę co widać na zdjęciu. Widać też jakie cieniutkie włosy miałam :/



Na powyższym zdjęciu widać kolejne etapy zmywania koloru i na końcu farbowania. Kolejna pomyłka. Nawet najjaśniejsze kolory na moich włosach wyglądały na ciemne, a na ich długości widać było kilka odcieni. Wolę ombre przechodzące od ciemnego w jasny, a nie odwrotnie, więc zdecydowałam się na rozjaśnianie.
Najpierw próbowałam rozjaśniać je typowym rozjaśniaczem do blond włosów. Poradził sobie, ale nie do końca. Było jeszcze kilka prób, których już dziś nie pamiętam. Oczekiwany efekt osiągnęłam dopiero farbą L'oreal Ombre do najciemniejszych włosów, a efekt jest na zdjęciu 'składance' - trzecie od góry.
Myślę, że jeśli miałabym wymodelowane włosy wyglądałyby podobnie do tych z drugiego zdjęcia mojej inspiracji tutaj.

Pokażę wam jeszcze jedno zdjęcie (pochodzi ze strony sklepu Promod). Bardzo podoba mi się ten kolor, ale nie odważyłabym się chyba na aż tak jasne ;)



Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i nie zamęczyłam was ;)
Byłoby mi miło poczytać o waszych sposobach pielęgnacji włosów. Zawsze dowiaduję się od was mnóstwo ciekawych rzeczy i naprawdę dużo uczę się :)

Do jutra :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Dzień 112

Miałam w sumie pewnie około trzech dni wolnego, a dzisiaj po wczorajszym skalpelu wyzwanie całkiem mocno czuję mięśnie pośladków.
Do kwietniowej listy dopisuję zaliczony dziś skalpel.

Do jutra :)

Ps. Jutro chciałabym pokazać wam moje ulubione kosmetyki do włosów :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Dzień 110 & 111

Nawet nie wiecie ile radości sprawiła mi owsianka na wodzie dziś na śniadanie :))) Zaledwie jeden dzień bez niej, a wydawało się jakbym tydzień jej nie jadła. Nie gotowaliśmy wielu tradycyjnych potraw świątecznych. Żurek, bigos i ciasto wystarczyły żeby nas 'zapchać' pomimo, że były pyszne!
Wczoraj praktycznie nie czułam potrzeby picia wody i wypiłam pewnie ze dwie szklanki. Nie czułam też głodu chociaż zjedliśmy jakieś trzy posiłki i po kawałku ciasta do każdej z dwóch kaw. Do tego troszkę czekolady od dzieci. Kalorycznie wyszło na pewno sporo, ale z reguły przy trzech posiłkach zawsze zdążę zgłodnieć w międzyczasie niezależnie od ilości kalorii. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy jak zmieniliśmy nasz sposób odżywiania z czego bardzo się cieszę :)

Wczorajszy dzień spędziliśmy cały w domu, bo pogoda na nic innego nie pozwoliła za to dziś byliśmy na około dwugodzinnym spacerze. Zrobiłam też skalpel wyzwanie do którego namówiła mnie córka z obietnicą, że ćwiczy ze mną - nie widzieliście jeszcze takiej 'ściemniary'! Połowę czasu przeleżała :D Ech... Wygląda na to, że do wszystkiego trzeba dorosnąć ;)))
W każdym razie po spacerze i ćwiczeniach czuję się o niebo lepiej. Śmialiśmy się z mężem, że do leniuchowania na kanapie - mowa o wczoraj - trzeba mieć naprawdę sporo sił i samozaparcia :)))
Cieszę się, że wracamy do 'normalności'.

Mam nadzieję, że święta minęły wam miło i spokojnie :) Spokojnego wieczoru :)

Ps. Ostatnio widziałam tą oto reklamę. Kiedy widziałam ją po raz pierwszy siedziałam ze szczęką na podłodze. Oglądaliśmy ją z dziećmi i tylko zerknęliśmy na siebie z mężem żeby zobaczyć swoje reakcje, ale zobaczcie sami:



Co myślicie?

sobota, 19 kwietnia 2014

Dzień 108 & 109

Od wczoraj mam przymusową przerwę od ćwiczeń. Zbiegła się idealnie ze świętami ;)

Dzisiaj wpadam na chwilkę żeby złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia zdrowych i spokojnych, pełnych ciepła Świąt Wielkanocnych :)

Do poniedziałku :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Dzień 107

Skalpel wyzwanie zaliczony :)
Ciężko mi się ćwiczyło na początku, ale jakoś poszło i nawet serię planków zrobiłam grzecznie jak trzeba :D
Córka mówi 'mama, jak nie możesz to przestań', a ja na to 'no co ty'.
Wiecie, że nie mogę sobie przypomnieć nieskończonego treningu?
Zawsze brnę do końca. Jeśli jest ciężko robię mniej powtórzeń, ale nie poddaję się.
Nie wiem czy to wada czy zaleta? ;)

Słonecznego piątku :)

środa, 16 kwietnia 2014

Dzień 106

Brakło mi czasu na ćwiczenia.
Byłam w szpitalu na pobraniu krwi i rentgenie (moim pierwszym w życiu). Kolejki podobne jak w Polsce, ale mimo to szybko i sprawnie wszystko poszło :)
Muszę wam napisać - jako ciekawostkę - o systemie numerków, który bardzo mi się podobał. Nie ma szans, że ktoś będzie próbował oszukać i wejść wcześniej ;) Na ścianie poczekalni wisi niewielkie pudełeczko, w którym znajduje się papierowa taśma z kolejnymi numerkami. Podchodzimy, wydzieramy nr i czekamy na swoją kolej z dowodem w ręku ;) Dodatkowo w poczekalni znajduje się coś w formie zegara cyfrowego, który wyświetla wołany numerek wydając przy tym 'bip'. Teraz czekam na wyniki - z ogromną niecierpliwością.

Jutro ostatni dzień pracy przed świętami :)))
Miłego dnia :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dzień 105

Skalpel na dziś zrobiony :)
Jutro śmigam na badania krwi i prześwietlenie biodra. Za wynikami trochę czasu trzeba zaczekać, ale mam nadzieję, że w końcu rozwiąże się zagadka mojego 'biodrowego problemu' :)

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

niedziela, 13 kwietnia 2014

Dzień 103

Zrobiłam sobie dzień wolnego ;)
Zamiast ćwiczyć przetłumaczyłam wam przepis na obiecane dietetyczne muffinki. Mam nadzieję, że komuś się przyda :)
Pochodzi on z tej książki



Mogę ją polecić z całym przekonaniem ponieważ pełna jest przepisów, które na pewno wykorzystacie.
Przy każdym daniu podana jest wartość kaloryczna, a przepisy rozmieszczone są w poszczególnych działach, dlatego łatwo po niej wędrować :)
M. in. ta sałatka robiona była na podstawie przepisu z powyższej książki :)

Bananowe muffinki z rodzynkami

119 kalorii na muffinkę


sztuk: 12
czas przygotowania: 15 minut
czas pieczenia: 20 minut

olej do spryskania foremek (ewentualnie)
250g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody
starta skórka z cytryny
2 bardzo dojrzałe banany (około 100g każdy - po obraniu)
250 ml chudego mleka
75g rodzynek
3 białka z jajek
1 łyżka brązowego cukru (do posypania babeczek)

Rozgrzej piekarnik do 210'. Przygotuj 12 foremek (ja użyłam metalowej formy do babeczek i natarłam ją odrobiną masła, ponieważ do muffinki przywierają do papierowych foremek ze względu na brak tłuszczu w przepisie).

Przesiej mąkę i wymieszaj ją z sodą oczyszczoną i cynamonem. Dodaj skórkę z cytryny.
Rozgnieć widelcem banana na gładką masę i wymieszaj z mlekiem, a następnie dodaj do mąki i wymieszaj dokładnie. Dodaj rodzynki i jeszcze raz wymieszaj.

Białka ubij na sztywną pianę, dodaj szybko do masy i delikatnie wymieszaj. Rozłóż od razu do foremek i delikatnie posyp cukrem. Spowoduje on, że muffinki będą miały chrupiącą skórkę.

Piecz 20 minut aż będą wyrośnięte i złote. Podawaj ciepłe lub pozostaw do wystudzenia. Przechowuj w zamkniętym pojemniku nie dłużej niż dwa dni. Możesz je odświeżać w mikrofali przez kilka sekund, nie dłużej ponieważ zrobią się twarde.



Miłego wieczoru i dobrego tygodnia :)
Do jutra :)

sobota, 12 kwietnia 2014

Dzień 102

Skalpel wyzwanie zaliczony. Muszę się Wam pochwalić, że po raz drugi udało mi się wykonać w całości serię planków! Dla mnie to spory wyczyn, bo praktycznie cały trening robię bez problemu, ale planki dają mi ostro w kość wytrzymałościowo i od czasu do czasu muszę opaść na kolana - dosłownie ;D Kiedy zastanawiam się, który skalpel wybrać pada na pierwszy ze względu na planki właśnie. Z drugiej strony pada na skalpel wyzwanie, bo w zwykłym nie lubię ćwiczeń na pośladki w pozycji leżącej - męczą mnie najbardziej. Wygląda na to, że zawsze szukam najłatwiejszej drogi ;)
Swoją drogą mój ostatni tydzień był całkiem niezły pod względem ćwiczeń :)

Chciałabym pokazać wam kolejny kosmetyk z mojej półki, który bardzo lubię :)
Pracuje sporo na świeżym powietrzu, więc często mrużę oczy i przed pogodę, i ze względu na sporą ilość śmiechu, bo pracuję z dziećmi ;)
Dawno nie kupowałam żadnego kremu pod oczy i coraz bardziej było to widać :/ Zaczęłam się rozglądać za jakimś kremem, który by temu zaradził :p Jestem typem klienta, który najpierw musi coś przetestować, a jeśli nie ma takiej możliwości przynajmniej poczytać opinie, sporo opinii ;)
Bardzo lubię naturalne kosmetyki dlatego będąc w sklepie ze zdrową żywnością, odżywkami dla sportowców itd. po raz kolejny podeszłam do półki z kosmetykami Dr Organic. Tego dnia była oferta 'kup jedną rzecz, drugą weź za pół ceny', a że kupowaliśmy trzy rzeczy do domu wróciłam z kremem pod oczy z serii z wyciągiem z granatu :) Oczywiście wcześniej wypytałam dziewczynę pracującą w sklepie o opinie klientów :D Mój pierwszy kosmetyk tej firmy i już wiem na pewno nie ostatni :) Wiem ponieważ mam już dwa kolejne, ale napiszę co nieco kiedy dobrze sprawdzę ich działanie :)))
Kremu pod oczy używam od kilku tygodni dlatego mogę już coś o nim powiedzieć :)



Nie spodziewałam się cudów, ponieważ już nie raz nie widziałam żadnego działania tego typu kosmetyków, ale ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu moje zmarszczki mimiczne spłyciły się :) Żałuję, że nie zrobiłam sobie zdjęć żeby wam pokazać różnicę ;)
Kiedy czytałam opinie natknęłam się jedynie na dwa minusy. Pierwszym było opakowanie czyli słoiczek. Dla mnie szklany słoiczek jest plusem. Lubię kiedy kosmetyki typu organic zamknięte są w szkle, a nie w plastiku. Plastik jakoś mało organicznie mi się kojarzy ;)



Drugim minusem był zapach, który mi absolutnie nie przeszkadza. Pachnie jak krem i tyle. Dodatek środków, które mają jedynie poprawić zapach uważam za zbędny. Z resztą jeśli krem mam pod okiem to żeby pachniał jak najlepsze perfumy i tak go nie będę czuła ;)
Plusem kremu jest też jego wydajność. Wystarczy mała ilość pod każde oko i nie widać żeby ze słoiczka coś ubyło ;)



Co mogłabym wam jeszcze napisać?
Może to co obiecuje producent:

Organic Pomegranate Eye Cream to przeciwzmarszczkowy, nieperfumowany krem, którego skład bazuje na w 100% organicznych wyciągach z owoców granatu, aloesu oraz oleju z pestek winogron.Krem doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia, a także zapobiega ich powstawaniu.Kosmetyk wygładza widoczne zmarszczki,rozjaśnia i rozświetla skórę,chroni przed wolnymi rodnikami, dzięki dostarczaniu jej dużej ilości antyoksydantów.Dzięki regularnemu stosowaniu kremu delikatna skóra okolic oczu zachowuje młody wygląd, jest napięta, gładka i miękka.



Istotną informacją może okazać się też to, że Dr. Organic używa produktów, które nie są testowane na zwierzętach, nie zawierają chemii oraz składników pochodzenia zwierzęcego i z upraw GMO, olei mineralnych oraz parabenów.

Mam nadzieję, że przejdzie ten post, bo to mój pierwszy tego typu ;) Aha, opinie w języku polskim znajdują się m. in. na wizażu gdyby ktoś chciał zerknąć :)

Słonecznej niedzieli dla wszystkich :)

Ps. Sobotę mieliśmy pochmurną jak przewidywały prognozy, ale na jutro zapowiadają słońce i odrobinę cieplej :)
Nie zdążyłam przetłumaczyć dla was obiecanego wczoraj przepisu, postaram się zrobić to jutro :)

piątek, 11 kwietnia 2014

Dzień 101

Skalpel wyzwanie zaliczony :)))
Dziś rano zrobiłam sobie dwa zdjęcia, bo coraz bardziej zaczyna mi się podobać wygląd mojego brzucha. Nie jest to jeszcze to co udało mi się osiągnąć w ubiegłym roku, ale jestem co raz bliżej ;)



Zaczyna pojawiać się nawet zarys mięśni skośnych brzucha. Zdjęcia robiłam telefonem, więc jakość jaka jest każdy widzi, ale może uda wam się coś tam dojrzeć :p



Mam do spalenia trochę tłuszczu na brzuchu, bo to co widać z przodu to nie mięśnie ;) Są tam co prawda i to dość mocne, ale puki co chowają się pod warstwą chroniącej je tkanki tłuszczowej :D
Walczę dalej wytrwale.

Dziś mieliśmy piękny dzień, oby weekend taki był. Dałby nam szansę na długie spacery za którymi zdążyliśmy się już stęsknić...

Słonecznego miłego, weekendu dla nas wszystkich i do jutra :)

Ps. Jutro podzielę się z wami przepisem na muffinki pieczone bez cukru i tłuszczu ;)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Dzień 100

Skalpel zaliczony, ostatni kawałek tortu z lodówki też zniknął - niestety przyczyniłam się do tego, bo nikt już go nie chciał, a był zbyt dobry żeby go wyrzucić :/

100 dni nowego roku za nami, uwierzycie? Naprawdę nie wiem kiedy ten czas śmignął. Na szczęście energia w miarę mnie nie opuszcza i dzięki temu nie narzekam na podsumowania kolejnych miesięcy. Zawsze mogłoby dać się z siebie więcej patrząc z perspektywy czasu, ale będąc 'tu i teraz' nie jest to takie proste ;)

Ostatnio udało mi się wejść w posiadanie kilku kosmetyków, które stają się moimi ulubieńcami. Pomyślałam, że może przedstawię wam je przy okazji. Nie jest to dosłownie w tematyce bloga, ale ćwiczenia to dbanie o siebie i taką samą rolę pełnią kosmetyki, więc czemu nie ;)
Dzisiaj chciałabym pokazać lakier do paznokci, który o dziwo wyparł na ten moment czerwień z którą od kilku lat prawie się nie rozstawałam ;)
Kiedy użyłam go po raz pierwszy wcale się nie polubiliśmy. Zostawił paseczki po nałożeniu nawet dwóch warstw. Mój błąd. Zawsze używam pod ciemniejsze odcienie lakieru podkładowego. Pod jasne nie. Tym razem użyłam i chyba dlatego dwie warstwy pokryły płytkę bardzo ładnie, zresztą zobaczcie



Lakier na moich paznokciach (ciągle zapominam o rękawiczkach kiedy zmywam naczynia) z warstwą jakiegokolwiek lakieru bezbarwnego na wierzchu (na zdjęciu nie ma) utrzymuje się bez odprysków i w dobrej formie około 5 dni, więc jestem zadowolona.
Jakie kolory lakierów najbardziej lubicie, albo jaki kolor macie w tej chwili na paznokciach?
Może możecie mi polecić jakieś konkretne firmy?

Słonecznego piątku :)

środa, 9 kwietnia 2014

Dzień 99

Dziś do miesięcznej statystyki dodaję skalpel wyzwanie.
Im więcej razy robię te treningi tym szybciej mi mijają :)
W tematyce bloga kartka urodzinowa, którą nasza córka dostała od koleżanki - myślę, że się wam spodoba :)



Jak myślicie - liczy się czy nie?

Spokojnej nocy :)

Ps. Cały dzień był słoneczny :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

Dzień 98

Nadrobiłam poziom cukru, ale dziecko zadowolone ze swoich urodzin ;) W międzyczasie kiedy tort, a właściwie biszkopt się piekł zrobiłam skalpel, więc wyrzuty sumienia uspokoiłam ;p Każdą minutę miałam wypełnioną po brzegi, ale mieliśmy piękny, słoneczny dzień, więc tym samym więcej energii znalazłam ;)



źródło

Spokojnej nocy i do jutra :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

niedziela, 6 kwietnia 2014

Dzień 96

Dzisiaj bez ćwiczeń. Reset plus deser tym razem z mango :p
U nas nadal mokro. Mam nadzieję, że prognozy się sprawdzą i będziemy mieć słoneczny tydzień :)



Dobrego tygodnia. Do jutra :)

sobota, 5 kwietnia 2014

Dzień 95

Pogoda na weekend niestety się sprawdza. Mamy mokry dzień od samego rana, a jeśli za oknem jest szaro buro to przychodzi ochota na coś słodkiego ;) Też tak macie?
Dziś wykombinowaliśmy sobie coś takiego:



Jeśli chodzi o ćwiczenia - skalpel wyzwanie zaliczony.

Miłego wieczoru :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Dzień 92 & 93

Wczoraj nie ćwiczyłam, ale na brak ruchu nie mogłam narzekać ;) Dziś zrobiłam skalpel wyzwanie, po raz kolejny późnym wieczorem jednak jak mówią dla chcącego nic trudnego ;p
Pokażę wam dziś na szybko propozycję jednego obiadu i sałatkę, którą zaserwował mi mąż - pyszna jest!



Papryka faszerowana brązowym ryżem, pieczarkami i cebulą plus zielenina z jogurtem naturalnym.



Lubicie takie dania? Ja bardzo!

Słonecznego piątku :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Dzień 91

Wczorajszą notkę uzupełniłam o wymiary i wagę. Dziś melduję zaliczony skalpel wyzwanie, który zaczynałam robić o 21:15. Myślałam, że odpuszczę, ale jakaś magiczna siła sprawiła, że się przebrałam i włączyłam trening ;)

Miłej środy :)