poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dzień 357

U mnie dziś dopiero 357 dzień roku, ale to dlatego, że odliczanie zaczęło się 7-ego stycznia ;)
Blog miał z założenia istnieć rok, ale tak jak wcześniej pisałam w komentarzach, przedłużam postanowienie o kolejny :) Mam ogromną nadzieję, że zostaniecie ze mną :)
Wiem, że bez Was byłyby mi trudno 'trzymać się w ryzach' i ćwiczyć systematycznie, a nie chcę teraz przestać. Dobrze mi z ruchem i wysiłkiem fizycznym :)
Wy jesteście moją siłą napędową i ogromną motywacją.
Dziękuję Wam z całego serducha, że byliście tutaj ze mną cały rok, że zaglądaliście i motywowaliście mnie w trudnych chwilach, których nie brakowało.
Bez Was wytrwałabym w postanowieniu góra dwa tygodnie ;) Serio!
W tym roku po raz pierwszy w życiu doprowadziłam swoje postanowienie noworoczne do samego końca! Dziękuję Wam za to, bo to tylko Wasza zasługa :)

Podsumowanie całego roku będzie w innym poście już w 2013 roku.
Rany!, ale to brzmi - 2013! Właściwie to samochody powinny już latać jak poduszkowce ;)
Na szczęście nie latają; na szczęście nie było też końca świata :)
Trzynasta jest ok., a już na pewno nie jest pechowa :) Oczywiście może być jeśli takie będzie nasze podejście ;) Wtedy nawet ósemka może przynosić pecha ;)

Chciałabym życzyć Wam dziś siły w dążeniu do Waszych celów, pełnej głowy marzeń i spełnienia jak największej ich ilości :)
Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w Nowym Roku!
A dziś?
Bawcie się dobrze :)))

Ściskam Was bardzo mocno i jeszcze raz dziękuję, że jesteście tutaj ze mną :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Dzień 356

Znajomy (Walijczyk) śmiał się dziś na fb, że zaczyna budować arkę i szuka chętnych aby się przyłączyli, czyli... ciągle pada :/
Gdyby deszcz miał wpływ na cerę miałabym chyba najpiękniejszą w moim życiu ;P
Pogoda wygląda ciągle tak:



Dlatego też odpadło nasze niedzielne bieganie. Co prawda po południu deszcz przestał padać na chwilę, ale pogoda była taka, że przysłowiowego psa człowiek nie miałby sumienia wygonić ;P

Bieganie zamieniłam na ćwiczenia w domu. Zrobiłam dziś wspomniane wczoraj ćwiczenia na pośladki i uda (naprawdę warto) plus brzuszki z treningu C Cindy Crawford 'a new dimension' - sztuk 120 w pakiecie ;)
Mam nadzieję, że jutro będę normalnie siadać i wstawać :)

Poza tym wszystkim dopadło mnie dziś przednoworoczne sprzątanie, segregowanie i wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy, czyli lekkim i świeżym krokiem w Nowy Rok :D
Od razu przyjemniej kiedy wokół robi się przestrzennie i bardziej przejrzyście ;)

Macie plany na jutrzejszą noc?
My pewnie, tak jak w ubiegłym roku, będziemy szaleć na rynku we Wrocławiu lub w innym polskim mieście - jeszcze nie wiemy w którym - oczywiście wszystko to z naszego pokoju ;)
O północy wyjdziemy z szampanem podziwiać fajerwerki. Wy będziecie wtedy od godziny dwoma nogami w Nowym Roku ;)

Spokojnej nocy :)


sobota, 29 grudnia 2012

Dzień 354, 355

Wczoraj nie ćwiczyłam.
Byliśmy za to w kinie zobaczyć 'Hobbita' i... i nie mogę się doczekać drugiej części. Książkę oczywiście czytałam. Mąż właśnie skończył czytać ją dzieciom i po filmie nie obyło się bez dyskusji na temat różnic książka/film :)
I jedno i drugie świetne!
Czytaliście? Widzieliście? Wybieracie się?
Jestem ciekawa waszych opinii :)



Myślę, że gdyby nie ta piosenka plus posprzątana chata Bilbo nie zdecydowałby się na tą podróż ;)



Co do ćwiczeń - dziś zrobiłam turbo.
Niby nie przejadaliśmy się w święta, ale słodycze spowodowały, że czuję się ociężała i ćwiczenia są jak najbardziej wskazane ;) Dlatego po turbo zrobiłam jeszcze 70 squatów. Miało być 120, ale zaraz po treningu ciężko 'wyciągnąć' tyle ;)

Oglądam metamorfozy dziewczyn na fb'owym profilu Ewy i jestem pod dużym wrażeniem.
Ciężka praca i systematyczność naprawdę przynoszą rezultaty!
Zauważyłam tylko jedną wspólną rzecz dla większości metamorfoz - przydałyby się dziewczynom dodatkowe ćwiczenia na pośladki.
Właśnie dlatego wracam do squatów i muszę gdzieś wcisnąć TE ćwiczenia Agnieszki (fitappy), ponieważ mam je wypróbowane i wiem, że warto!

Uciekam.
Spokojnego wieczoru :)

czwartek, 27 grudnia 2012

Dzień 352

Czuję wczorajsze bieganie w mięśniach.
Uda jakby się rozwarstwiły ;) Mam uczucie jakby skóra i mięśnie lub mięśnie i kości były osobno. Moja wina, bo przez deszcz zupełnie zapomniałam o rozciąganiu. Po prostu od razu pobiegłam pod prysznic no i mam za swoje ;p
Bolą mnie też mięśnie brzucha.
Podczas biegania z z marszobiegiem, wyrobiłam sobie nawyk napinania mięśni brzucha i jak widać działa tak jak powinno :)

Dziś mogę się pochwalić, że znów pokonałam lenia i zrobiłam turbo :D

A Wy wracacie już do rutyny po świętach, czy będą trwały do Nowego Roku?
Myślicie już o postanowieniach noworocznych?

Spokojnego wieczoru :)

środa, 26 grudnia 2012

Dzień 349, 350, 351

Po czterech dniach bez ćwiczeń dziś nie wytrzymałam ;)
Obudziłam się, wstałam i zaczęłam ubierać, ale szybko rozebrałam się z powrotem, wskoczyłam w dres i wyszłam pobiegać.
Wcześniej zjadłam banana, bo mąż uświadomił mnie, że po śnie jest bardzo niski poziom glikogenu, który jest paliwem i energią dla mięśni. Do tego żartował sobie 'cała Gosia, ćwiczy tyle czasu i nie wie podstawowych rzeczy' ;) Zawsze byłam słaba z technicznych spraw ;P

Podczas wysiłku organizm czerpie energię przede wszystkim właśnie z glikogenu.
Z tego powodu również po treningu poziom glikogenu jest bardzo niski. Należy dążyć do tego, aby po treningu szybko uzupełnić zapasy glikogenu. Do tego idealnie nadaje się np.:
- odżywka węglowodanowa (carbo)
- glukoza spożywcza
- miód rozcieńczony wodą
Ja po biegu zjadłam swoje ulubione płatki śniadaniowe, które również świetnie uzupełniły mi braki ;)

A jak mi się biegało?
Wróciłam w takim stanie


Mniej więcej w połowie drogi (ok. 4km) złapał mnie deszcz. Do tego biegłam częściowo 'pod wiatr', więc nie było lekko ;) Mimo to bardzo się cieszę, że wyszłam :)
Tak jak pisałam wcześniej - decyzję o treningu dobrze czasem podjąć bardzo szybko, zanim się zorientujemy co robimy :)

Święta mijają nam bardzo spokojnie i leniwie, czyli po prostu odpoczywamy :)
Mam nadzieję, że wasze święta również są spokojne i takie jakie sobie wymarzyliście :)

Pozdrawiam Was bardzo ciepło w ostatni świąteczny dzień :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Dzień 348

No i brakło mi czasu na ćwiczenia :/
No cóż, jutro też nie dam rady.
Następny dzień, w którym planuję ćwiczyć to 27 grudzień. Wcześniej na pewno jakieś spacery, jeśli tylko nie będzie padał deszcz. U nas temperatury około +10'C. Naprawdę ciepło, tyle, że dużo pada deszcz.

Chciałabym życzyć Wam dziś wszystkiego co najlepsze z okazji Świąt Bożego Narodzenia, niech będą ciepłe, spokojne, zdrowe, spędzone w gronie najbliższych w miłej rodzinnej atmosferze.
Życzę Wam wymarzonych prezentów :)

Tutaj przypomina mi się dowcip:
Kobieta prosi w liście do Mikołaja 'Kochany Święty Mikołaju, proszę Cię o szczupłą figurę i gruby portfel i proszę nie pomyl tych dwóch rzeczy tak jak w ubiegłym roku' :D

Wszystkiego najlepszego :)


sobota, 22 grudnia 2012

Dzień 347

Właściwie to wcisnęłabym gdzieś dziś ćwiczenia, ale zamiast tego dopadł mnie leń. Przyznaję.
Troszkę dużo dzieje się przed świętami i jakieś takie osłabienie wymieszanie z pobłażaniem sobie dopada człowieka ;)
Może jutro pomiędzy gotowaniem kapusty z grzybami a pieczeniem ciasta coś uda mi się zrobić ;) Na pewno dam Wam znać.

Dzieci śpią, więc uciekam pakować prezenty :D
Rany, żeby tylko nie przyszło im do głowy zajrzeć na bloga ;)
Dobrej nocy.

piątek, 21 grudnia 2012

Dzień 346

Hurrra, udało mi się jakimś cudem zrobić dziś turbo :D
Skończyłam wszystko co miałam do zrobienia i zostało mi wolne 55 minut.

Kurczę, wiecie co? Chyba lepiej się nie zastanawiać czy wam się chce ćwiczyć czy nie. Najlepiej podjąć szybką decyzję - zanim mózg się zorientuje wskakujesz w dres i już ćwiczysz :D
Zdążyłam zrobić trening i wskoczyć pod prysznic zanim musiałam wyjść.
Wiem, wiem, tutaj mogę wyjść zaraz po prysznicu, ale w Polsce teraz się nie da, no chyba, że ktoś planuje chorobowe ;)
Na Wyspach mamy zupełnie nieświąteczną pogodę. Właściwie musiałam odłożyć kurtkę zimową i znów śmigam w jeansowej plus gruby szal.
Nadzieja na śnieg ulatnia się :/
Na szczęście wiatr się uspokoił i dziś nie padał deszcz :)

Ewa Chodakowska wrzuciła ostatnio na fb ciekawą notkę, a że się z nią zgadzam to udostępniam w kolorowej wersji ;)


Udało mi się dziś zamówić karpia (będzie czekał na nas zamrożony) i masę makową :D Nawet nie wiecie jak się cieszę :D Nie wyobrażam sobie kolacji wigilijnej bez klusek z makiem. To moje ulubione danie od malucha ;)
Słyszeliście, że podobno oznacza to pieniądze czy coś takiego? Zawsze najem się ich do oporu i... i nie widzę różnicy ;P
W każdym razie teraz już spokojnie czekamy na święta.
Jutro zaczynam gotowanie ;)

Miłego weekendu :)






czwartek, 20 grudnia 2012

Dzień 345

Wpis na szybko i uciekam odsypiać ostatnio zarwane noce.
Rano znów nie ćwiczyłam. Rano ledwo wstaję z łóżka. Nie mogę doczekać się świąt, żeby odespać.
Właściwie to dziś nie ćwiczyłam wcale, no może poza sprzątaniem ;)

Pink pojawiała się u mnie już kilka razy pod etykietką 'troszkę muzyki'.
Dziś chciałabym pokazać wam jedną z jej nowych piosenek. Podziwiam jej kondycję, ale też wiem, że ostro na nią pracuje ;)
Polecam Wam koncert - Pink's 'Funhouse Tour: Live In Australia'. Na pewno nie będziecie się nudzić, a oglądając dodatki można się dodatkowo pośmiać :)
Zapraszam do obejrzenia szczególnie tej wersji - 'teatralnej' :)



Jutro piątek :)
Jak wasze przygotowania do świąt? Wszystko dopięte na ostatni guzik, czy zostawiliście sobie co nieco na weekend?

Spokojnej nocy :)

środa, 19 grudnia 2012

Dzień 344

Udało się! Zrobiłam dziś ponad czterdziestominutowy trening :D Dziś padło na 'a new dimension' trening C z Cindy Crawford.
Powtórzę się ale co tam ;) Lubię ten trening ponieważ angażuje wszystkie mięśnie.
Poza tym 'ćwiczeniowo' dzień spokojny. Trochę bieganiny, ale nic co byłoby warto odnotować.

Pozwolicie, że zmienię temat?
Pogoda okropna. Deszczowo, a do tego wietrznie.
Dziś rano odgłosy wiatru przypominały te z horroru.
Od razu przychodzi mi na myśl moment kiedy czytałam 'Wyklętego' G. Mastertona. Siedziałam, owinięta w koc, przy piecyku typu koza, a w rurze kominowej szalał wiatr i wydawał buczące, złowieszcze dźwięki. Nie wyobrażacie sobie jak to działało na moją wyobraźnię ;) Dzięki tym dźwiękom pamiętam tą książkę do dziś. Przypomina mi się przy każdym tego rodzaju podmuchu ;)
Książki Mastertona swego czasu pochłaniałam. Najlepszą jego książką dla mnie był 'Trans śmierci', jeśli lubicie horrory to polecam. Tutaj dochodzą wędrówki pomiędzy światem żywych i umarłych - więcej nic nie powiem ;)
Akcja książki 'Dziecko ciemności' np., ma miejsce w kanałach ściekowych Warszawy i została uznana za najlepszą powieść roku z gatunku horror. Graham Masterton jest również autorem poradników z dziedziny erotyki.
Jako ciekawostkę napiszę, że jego żona jest pochodzenia polskiego.

Spokojnej nocy i do jutra :)

wtorek, 18 grudnia 2012

Dzień 343

Zrobiłam sobie dzień, tak jakby, wolny od ćwiczeń.
Tak jakby, bo zaliczyłam sporo chodzenia tempem Korzeniowskiego - około dwóch godzin ;)
Uwierzycie mi, że potem nie miałam siły ruszać nogam, a co dopiero skakać?

Pokażę wam jeszcze jedno zdjęcie z serii 'rękodzieło' ;)
Tym razem nie miał mi kto zrobić zdjęcia, więc się nie śmiejcie proszę, że zrobione w łazience ;) Niestety tylko tam było jako takie światło :p Gumka do włosów zrobiona dla mojej córki:


Dziś Beata z bloga Zmiana na dobre udostępniła świetny filmik :)
Bardzo mi się podobał, więc również udostępniam:



A wy którą wersję schodów wybieracie mając wybór?

Udanej środy :)

Ps. jeszcze tylko siedem nocy do świąt :)))

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dzień 342

Miałam dziś nie ćwiczyć.
Otworzyłam 'nowy post' i zawiesiłam się na moment.
Hmmm, i co? Tak po prostu mam napisać 'bo mi się nie chciało?', 'bo nie było czasu?'. Ok. Może i nie było, ale nie aż tak żeby dziesięciu minut nie wcisnąć.
Przyniosłam pięciokilogramowy ciężarek męża, wzięłam do rąk skakankę, tutaj mąż zapytał 'co sumienie cię męczy?' - jakby zgadł, męczyło ;)
Włączyłam ćwiczenia na spalenie tłuszczu i już jestem po, a sumienie uspokojone chociaż troszkę :)
Poza tym treningiem zaliczyłam jeszcze półgodzinny szybki marsz. I to byłoby na tyle.

To co się dzieje w sklepach przechodzi wszelkie wyobrażenie. Nawet jeśli zdąży się przed 'nalotem emerytów' (jakoś zawsze jest ich największe natężenie o pewnych godzinach ;)) to i tak trudno dopchać się po chleb ;)
Jeśli chodzi o emerytów to naprawdę śmiesznie wygląda kiedy ze wszystkich uliczek wychodzą (jakby się umówili) zmierzając w stronę centrum pieszo i na wózkach akumulatorowych :) Ostatnio śmialiśmy się z mężem, że gdyby spojrzeć na miasto z lotu ptaka wyglądaliby jak mrówki idące w stronę mrowiska :)

Jeszcze chwilka i będziemy odpoczywać pochłaniając cista, pierogi z kapustą i grzybami itp. itd. Lubię kiedy zostaje coś z kolacji wigilijnej, a wy?

Miłego wtorku :)

niedziela, 16 grudnia 2012

Dzień 341

Z niedzielnego biegania nici. Po południu zaczął padać deszcz. Nawet się z Beatą nie zdzwaniałyśmy. Do tego Miśki 'pochorowane' :/
Wieczorem mieliśmy ulewę - deszcz w pakiecie z gradem.

A od rana było tak pięknie, że w kurtkach zimowych było za gorąco. Zaliczyłam szybki marsz (około pół godziny) jedynie w kurtce dżinsowej.
Acha, wczoraj zrobiony kwiatek posłużył mi za broszkę ;)


Zrobiłam drugi dla córki, w troszkę innej wersji. Będzie doszyty do gumki do włosów :)

Na ćwiczenia dziś nie miałam zbyt dużo czasu i chęci dlatego zrobiłam tylko trening mięśni brzucha w pozycji stojącej + skakanka. To tylko 20 minut, ale za to intensywne.
Na drugi dzień czuć mięśnie brzucha - szczególnie skośne. Dawno go nie robiłam, więc pewnie jutro mięśnie dadzą o sobie znać ;)
Naprawdę lubię te ćwiczenia.
Na zmianę ćwiczy się 30 sekund ze skakanką, trzydzieści z ciężarkami. Czas mija bardzo szybko. Polecam :)

Nie mogę uwierzyć, że za tydzień Święta.
U nas już dziś nimi pachnie ponieważ w kalendarzu adwentowym pojawiło się zadanie 'pieczemy pierniczki'. Wiem, że troszkę późno, ale jestem pewna, że gdybyśmy upiekli je wcześniej, do świąt by nie doczekały ;P

Życzę wam dobrego tygodnia :)

sobota, 15 grudnia 2012

Dzień 340

Dziś zasypię was troszkę zdjęciami ;)

Na początek napiszę, że ćwiczyłam rano około pięciu minut, a po południu zrobiłam turbo :)
Pokażę wam na jakiej powierzchni robię ten trening :p
Ława jedzie pod telewizor i do dzieła :)


Zdjęcie zrobił mi mąż ;)
Dzisiaj ćwiczyło mi się super. Powtarzałam sobie 'myśl o efektach, myśl o efektach...' i jakoś poszło ;P


Wczoraj wspominałam o 'produkcji' ozdób na choinkę. Robiliśmy je ze starego swetra kupionego za bezcen w second hand, guzików, wstążki, sznurka i koronki. Do wypchania użyliśmy zwykłej waty. Dzieci naprawdę miały sporą radochę :D






Białe ptaszki (na zdjęciu poniżej) robiliśmy w ubiegłym roku z tekturki i kartki. Malowane były zwykłą akrylówką.




A to produkt uboczny zrobiony z mankietu. Jeszcze nie wiem jaką rolę będzie pełnił. Zrobimy z niego broszkę lub doszyję go do gumki do włosów ;)


Z dwóch rękawów wyszło nam 14 serc, a zostało jeszcze kawał swetra ;)
Dzieci już kombinują co by mogło z niego powstać.

U nas nadal pada deszcz...

Miłej niedzieli :)




piątek, 14 grudnia 2012

Dzień 339

Dziś brakło mi czasu na ćwiczenia.
Zaliczyłam za to przymusowy spacer do przychodni - na szczęście w jedną stronę ;) Musieliśmy iść do lekarza, bo dziecko dosłownie nam 'szczeka'. Na szczęście obyło się bez antybiotyku.
Tak to jest kiedy dzieciom ciągle się wydaje, że jest lato i wychodzą bez kurtek. Dodam tylko, ze w UK każda przerwa trwa 15 minut plus przerwa na lunch godzinę. Dzieci wszystkie przerwy spędzają na zewnątrz, chyba, że pada deszcz. Śmiejemy się, że teraz do lata będzie śmigał w kurtce, bo czuje się paskudnie. No cóż, tak to jest kiedy nie słucha się mamy ;)
Pogoda dziś OkrOpnA! W ciągu czterech sekund wiatr połamał nam dwa parasole :(
Zamiast śniegu mamy deszcz :/
Zrobiło się też cieplej, ale szczerze? Wolę mróz i słońce zamiast deszczu ;)

Jutro planuję dłuższy trening.
Dziś pracowaliśmy z dziećmi nad ozdobami na choinkę, tzw. recykling 100% - jutro się pochwalę :D

Spokojnej nocy :)

czwartek, 13 grudnia 2012

Dzień 338

Rano nie ćwiczyłam. Dziecko obudziło się z gorączką :(
Po południu miałam strasznego lenia. Na lenia dobrym sposobem są krótkie, ale intensywne ćwiczenia ;)
Pomyślałam, że dziesięciominutowe ćwiczenia na spalenie tłuszczu to odrobinkę za mało i przed nimi zrobiłam ćwiczenia dla zabicia czasu trwające piętnaście minut i uruchamiają wszystkie mięśnie ;)
Dzień pod względem ćwiczeń - odhaczony :)

Nadal mroźno i słonecznie.
Jutro już piątek. Dni nie biegną, one po prostu pędzą w zawrotnym tempie!

Spokojnej nocy :)

środa, 12 grudnia 2012

Dzień 337

Przyznaję się bez bicia, że rano nie ćwiczyłam.
Po południu za to nadgoniłam zaległości robiąc turbo :)
Muszę wam powiedzieć, że już brakowało mi ćwiczeń. Po tych kilku dniach czułam się jakaś taka ociężała. Mam nadzieję, że teraz będę miała czas na powrót do regularnego wysiłku fizycznego ;)
Przed Świętami chciał nie chciał więcej człowiek się rusza - wystarczy dokładne sprzątanie domu i już niezły trening zaliczony ;P
Jeśli już o świętach mowa - jak wasze przygotowania? Kiedy ubieracie choinkę? Tradycyjnie w Wigilię czy wcześniej?
U mnie w domu ubieraliśmy choinkę zawsze w Wigilię, ale od kiedy mam swoją rodzinę, ubieramy ją jakiś tydzień przed świętami dla dzieci.

Nadal mroźno, ale dzięki temu słonecznie - lubię taką pogodę zimą.

Udanego czwartku :)

wtorek, 11 grudnia 2012

Dzień 336

Drugi dzień wolny od ćwiczeń. Przyczyna ta sama co wczoraj ;)
Z reguły w te dni muszę sobie zrobić dwa dni przerwy. Jutro powinnam mieć wolną chwilkę, więc mam nadzieję wrócić do ćwiczeń. Szkoda byłoby poddać się na finiszu ;)

Mroźno się zrobiło. Poszliśmy dziś wieczorem na spacer. Poczułam się jak w zimowe dni w Polsce :)

Miłej środy :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dzień 335

No tak. Dopiero wczoraj biegiem wróciłam do ćwiczeń, a już dziś zostałam zmuszona przez naturę do przerwy :/
Jedyną formą ruchu dzisiejszego dnia był w miarę szybki spacer o długości ponad sześć kilometrów.

Teraz z innej beczki. Lubicie ładne opakowania?
Muszę przyznać, że ja tak. Dziś zostałam miło zaskoczona, na tyle miło, że muszę wam pokazać pewne opakowanie :)



Kupiłam tampony w ładnym, tekturowym pudełeczku i szczerze mówiąc nie spodziewałam się niczego więcej, no bo niby czego ;)
Po otwarciu - niespodzianka!


Lubię takie małe, dopracowane w szczegółach pojemniczki, które nie zajmują zbyt wiele miejsca, są poręczne i w dodatku ładnie wyglądają. Niby nic a cieszy :)
Nawet folijki tamponów mają na sobie kokardkę ;)



Ciekawa jestem czy wam też spodoba się ten drobiazg tak jak mi?

Dziś mieliśmy mroźny dzień, ale za to słoneczny. Rano ulice wyglądały jak diamenty, tyle, że były śliskie ;) Przed sklepami wysypano takie ilości soli, że przy normalnym stosowaniu wystarczyłoby jej pewnie na tydzień. No cóż, lepiej w tę stronę ;)

Ja minął wam poniedziałek?

Spokojnej nocy :)


niedziela, 9 grudnia 2012

Dzień 334

Jestem po biegu :D
Cieszę się, że się zmobilizowałyśmy z Beatą, i że pogoda pozwoliła nam wyjść :)
Bardzo dobrze się biegło pomimo wiatru.
Dziś na zewnątrz nie było już tak przyjemnie jak wczoraj. O czternastej myślałam, że nic z biegania nie wyjdzie, bo zaczynał padać deszcz.

Muszę wam powiedzieć, że po trzech dniach bez ćwiczeń dzisiejszy bieg dał mi ogrom satysfakcji i sporą dawkę energii :)
Gdyby tak czas i chęci pozwoliły na bieganie trzy razy w tygodniu, ech...

Miłego popołudnia i udanego tygodnia :)

sobota, 8 grudnia 2012

Dzień 333

Trzeci dzień przerwy :/
Ćwiczyłam co prawda rano, ale po południu zero.
No może niezupełnie.
Mieliśmy cudną pogodę. Prawdziwa wiosna. Słoneczny, ciepły dzień, spacer wzdłuż kanału, za wiatrem, śpiew ptaków... Zupełnie jak wiosną.
Oby więcej było takich dni tej zimy :)

Mam nadzieję, że jutro też tak będzie.

Monika, obiecałam Ci link do przepisu, a wiem, że na pewno tutaj zerkniesz, więc podlinkuję 'na forum', bo wart jest podzielenia się :)
Było to kolejne zadanie w naszym kalendarzu adwentowym. Wiem, powiecie pewnie, że zamiast ćwiczyć wsuwam słodycze, ale raz nie zawsze prawda? ;)
Dodam, że ilość składników jak i czas wykonania ograniczone:

http://www.makecookingeasier.pl/na-slodko/bardzo-czekoladowy-pudding/

Żegnam się słodko życząc Wam miłej niedzieli :)


piątek, 7 grudnia 2012

Dzień 332

Dzisiaj wpis na szybko.
Rano ćwiczyłam około pięciu minut. Poza tym nic. Kompletny brak czasu, ale liczyłam się z tym. Mam nadzieję, że uda mi się pobiegać z Beatą w niedzielę, chociaż pogoda jest hmmm zaskakująca. Ogólnie mówiąc mokro ;)
Mam nadzieję, że Wam lepiej idzie niż mi.

Uciekam.
Udanego weekendu :)
pa pa

czwartek, 6 grudnia 2012

Dzień 331

Znów brak czasu. Dziś nie wystarczyło mi go nawet na dziesięciominutowe ćwiczenia :(
Rano ćwiczyłam pięć minut i to byłoby na tyle.
Jutro lepiej nie będzie :/
Pewnie dam radę poćwiczyć dopiero w sobotę - mam nadzieję :)
Nie narzekam jednak, bo dni wypełniają mi się tym co najbardziej lubię :D

Pozdrawiam Was bardzo ciepło z zalanej deszczem i zasypanej gradem Walii :)
Nadal czekamy na śnieg, więc jeśli jest go gdzieś zbyt dużo to wiecie gdzie podesłać ;)

Acha, zapomniałabym! Zaliczyłam dziś szybki około pięćdziesięciominuntowy spacer podzielony na trzy części. Zaliczycie mi to jako formę ruchu?

Spokojnej nocy :)

środa, 5 grudnia 2012

Dzień 330

Trzęsą mi się mięśnie nóg jakbym miała jakieś drgawki ;)
Brakło mi czasu na dłuższy trening, a powyższy efekt wywołało zaledwie dziesięć minut czyli ćwiczenia na spalenie tłuszczu.
Rano ćwiczyłam około pięciu minut.

Wczorajszy dzień był dość zimny, wieczorem lało jak z cebra, a dziś od rana znów mroźno. Niech mi ktoś powie o co chodzi z tą pogodą? ;D

Miłego czwartku :)
O rany! Faktycznie - jutro już czwartek!

wtorek, 4 grudnia 2012

Dzień 329

Dziwny był dzisiejszy dzień. Zero energii. Właściwie musiałam zmuszać się aby jedną nogę sunąć za drugą...
Udało mi się poćwiczyć pięć minut rano. Myślałam, że na tym zakończę dzisiejsze zmagania, ale zmusiłam się do treningu z Ewą. Zrobiłam turbo spalanie. Czułam się jakbym miała na sobie coś ołowianego. Każdy mięsień wydawał się ważyć tony. Starałam się mimo to ćwiczyć w tempie dając z siebie ile tylko dam radę. W połowie treningu kryzys minął, a potem było już z górki.
Właściwie to mogłabym zaśpiewać sobie to:



Prawda, że motywuje :D

Cieszę się, że udało mi się przełamać, bo satysfakcja po dobrze wykonanym treningu jest tego warta :)

Miłego wtorku :)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dzień 328

Dzień wypełniony po brzegi aż kipiało. Dopiero mogę wstać od komputera, więc wpis na szybko i uciekam nadrabiać obowiązki domowe ;)
Dziś ćwiczyłam tylko rano, ale i tak na potem nie planowałam żadnych ćwiczeń.
Cieszę się, że udało mi się znaleźć czas na kolejne zadanie adwentowe - dziś graliśmy w planszówki - już dawno nie przegrałam z takim kretesem ;)
Dzieci miały ubaw, a to przecież chodzi :)

Spokojnej nocy :)

pa pa

niedziela, 2 grudnia 2012

Dzień 327

No i rozpadało się :/
Z biegania nici...

Rano ćwiczyłam jakieś pięć minut, a zamiast biegania zrobiłam sobie trening C z Cindy Crawford (z płyty 'a new dimension').

Chciałam się z Wami podzielić pewnym odkryciem muzycznym. Nie moim. Wczoraj podzieliła się z nami nim mimi za co bardzo dziękuję, bo mogłabym długo jeszcze nie wpaść na tą uzdolnioną polską siedemnastolatkę. Bardzo lubię tego rodzaju muzykę.
Słuchając jej wyobrażam sobie jasną kuchnię, niespieszny poranek, zapach kawy, spokój, ciepło... :)



Słyszeliście o niej wcześniej?

Udanego tygodnia :)

sobota, 1 grudnia 2012

Dzień 326

Rano nie ćwiczyłam, ale po południu naprawdę miałam ochotę zrobić jakiś trening i zrobiłam turbo spalanie. To już chyba trzeci raz w tym tygodniu ;)
Gdyby udało mi się trzymać tej ilości lub ją zwiększyć byłoby super, ale... no właśnie, ale nie zawsze mi się chce ;)

Acha, zapomniałabym - dziś skrobałam mróz z szyb samochodu, a ze szronu powstał miniaturowy bałwanek ;P
Chyba jest szansa na śnieg :)

Miłej niedzieli :)

piątek, 30 listopada 2012

Dzień 325

Dziś ćwiczyłam tylko rano, ale ćwiczyłam :))) Cieszę się, że udało mi się wpaść w rytm.
Poza tym zrobiłam sobie dzień przerwy.
Jutro zamierzam ćwiczyć, ale nie planuję nic dokładnie, bo inaczej nic z tego mi nie wyjdzie ;)

Nie chce mi się wierzyć, że jutro już zaczyna się grudzień. Wczoraj zawiesiłam kalendarz adwentowy, a dzieci już nie mogą doczekać się nowych zadań. Zadania będą nowe, ale kalendarza użyłam tego samego, który zrobiłam w ubiegłym roku - o tego. Jednym z zadań będą na pewno reniferki, które robiliśmy w ubiegłym roku jako jedno z zadań. Dlaczego powtórzyłam? Było z nimi dużo zabawy, a dodatkowo były pyszną! ozdobą świąteczną. Świetnie nadawałyby się opakowane jedynie w przeźroczystą folię jako dodatek do prezentu. Odnośnik do przepisu i kilka zdjęć znajdziecie tutaj. Zapraszam :)

Myślicie już o Świętach?
Ja tak. I marzy mi się żeby choć na chwilę spadł śnieg...

Pozdrawiam Was ciepło i życzę udanego weekendu :)

czwartek, 29 listopada 2012

Dzień 324

Dzisiejszy dzień pod względem ćwiczeń odhaczam jako zaliczony :)
Rano ćwiczyłam jakieś pięć minut, a wieczorkiem zrobiłam turbo z Ewą (Agnieszko, jeszcze raz dziękuję za motywację).
Mój mąż też dzisiaj mnie motywował 'no dalej, bierz się za ćwiczenia, Miśki film dokończą sobie potem, nie ma wymigiwania się', no i zrobić? Rozgryzł mnie ;)
Teraz czuję ogromną satysfakcję, że wygrałam z leniem :)

Mieliśmy piękny mroźny dzień. Błękitne niebo, słońce i mroźne powietrze.
Klasa naszej córki grała międzyszkolny mecz netball i rugby. Zastanawiałam się w jakich strojach wystąpią dziewczynki - grają na świeżym powietrzu ;) Wystąpiły w drużynowych strojach szkolnych! Krótka spódniczka plus koszulka z krótkim rękawem, materiał taki jaki mają z reguły stroje sportowe np. do biegania. Dodam, że ja byłam w cieplej kurtce, szalu, rękawiczkach i berecie.
Chyba bym się 'zakichała', a mała nic (dzięki Bogu) i jeszcze mówiła, że jej gorąco. No tak - wychodzi na to, że jestem prawdziwym zmarzlakiem. A może nie? Rano kiedy wychodziliśmy z domu wszędzie był szron, a temperatura poniżej zera.

Miłego piątku :)

środa, 28 listopada 2012

Dzień 323

Wygoniłam lenia :)
Rano ćwiczyłam jakieś pięć minut, a przed chwilą skończyłam trening z Ewą Chodakowską 'turbo spalanie'.
Przeglądałam jej kanał na youtube i znalazłam przypadkiem trening z którym ćwiczę, dlatego udostępnię go tutaj i zapraszam chętnych do przyłączenia się do mnie :D



Mam nadzieję, że Ewa nie będzie miała nic przeciw, bo zależy jej żeby jak najwięcej osób zaczęło ćwiczyć :)

Ten trening dodany był do magazynu Shape jako trzeci.
Jeśli mowa o Shape to myślę, że bardzo zepsuła się jego jakość. Kiedy zaczął wychodzić w Polsce kupowałam każdy numer przez ponad rok. Zawierał wtedy o niebo więcej informacji i był dużo ciekawszy. Teraz jest gazetą podobną do wszystkich, a szkoda :/

No nic.
I jak? Są chętni do podjęcia wyzwania? Ktoś się przyłączy?
Ćwiczenia nie są lekkie, ale jestem pewna, że po kilku razach spokojnie dacie radę zrobić całość na 100% :D
Ja nadal prosto po skończeniu tego treningu muszę biec prosto pod prysznic, dlatego uciekam :)

Udanego czwartku :)

wtorek, 27 listopada 2012

Dzień 322

Minął nie wiem kiedy.
Ćwiczyłam znów tylko rano. Potem brakło mi czasu, a w końcu i sił...
Jutro muszę się poprawić.
Acha, mieliśmy dziś piękną tęczę, dawno nie widziałam, żeby utrzymała się na niebie tak długo.

Spokojnej nocy :)

Ps. Zrobiło się mroźno i wieje dość mocno, ale jest słonecznie.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Dzień 321

Przyznaję się, że dziś ćwiczyłam tylko pięć minut rano.
Poza tym zaliczyłam długi spacer i to byłoby na tyle :/

Wczoraj poszłam późno spać. Zaczęłam czytać 'Białą Masajkę', a typ taki jak ja ma to do siebie, że jak zacznie czytać to ciągle chce wiedzieć więcej i więcej gubiąc po drodze poczucie czasu ;)
Dlatego właśnie nie wyspałam się i brakło mi sił na ćwiczenia. Dziś też będę czytała, ale tym razem będę równocześnie zerkała na zegarek ;P

Zapomniałabym! Pogoda nam się poprawiła :D Po wczorajszych ulewach (przez pół nocy) dziś wyszło piękne słońce.

Miłego wtorku :)

niedziela, 25 listopada 2012

Dzień 320

Nie wierzę, że udało mi się spełnić 'ćwiczeniowe' plany weekendowe!
Wczoraj miało być zero ćwiczeń - udało się. To było łatwe ;P

Dziś planowałyśmy z Beatą biegać. Już myślałam, że nic z tego nie będzie, bo padało co chwilę. Udało nam się jednak 'wstrzelić' prawie idealnie w przerwę pomiędzy jednym deszczem. Prawie, bo kiedy biegłyśmy już w stronę naszych domów, zaczęło padać. Śmiałyśmy się, że mamy 2w1 - bieg plus prysznic ;D
Cieszę się, że wyszłyśmy :)
Kondycja trochę spadła, bo miałyśmy pewnie z półtora miesiąca przerwy.
Gdyby tylko chciało mi się biegać trzy razy w tygodniu - byłoby idealnie :)

O! Właśnie słyszę za oknem prawdziwą ulewę. Biegnę zrobić zdjęcie i zaraz Wam pokażę :)
Dobrze, że jestem w ciepłym domu... :)
Zobaczcie sami:



I jeszcze nasz chodnik, którego prawie nie ma ;)



A jak wasze plany? Wszystko ułożyło się po waszej myśli czy były jakieś niespodzianki ;)

Udanego tygodnia :)

sobota, 24 listopada 2012

Dzień 319

Tak jak planowałam wczoraj dziś zrobiłam sobie dzień wolny od ćwiczeń.

Wczoraj znalazłam bardzo mądre przesłanie, którym chciałabym się z Wami podzielić.
Siłę słów poznał chyba każdy.
Słowa potrafią ranić, potrafią cieszyć. Należę do osób, które najpierw myślą potem mówią :/ dlatego pilnuję się żeby nie sprawiać nikomu przykrości :)
Mam nadzieję, że mi się udaje choć pewnie nie zawsze...

Filmikiem podzieliła się wczoraj Ewa. Bardzo mnie wzruszył...



Tak, siła słów jest ogromna!

Spokojnego wieczoru i udanej niedzieli :)
Trzymajcie kciuki żeby jutro nie padał deszcz ;)

piątek, 23 listopada 2012

Dzień 318

Na początku napiszę co dziś zrobiłam jeśli chodzi o ćwiczenia, a potem podam moje pomiary ;)

Ok. Zaliczyłam pięć minut ćwiczeń rano i trening 'turbo spalanie' z Ewą.
Jestem z siebie zadowolona ;D
Pogoda za oknem zaskakująca. Pokazało się nawet słońce, które osuszyło chodniki. Nie mogłam tego nie wykorzystać ;) Szybko wstawiłam pranie i powiesiłam na zewnątrz, bo nie ma to jak pranie wysuszone wiatrem. Już już prawie było suche kiedy przyszła ta ogromna, ciemna chmura przysłaniając pół nieba. Tęcza była piękna! Podwójna :)
Pranie zdążyłam zebrać :p

Zerknęłam wstecz aby odnaleźć poprzednie wpisy z wymiarami oraz wagą i tak:
- ważyłam się ostatnio 24 czerwca i wyniki były następujące:

24.06.2012 waga 58,7 kg / FAT 28,6% / VFL 3 / BMI 19,8

dodam, że w Polsce poziom tłuszczu mierzyli mi (pisałam o tym tutaj) profesjonalnym sposobem i sprzętem Natalia z Szymonem i wynosił on 25,10%.
Okazało się, że waga zawyżała mi go o jakieś 3%!
Tym bardziej dzisiejszy wynik mnie ucieszył, bo to znaczy, że poziom spadł mi na pewno poniżej 24 lub nawet 23%.
Natalia, Szymon - przydalibyście mi się tutaj z waszym magicznym urządzeniem ;)

23.11.2012 waga 58,3 kg / FAT 25,9% / VFL 3 / BMI 19,7

Tutaj są moje pierwsze pomiary i oznaczenia skrótów.

Co do wymiarów ostatni wpis był z 10 września:

10.09 talia 73cm / biodra 92,5cm / uda 53cm

potem mierzyłam się jeszcze kilka razy, a wymiary lądowały na karteczkach:

4.10 talia 73cm / biodra 94cm / uda 53,5cm
20.10 talia 73cm / biodra 93cm / uda 54cm

W tym momencie zaczęłam się zastanawiać o co chodzi? Przecież ćwiczę. Dlaczego obwody nie spadają?
Mąż poradził mi abym zaczęła prowadzić dzienniczek diety. Miałam zapisywać każdy pojedynczy posiłek, wszystko co zjadam, nawet jeśli miałby to być jeden orzech ;)
Powodem 'zastoju' mogła być zbyt duża lub zbyt mała ilość dostarczanych kalorii.
Muszę Wam powiedzieć, że do tej pory nie przeliczyłam swoich zapisek na kalorie, ale zaczęłam jeść bardziej świadomie.
Staramy się jeść naprawdę zdrowo. Najgorsze jest to co wydaje nam się bez znaczenia, a tak naprawdę ponosi winę za brak utraty cm. Mówię o tym co 'przegryzamy' pomiędzy posiłkami ;)
W momencie kiedy zaczęłam to kontrolować moje wymiary zaczęły się minimalnie ale zmieniać:

1.11 talia 72cm / biodra 92cm / uda 53,5cm
22.11 talia 71cm / biodra 92cm / uda 52cm

Im mniej do zrzucenia tym trudniej ;)
Najważniejsze, że coś się 'ruszyło'.
Przypomnę tylko jeszcze, że nie jestem na żadnej diecie. Jem całkiem normalnie. Jedyne czego staram się przestrzegać to unikam węglowodanów i owoców wieczorem. Jeśli jestem głodna przeważnie robię sałatkę np. taką jak tutaj, pożywna i nie odłoży się w postaci np. 'boczków' ;D

Ok. Nie męczę was już dzisiaj ;)
Jutro planuję dzień wolny, a w niedzielę chciałabym pobiegać. Zobaczymy czy tym razem plany się powiodą.

Miłego wieczoru i udanego weekendu :)



czwartek, 22 listopada 2012

Dzień 317

Po najmniejszej linii oporu ;)
Rano zaliczyłam dziesięć minut ćwiczeń, a po południu jedynie ćwiczenia na spalenie tłuszczu.
Cieszę się jednak, że chociaż tyle ;)

Pogodę mieliśmy dziś okropną. Deszcz i wiatr. O siedemnastej zrobiło się ciemno jak w nocy, a normalnie mamy o tej porze dzień :/
Oby cała zima nie była taka...

Jutro już piątek! Uwierzycie?
Miłego dnia :)

Ps. Dziś się mierzyłam i ważyłam, postaram się wrzucić jutro porównanie ;)

środa, 21 listopada 2012

Dzień 316

Rano było tylko pięć stopni na plusie. Po wczorajszym ciepłym dniu to było spore zaskoczenie. No ale dzięki ochłodzeniu pojawiło się słońce i błękitne niebo :)
Brakowało mi już tego.

Po raz kolejny udało mi się zebrać w sobie i ćwiczyć rano - jedynie pięć minut, ale zawsze.
Po południu zrobiłam też trening z Ewą 'turbo spalanie', więc dzień uważam za zaliczony jeśli chodzi o ćwiczenia :)
Fakt, trudno było mi zacząć, ale stwierdziłam, że nie mogę tak się 'obijać' ;)
Samo nic nie przyjdzie i to ja, nikt inny, muszę wstać z kanapy :D
Wstałam i bardzo się cieszę :)
To prawda, satysfakcja po treningu jest ogromna.
Myśl, że zrobiłam coś dla siebie, dla swojego zdrowia i samopoczucia dodaje energii.
Przynajmniej w moim przypadku :)

Uciekam przejrzeć Wasze blogi :)
Miłego wieczoru :)

wtorek, 20 listopada 2012

Dzień 315

Pełen wrażeń, pełen emocji.
Wydarzyło się kilka rzeczy dzięki którym energia mnie rozpiera od środka jeszcze teraz :D a z drugiej strony jestem zmęczona od ich nadmiaru.

Zaraz po przebudzeniu ćwiczyłam (ziewając) około pięciu minut. Potem szklanka wody. W ten sposób rozpoczął się mój nowy dzień.
Miałam sporo spraw 'do załatwienia', więc zaliczyłam dwugodzinny marsz krokiem prawie Korzeniowskiego. Wierzycie mi, że nie miałam po tym sił na żadne ćwiczenia?
Naprawdę nie miałam.

Pogodę mamy raczej mokrą, ale dzięki temu jest cieplej. Wyszłam dziś w swojej kurtce jeansowej, owinięta szalem, z rękawiczkami bez palców i w berecie. W trakcie marszu rękawiczki, beret itd. lądowały po kolei w mojej torbie. Było zbyt ciepło, a torba wystarczająco duża.
Mijałam dziś starszą panią. Szła w tym samym kierunku co ja tyle, że po drugiej stronie ulicy. Ja naprawdę chodzę szybko. Na potwierdzenie moich słów napiszę, że mój mąż zawsze narzeka ;) 'gdybym chciał pobiegać to bym poszedł, zwolnij trochę'.
Wyprzedzić tą panią nie było łatwo - dobrze widzieć starszą osobę w takiej kondycji :)

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dzień 314

Uważam za udany :)
Rano ćwiczyłam około pięciu minut na dzień dobry.
Potem dotarło do mnie zamówienie, które było bardzo ważne i którego nie mogłam się doczekać - pokażę je wkrótce na moim drugim blogu :D
Po południu miałam rozmowę o pracę (dodatkową), poszło pomyślnie i niedługo zaczynam :)
Wieczorem wystarczyło mi energii na ćwiczenia z Cindy Crawford 'a new dimension' - 41 minut. Miałam ochotę zrobić jeszcze ćwiczenia na spalanie tłuszczu, ale była już 21:00 i stwierdziłam, że skakanka nie będzie wskazana, bo dzieci mi nie zasną ;)

Jestem wdzięczna za taki dzień. Dobry dzień.

Udanego wtorku :)

Znacie?



:)

niedziela, 18 listopada 2012

Dzień 313

Czyli 'Oj boli' ;)
Po wczorajszych ćwiczeniach czuję mocno mięśnie pośladków - to niesprawiedliwe, że po tak krótkiej przerwie mięśnie już zdążyły się rozleniwić ;P
Z biegania nic nie wyszło, było zbyt mokro. Od rana zapowiadał się piękny słoneczny dzień. Noc musiała być zimna, bo rano wszystkie samochody i dachy były białe.
Dzień mieliśmy spokojny, poza krótkim spacerem spędzony w domu.
Za chwilkę będzie pyszna kawa, ekspres już się grzeje. Uwielbiam zapach świeżo parzonej kawy, mmmm....
Wiem, ze troszkę późno, ale ja mam tak, że po kawie mogę się położyć spać ;)

Udanego tygodnia :)

sobota, 17 listopada 2012

Dzień 312

W końcu udało mi się zaliczyć jakieś ćwiczenia. Bardzo się cieszę :)
Zrobiłam trening z Ewą Ch. 'turbo spalanie', czyli intensywne 46 min, po których bez prysznica się nie obejdzie ;)
Po kilkudniowej przerwie dobrze mi się ćwiczyło, chętnie się za niego zabrałam i bardzo szybko minął.
Oj, brakowało mi już ćwiczeń...
Jutro zapowiada się suchy dzień, więc mam nadzieję pobiegać :)


Spokojnego wieczoru :)

Ps. Moglibyście polecić mi jakiś dobry film?

piątek, 16 listopada 2012

Dzień 311

Napiszę chyba petycję do pogody żeby chmury odsłoniły w końcu błękit nieba, bo witaminy D zaczyna mi brakować. Podejrzewam, że wiele osób się pod nią podpisze ;)

Miałam ćwiczyć, a zamiast tego zaliczyłam kolejny dzień przerwy od nich :(
Uwierzcie mi, że ja i tabletki przeciwbólowe to naprawdę rzadkie połączenie. Ostatnio łykałam je jakieś pół roku temu albo dawniej (i to pojedyncze sztuki), a dziś łykam drugi dzień z rzędu. Naprawdę tęskni mi się już za ćwiczeniami i jeśli samopoczucie mi się nie poprawi, jutro ćwiczę piętnaście minut po połknięciu tabletki ;D
Na poprawę humoru pomalowałam sobie paznokcie na czerwono i już mi lepiej :D



Życzę Wam ciepłego i słonecznego weekendu :)
Do jutra :)

czwartek, 15 listopada 2012

Dzień 310

Drugi dzień przymusowej przerwy :/
Chyba idzie zima. Jutro pewnie przyjdzie mi schować kurtkę dżinsową i wyjąć zimową. Powietrze było dziś mroźne. Moje rękawiczki bez palców nie sprawdzają się w taką pogodę ;) Wyjęłam z szuflady ciepły beret i przypomniałam sobie jak go lubię. Lubię też ciepłe szale. Zima nie jest zła pod warunkiem, że jest słoneczna ;)

Jutro mam nadzieję wrócić do ćwiczeń.
Nie chce mi się wierzyć, że jutro już piątek.
Planów na weekend brak. A jak u Was?

Spokojnej nocy :)

środa, 14 listopada 2012

Dzień 309

Po raz kolejny moje plany poległy...
Miałam ćwiczyć i nie ćwiczyłam. Przyczyna natury biologicznej ;) Mam wrażenie, że TE dni przypadają mi ostatnio co tydzień :/
No nic.
Umówiłyśmy się z Beatą na niedzielne bieganie. Trzymajcie kciuki za pogodę :)
A jak Wasze plany na dzisiejszy dzień? Miałyście jakieś? Udało się je spełnić?

Miłego wieczoru i spokojnej nocy :)

wtorek, 13 listopada 2012

Dzień 308

Zaliczyłam trening C z Cindy Crawford A new dimension, czyli ten sam co dwa dni temu ;) Zakwasy jeszcze nie puściły.

Spotkała mnie dziś bardzo miła niespodzianka. Otrzymałam wyróżnienie od Beaty, autorki bloga Zmiana na dobre.
Bardzo Ci dziękuję za wyróżnienie, a przede wszystkim za słowa, które o sobie przeczytałam :) Nie patrzyłam na to w ten sposób - dziękuję :)


Zasady wyróżnienia:
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania od Beaty:
1. Gdybyś miała możliwość nakręcić własną reklamę MasterCard, jak by ona była?
mam przed oczami zdjęcie mojego synka stojącego przed maszyną w której właśnie robi się dla niego wata cukrowa - zawsze kojarzyło mi się z tą reklamą ;)
możecie zobaczyć je tutaj:
http://www.malgorzatamyslicka.blogspot.co.uk/2009/03/wsponienia-z-wakacji.html
2. Jakie jest Twoje małe dziwactwo?
Lubię zjadać pestki z jabłek ;)
3. Co byś wybrała na swój ostatni posiłek w życiu?
To zależy ile życia zostałoby mi po nim ;)
4. Na ile lat byś się czuła, gdybyś nie znała daty swojego urodzenia?
W mojej głowie ciągle jest 25 ;)
5. Gdyby Twoje życie zostało opisane w książce, jakie byłoby jej ostatnie zdanie?
Może wydarzyło się to naprawdę, a może był to tylko sen...
6. Czym dla Ciebie jest sukces?
Szczęściem bliskich osób :)
7. Jaki film chciałabyś, aby obejrzeli wszyscy Twoi przyjaciele, znajomi?
'Walle' - dla dzieci, 'HOME' - dla dorosłych , koniecznie z przemyśleniami po obejrzeniu ;)
8. Jakie jest Twoje ostatnie muzyczne odkrycie?
Benjamin Francis Leftwich
9. Czy uwierzyłaś, że posiadasz jakąś zdolność, w którą wcześniej zupełnie wątpiłaś?
Z tym jest problem ;)
A z racji święta narodowego:
10. Jakie słowo w języku polskim podoba Ci się najbardziej?
Zastanawiałam się cały dzień ;) dzisiaj będzie to 'sen' ;)
a tak naprawdę nie mam ulubionego ponieważ trudno wybrać mi słowo ze względu na samo jego brzmienie, zawsze nasuwają mi się od razu skojarzenia
11. Co dobrego zauważasz w Polsce, Polakach?
W Polsce położenie (od morza po góry) i niesamowite krajobrazy. W Polakach - gościnność, to, że zawsze można wpaść 'na kawę' :)


Wyróżnienie posyłam do blogów, które bardzo lubię odwiedzać :)

1. http://emigrantkazmilosci.blogspot.co.uk/
2. http://pieknyrainbow.blogspot.co.uk/
3. http://ukladankazcodziennosci.blogspot.co.uk/
4. http://japoziomka.blogspot.co.uk/
5. http://gosioowo.blogspot.co.uk/
6. http://lendryggen.blogspot.co.uk/
7. http://blogkolorowo.blogspot.co.uk/
8. http://papilon-kartkodzielo.blogspot.co.uk/
9. http://ptachowewidzenie.blogspot.co.uk/
10. http://fromoregonwithlove.blogspot.co.uk/

Moje pytania do Was:

1. Kot czy pies? Dlaczego?
2. Czego nie lubisz w ludziach?
3. A co lubisz?
4. Słońce czy deszcz?
5. Najbardziej lubię kiedy...
6. Spacery czy samochód?
7. Film czy książka? Ulubiona/y?
8. Morze czy góry? Stawiasz na wypoczynek w Polsce czy za granicami kraju?
9. Nie byłabym sobą ;) Kawa czy herbata?
10. Co zrobiłaś ostatnio aby komuś pomóc?
11. Segregujesz śmieci?


Uciekam robić kakao dzieciom ;)
Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 12 listopada 2012

Dzień 307

Po wczorajszych ćwiczeniach pojawiły się zakwasy.
Muszę Wam napisać, że wczoraj po raz pierwszy udało mi się wykonać całą serię pompek z treningu C - nigdy wcześniej nie dałam rady. Progres jest ;)
Co mnie boli?


Musiałam się trochę poruszać żeby poczuć wszystkie i nic nie pominąć ;)


Czuję:

- mięśnie pośladkowe wielkie (plus wewnętrzna strona ud)

- mięśnie piersiowe większe (pompki dają o sobie znać, a musicie mi wierzyć - nie są łatwe)

- mięśnie dwugłowe ramienia (jest seria ćwiczeń z ciężarkami)

To byłoby na tyle. Nie jest źle, naprawdę - spokojnie mogę siadać i wstawać ;)
Cieszę się jednak z zakwasów, bo to znaczy, że do pracy zostały zmuszone mięśnie, które pracują mniej kiedy ćwiczę z Ewą. Będę sobie miksować wszystkie treningi. Może zniechęcenie wtedy również minie? ;)

Zdjęcie pochodzi z tej strony.

Dziś nie ćwiczę. Dam mięśniom troszkę odpocząć, ale juto nie odpuszczę!

Miłego wtorku :)

niedziela, 11 listopada 2012

Dzień 306

Myślałam, że dziś znów nie będę ćwiczyła. Bardzo mi się nie chciało, ale im dłużej się leniuchuje tym trudniej potem zacząć. Mając to w myślach stanęłam przed półką z płytami i...
...no właśnie. Stanęłam i patrzyłam na nie. Miałam do wyboru trzy treningi:


Nie chciało mi się bardzo ćwiczyć żadnego treningu z Ewą.
Już zastanawiałam się jaką wymyślić wymówkę i wtedy przypomniałam sobie o moim wiernym od lat treningu Cindy Crawford.
Stał półkę niżej. Wyjęłam, włączyłam i muszę Wam powiedzieć, że ćwiczyłam z wielką przyjemnością :D Ciekawa jestem reakcji swoich mięśni jutro. Zrobiłam trening C (41minut). Zawsze na drugi dzień po nim mam problem z siadaniem i wstawaniem ;)

Ciekawa jestem jak minął Wam weekend? Nasz na szczęście spokojnie :)

Udanego tygodnia Wam życzę :)

Ps. Moje starsze dziecko słucha dziś cały dzień tego kawałka :)


sobota, 10 listopada 2012

Dzień 305

Znów nie ćwiczyłam...
Rano brakło mi czasu, po południu chęci :(
oby jutro było lepiej ;)

Wpadłam dziś na tego wykonawcę. Nie znałam go wcześniej, a Wy?



Miłej niedzieli :)

piątek, 9 listopada 2012

Dzień 304

Hej hej :)
Dziś wpadam na sekundkę przyznać się, że zamiast ćwiczeń nadrabiałam pranie, sprzątanie, pasowanie itd. itp. :p
Czasem i tak musi być ;)

Życzę udanego weekendu, dużo słońca :)

pa pa

czwartek, 8 listopada 2012

Dzień 303

Udało mi się zaliczyć dziś trening z Ewa. Stanowczo powinnam ćwiczyć rano, bo z biegiem dnia moja motywacja ZAAAANIIIIKA!
Moje poranne ćwiczenia też trwały dziś dłużej - dziesięć minut. Potem nie mogłam z niczym zdążyć ;) Nawet nie zdążyłam nałożyć podkładu - zero makijażu :p na szczęście moje krostki już się prawie wygoiły, mimo to i tak miałam wrażenie, że wszyscy mi się przyglądają :p
Moja wina - trzeba było wstać kiedy budzik dzwonił ;)

Ok. uciekam, dość czasu spędziłam dziś przed komputerem :/

Spokojnego wieczoru :)

środa, 7 listopada 2012

Dzień 302

Rozpoczęłam go z trudem na własne życzenie ;)
Wczoraj nie chciało mi się spać, więc stwierdziłam, że poczytam książkę aby szybciej zasnąć. Czytałam do pierwszej w nocy, książkę skończyłam, a spać nadal mi się nie chciało. Z rozsądku jednak położyłam się i w końcu zasnęłam.
Dziś rano nie mogłam dosłownie! oczu otworzyć ;)
Wstałam jednak i zaczęłam ćwiczyć.
Oj, jak dobrze, że dzieci same robią sobie śniadanie ;)
Po pięciu minutach ćwiczeń doszłam do siebie ;)

W ciągu zabieganego dnia nie miałam czasu na ćwiczenia, ale wieczorem zrobiłam ćwiczenia dla zabicia czasu, aby zrobić cokolwiek ;)

Odpowiedź na wczorajsze pytanie:


Ciekawa jestem czy się z tym zgodzicie?

Miłego wieczoru :)

wtorek, 6 listopada 2012

Dzień 301

Kolejny, w którym brakło czasu na ćwiczenia :/
Ale ale - zapomniałabym ;) wczoraj wróciłam do moich dziesięciominutowych ćwiczeń porannych, choć te dzisiejsze trwały 5 minut. Akcja serducha przyspieszona, metabolizm uruchomiony, obudzona... ;)

Dzisiejszy dzień był jak podróż do przeszłości.
Stanęłam jak duch przed ludźmi, których nie widziałam ponad dwa lata. Zaskoczenie było ogromne ponieważ nie spodziewali się, że mnie zobaczą - wszyscy byli pewni, że nadal mieszkam w Polsce ;)
Spotkanie naładowało mnie pozytywną energią na cały dzień! Papka sama mi się uśmiechała i z boku pewnie wyglądało to nieco dziwnie ;)

Jak myślicie - jakie jest najbardziej motywujące zdanie na świecie?
Jutro podam odpowiedź choć może, któraś z waszych to przebije :) Kto wie?

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Dzień 300

W taką okrągłą cyferkę musiałam zaliczyć jakiś trening ;)
Dużo nie brakowało i leń by wygrał, ale jednak wzięłam się w garść! Co prawda ćwiczyłam dopiero o 20:40, ale zawsze ;)
Zrobiłam trening z Ewą 'turbo spalanie', więc było bardzo intensywnie.
I dobrze.
Zniechęcenie, które dopadło mnie na początku jesieni, nadal trzyma :/
Ciekawa jestem kiedy odpuści?
Staram się jednak, raz z lepszym raz z gorszym skutkiem, walczyć z nim :)
Ciekawa jestem moich podliczeń na koniec roku. Ciekawe ile dni ćwiczyłam, a ile razy odpuściłam. Mam nadzieję, że więcej będzie tych pierwszych ;)

A Wasz bilans jak wypada? Jak myślicie?

Udanego wtorku :)

niedziela, 4 listopada 2012

Dzień 299

Nie wierzę, jutro mija 300 dni od wprowadzenia mojego postanowienia noworocznego w życie.
No tak, a ja dziś znów nie ćwiczyłam. To już trzeci dzień.
Jeśli jutro to się powtórzy to proszę, zacznijcie na mnie krzyczeć, że w końcu mam się ruszyć :) Serio

Dziś na profilu fb Ewy Chodakowskiej pojawiło się zdjęcie, z którego przesłaniem się zgadzam, dlatego udostępniam:


Zdrowe odżywianie vs. głodówka!!
Ktoś ma jeszcze wątpliwości?
Udostępniamy


Znalazłam jeszcze coś takiego:


Świetnie, obrazowo przedstawia dlaczego należy jeść, a nie należy się głodzić. Bo to sama prawda. Jedzenie jest paliwem dla naszego organizmu i tak, jak samochód nie pojedzie bez paliwa nasz organizm nie będzie pracował bez jedzenia czyli dostarczanej energii.
Od nas zależy jaki rodzaj paliwa wybierzemy ;)
Zdrowe jedzenie to podstawa!













Udanego tygodnia :)

sobota, 3 listopada 2012

Dzień 298

Brytyjska pogoda chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.
Burze na przykład. Pojawiają się bardzo rzadko, właściwie w trakcie naszego ponad pięcioletniego pobytu, na Wyspach widzieliśmy dwie. Dziś był trzeci raz.
Hmmmm, burza jesienią, z błyskawicami i grzmotami... Do tego mieliśmy gradobicie kilka razy w ciągu dzisiejszego dnia.
Zobaczcie sami ile gradu mieliśmy:


Wyglądało to jakby spadła spora ilość śniegu ;)

Co do ćwiczeń, zrobiłam sobie jeszcze jeden dzień przerwy na zregenerowanie sił i nabranie chęci ;)

Miłej niedzieli :)

piątek, 2 listopada 2012

Dzień 297

Brakło mi czasu na jakiekolwiek ćwiczenia, dlatego dziś dzień przerwy.
Po wczorajszych ćwiczeniach czuję lekko mięśnie pośladków, poza tym ok.

Wczoraj wieczorem ćwiczyłam mięśnie brzucha grając z dziećmi w Biznes - dawno się tak nie uśmiałam :D Polecam :)

Dzisiejsza pogoda u nas, hmmm... Wyszliśmy z domu, na szczęście z parasolami ;) Dzieci miały frajdę, bo dopadł nas grad. Nie powiem - było ciekawie ;)
Potem jakby nigdy nic wyszło sobie słońce i pozostało na długo :)

W centrum handlowym już stoi dom Mikołaja...

Udanego weekendu :)

czwartek, 1 listopada 2012

Dzień 296

Pogodę od rana mieliśmy ładną, ale po południu, tak jak zapowiadali synoptycy, rozpadało się na dobre...
Jak planowałam wczoraj, zrobiłam dziś trening z Ewą. 45 minut ostrej jazdy ;) Zaliczone.
Ciało zmęczone, sumienie uspokojone ;)

Miałam dziś piec dyniowe muffinki. Poszłam z dziećmi na zakupy i wiecie co? NIGDZIE nie znaleźliśmy żadnej dyni :( Pani z warzywniaka ma nam jeszcze sprawdzić czy nie zostało coś w hurtowni... Powiedziała, że wczoraj z 80 osób pytało o dynie i że gdyby jej jakieś zostały to zbiłaby majątek ;)

A wam jak minął dzisiejszy dzień?
Czytałam, że w Polsce ma być krótka i słoneczna zima :)

Miłego piątku :)

środa, 31 października 2012

Dzień 295

Dzień przerwy od ćwiczeń. Pomyślałam, że jeśli dziś odpuszczę to jutro będę miała więcej sił i chęci ;)

Pogodę mamy paskudną. Mokro, zimno, a dzieciaczki mimo to dzielnie śmigają z okrzykiem
'trick or treat' na ustach :) Rodzice wyglądają na mniej zadowolonych ale dają radę ;D

Spokojnego wieczoru :)

wtorek, 30 października 2012

Dzień 294

Pogoda nam się poprawiła ;) tzn. było sucho i słonecznie choć nadal zimno. Pewnie już tak będzie, w końcu zima idzie.
Dziś, podobnie jak wczoraj brakło mi czasu na ćwiczenia. Zrobiłam jedynie ćwiczenia na spalenie tłuszczu. Cieszę się jednak, ze choć tyle ;)

Nie mogę się ostatnio zorganizować :/
Jutro już połowa tygodnia, a ja myślami utknęłam przy niedzieli...

U nas jutro będzie dużo pukania do drzwi. Halloween ;)
Dziś zaliczyłam tzw. opad szczęki - w centrum handlowym już jest Boże Narodzenie. Wszystkie ozdoby wiszą pod sufitem, brakuje tylko domku Mikołaja ;)
Hmmm, w ubiegłym roku zaczekali chociaż do halloween...
Dla mnie to stanowczo za wcześnie.

Miłej środy :)

poniedziałek, 29 października 2012

Dzień 293

Siedzę czerwona jak burak próbując wyrównać oddech.
Myślałam, że dziś znów nie będę ćwiczyła, bo czasu mało, bo przecieka przez palce... I wtedy przypomniało mi się o ćwiczeniach, które trwają niezbyt długo, a wyciskają siódme poty.
Zrobiłam ćwiczenia dla zabicia czasu plus ćwiczenia na spalenie tłuszczu - dokładnie w tej kolejności, bo tak jak już wcześniej pisałam, po tych drugi sił zostaje niewiele na coś dodatkowego ;)

Ok. Oddech wyrównany. Uciekam pod zasłużony prysznic ;)

Spokojnej nocy :)

Ps. Macie nadal śnieg czy już po zimie?

niedziela, 28 października 2012

Dzień 291 i 292

Wczoraj brakło mi czasu na wpis, więc nadrabiam dziś.
Przyznaję, że dziś nie ćwiczyłam i nie biegałam. Pogoda kiepska, zimno, deszcz, a dodatkowo dopadł mnie jakiś spadek formy psychiczno-fizycznej, najprawdopodobniej związany z pogodą właśnie - jak to u mnie bywa ;)
Wczoraj zrobiłam trening z Ewą 'spalanie & modelowanie'. Dziś czuję lekko uda.
Zaczyna nam się 'leniwy' tydzień. W UK właśnie zaczęła się tygodniowa przerwa w lekcjach.
Mam nadzieję na dużą ilość spacerów, oczywiście jeśli tylko pogoda dopisze :)

Udanego tygodnia :)

piątek, 26 października 2012

Dzień 290

Wczorajsze ćwiczenia czuję dziś w pośladkach ;)
Przyznaję się bez bicia, że dziś nie ćwiczyłam - brakło mi czasu...

Jutro jednak mam zamiar znów dać się przeciągnąć Ewie ;)
Moja motywacja rośnie, ponieważ dziś zauważyłam, że jeansy, które NIGDY! nie były na mnie luźne w udach dziś zaczęły takie być :D
Wyobrażacie sobie jaka to satysfakcja i nagroda za cały ten wysiłek?

Uciekam obejrzeć jakiś film :)
Udanego weekendu :)

czwartek, 25 października 2012

Dzień 289

Wróciłam do ćwiczeń :)
Rano zaliczyłam dziesięć minut, a wieczorem 'turbo spalanie' z Ewą.
Dziś na jej profilu facebook'owym pojawiło się kolejne zdjęcie motywujące - zmotywowało mnie bardzo! :D
Zobaczcie sami:

Zdjęcia i tekst pochodzą z profilu fb Ewy Chodakowskiej.
Po kliknięciu zdjęcie wyświetli się powiększone :)


Muszę wam powiedzieć, że zaczynam widzieć efekty i dlatego na razie nie rezygnuję z tych ćwiczeń :)

Spokojnej nocy :)

środa, 24 października 2012

Dzień 288

Jeszcze jeden dzień przymusowej przerwy.
Jutro mam nadzieję wrócić do ćwiczeń.

Dziś doszłam do wniosku, że jeśli uda mi się zgubić jakieś półtora kilograma to jeśli o mnie chodzi - będzie to perfekcja i nie będę się już 'czepiać' ;) Najlepiej byłoby żeby spadło po pół kilograma z każdego uda plus kolejne pół z brzucha i okolic czyli tzw. boczków :) Perfekcyjnie byłoby gdyby można było wszystko co zbędne przesunąć na wysokość klatki piersiowej, ale jeszcze nikt nie wymyślił sposobu, a masowaniem się nie da ;D

Lubicie masło orzechowe?
Ja bardzo! Jest świetne! Wybierając masło orzechowe zwracajcie uwagę na skład. Dobre nie będzie miało! w składzie cukru.
Masło, które my kupujemy na co dzień zawiera 92% orzechów, olej palmowy i sól morską.
Rany, jak ja lubię tosty z miodem, masłem orzechowym i do tego kawę :)

Pamiętając o tym, że w czasie odchudzania nie można się głodzić (bo każdy zjadany 'na głodniaka' posiłek będzie magazynowany przez nasz organizm na wypadek kolejnej głodówki) jemy kilka mniejszych posiłków w ciągu dnia zamiast np. trzech ale dużych.
Najlepiej jest jeść co około trzy godziny.
Z racji tego, że u nas obiad jest dość późno, czyli około 16-tej/17-stej, jednym z naszych ulubionych przedobiednich 'przerywników' jest właśnie tost ze wspomnianym wcześniej masłem orzechowym plus kawa (na zdjęciu z kafetierki).
Ta porcja zawiera 257 kalorii (białko 8,6g; węglowodany 26,04g). Biorąc pod uwagę to, że jeśli ćwiczymy musimy dostarczać organizmowi energię do wysiłku i budowy mięśni to 257 kcal nie jest dużo ;)
Zdrowa dieta nie musi być nudna i niesmaczna.
Bałam się, że będę musiała zrezygnować z mojego ulubionego śniadania, czyli płatków pełnoziarnistych z suszonymi owocami. Trzymają mnie spokojnie trzy godziny, a zjadam ich zaledwie 36g plus 220ml mleka (2%) czyli w sumie 255kcal ( w tym 12,9g białko i 39,8g węglowodany). Myślę, że nie jest to najgorsze śniadanie - jeśli jestem w błędzie proszę o doinformowanie mnie :)
Jestem teraz cwana z wyliczaniem tych wartości, a tak naprawdę 'czarną robotę odwala' mój mąż, który dokładnie wpisuje wszystko w Excelu w magiczne okienka, ja tylko klikam i wszystko jest przeliczone :)

Do mojego dziennika diety zaczęłam dziś dopisywać kreseczki. Wydawało mi się, że piję zbyt mało wody. Teraz jestem tego pewna. Wydawało mi się, że dziś wypiłam jej sporo, a kreseczki są... 3 :(
Stanowczo trzeba nad tym popracować, bo potrafię jak wielbłąd przeżyć na kubku herbaty cały dzień i nawet tego nie zauważyć (nie żeby wielbłądy piły herbatę ;)).

Późno już. Uciekam spać, bo i tak trochę was dziś zamęczam ;)
Miłego czwartku :)


wtorek, 23 października 2012

Dzień 287

Tak jak wczoraj wspomniałam, dopadła mnie przyspieszona niedyspozycja. Z tego powodu dzisiaj dzień wolny od ćwiczeń.
Nie do końca oczywiście ;) Chodem Korzeniowskiego ;) dreptałam jakieś czterdzieści minut. Tak to bywa ;)
Pogoda nadal dopisuje. Nie było słonecznie, ale ciepło i przyjemnie. Zawsze jest przyjemnie jeśli trzeba wyjść, a nie pada deszcz ;P

Do jutra :)

poniedziałek, 22 października 2012

Dzień 286

Zacznę dziś od rozwinięcia niektórych podpunktów z wczorajszego posta :)

Bieganie:


Wydłuża życie - według ostatnich badań Copenhagen City Heart Study bieganie w wolnym i średnim tempie godzinę do dwóch i pół godziny tygodniowo wydłuża życie kobiet o 5.6 roku, a mężczyzn do 6.2 roku. Wśród biegaczy odnotowano również poprawę ogólnego samopoczucia. Bieganie nie tylko żyją dłużej ale również są zdrowsi w starszym wieku.
21-letnie badania przeprowadzone na Uniwersytecie Stanford w USA, pokazały że biegacze dłużej pozostają aktywni, a ryzyko wcześniejszej śmierci zmniejsza się o połowę.
Badania wykazały również, że zdolności biegaczy w porównaniu z nie-biegaczami wzrastały z ich wiekiem co zaskoczyło naukowców - efekty ćwiczeń były większe niż się spodziewali.

Trzyma z dala przeziębienia - nawiązując do badań Stanowego Uniwersytetu Appalachian w Północnej Karolinie, pozostanie aktywnym ma wpływ na wzrost komórek układu odpornościowego, zmniejsza ryzyko przeziębienia o 50% oraz zmniejsza nasilenie objawów, jeśli zdarzy się przeziębienie złapać.
W ankiecie przeprowadzonej przez College of Sports Medicine, 61% z 700 rekreacyjnych biegaczy zgłosiło mniej przeziębień od kiedy zaczęli biegać. Jednakże, uważaj aby nie przesadzić! Zbyt dużo ćwiczeń (wyczerpania) może zwiększyć podatność zarówno jak i siedzący tryb życia poprzez obniżenie odporności.

Sprawia, że ​​jesteś sexy - bieganie może podniecać - i to nie ma nic wspólnego z ciasnymi lycrami ;) Otóż, bieganie powoduje przypływ krwi do mięśni tak samo jak i do narządów rozrodczych ;) Badania na Uniwersytecie w Teksasie wykazały, że zaledwie 20 minut aktywności cardio, takiej jak bieganie może zwiększyć pobudzenie. Bieganie wpływa również pozytywnie na świadomość naszego ciała; jedno z badań na Uniwersytecie w Arkansas dowiodło, iż regularnie ćwiczący czują się seksualnie pożądani. Wiec weźmy pod uwagę dodatkowe korzyści psychologiczne płynące z aktywności fizycznej i poczujmy się jeszcze bardziej atrakcyjni :)

Chroni twój wzrok - podczas każdego biegu skutecznie chronisz swój wzrok. Badania na Lawrence Berkeley National Laboratory w Kalifornii dowiodły iż bieganie uruchamia ukośniki zmniejszając ryzyko zaćmy i związanego z wiekiem zwyrodnienia plamki żółtej (AMD), głównej przyczyny ślepoty w Wielkiej Brytanii. Naukowcy odkryli, że biegacze pokonujący 3,8km plus codziennie zmniejszyli o połowę ryzyko choroby.

Tutaj muszę dodać, że mój mąż robił trzy miesiące temu (po dwóch latach od ostatniego) badanie wzroku i okazało się, że wzrok poprawił mu się o kilka kreseczek w obu oczach :))) Tak więc warto :)


A tak w ogóle to biegać można w każdym wieku - trzeba tylko chcieć (i nie mieć przeciwwskazań)!
Wczoraj w Uniejowie odbył się VI Bieg Do Gorących Źródeł. Dystans - 10km. Monika, Piotrek - dzięki za informację :D
Podejrzewam, że gdybym była w Polsce w przyszłym roku skusiłabym się :) Trenować mając taki cel - na pewno motywuje :)
Może znajdę jakiś bieg tutaj? Kot wie? ;)
Zobaczcie satysfakcję na twarzach tych uczestników :)

fot. Adrianna Bartnik, 2010r.

Ja dziś nie biegałam, ale rano zaliczyłam swoje dziesięciominutowe ćwiczenia. Do tego ponad godzinny szybki marsz - prawie jak Korzeniowski ;D
I to na tyle, bo jak się okazało dopadła mnie niespodziewana wcześniejsza niedyspozycja :/

Spokojnego wieczoru :)

niedziela, 21 października 2012

Dzień 285

Pogoda dopisała i dziś, więc obie z Beatą zaliczyłyśmy nasze niedzielne bieganie :) Było super! Powinnam lżej się ubrać. Nie przewidziałam, że będzie aż tak ciepło ;)
Moje dziecko wybrało się dziś z nami - na rolkach. Co prawda narzekała, że nogi bolą itd. itp., ale wytrwała :)

Podam wam dziś siedem powodów dla których warto biegać:
- dotlenia mózg
- wydłuża życie
- sprawia, że ​​jesteś sexy
- chroni twój wzrok
- wzmacnia cię
- pomaga ci spać
- trzyma z dala przeziębienia

Jeśli chcecie mogę rozwinąć te podpunkty. Dajcie znać, który Was interesuje :)

Udanego tygodnia :)))

sobota, 20 października 2012

Dzień 284

Piękny, ciepły słoneczny... Prawdę mówiąc latem więcej takich by się przydało ;)
Ćwiczenia zamieniłam na spacer :)
Szkoda nie skorzystać z takiej pogody, prawda?

Miłej niedzieli :)

piątek, 19 października 2012

Dzień 283

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie rady pod wczorajszym postem :)
Moje zatoki chyba się przestraszyły i dziś jest o niebo lepiej! Po prostu nie wierzę, bo zwykle ból trzyma długo. Nie narzekam jednak, że ustępuje - cieszę się bardzo :D

W razie czego dzisiejszy trening z Ewą zrobiłam rano ;)
Zrobiłam też ćwiczenia zaraz po przebudzeniu.

Od poniedziałku prowadzę szczegółowy dzienniczek tego co pochłaniam w ciągu dnia. Przeliczę to potem na kalorie itd. Ciekawa jestem wyników ;)

Macie jakieś plany na weekend? W Polsce ma być podobno pięknie, ciekawa jestem jak będzie na Wyspach?

Miłego wieczoru :)


Ps. Widzieliście ten film?


czwartek, 18 października 2012

Dzień 282

Rano zaliczyła dziesięć minut ćwiczeń. Pospacerowałam też sobie dziś sporo i dość intensywnie :)
I to byłoby na tyle. Dopadł mnie ból zatok :( Zwykle trzyma mnie około trzech tygodni :((( Oby nie tym razem...
Ból nasila się po południu, spróbuję jutro poćwiczyć od rana żeby go przechytrzyć ;D
Macie jakieś sposoby na ból zatok?

Spokojnej nocy :)

środa, 17 października 2012

Dzień 281

Jeszcze jeden dzień przerwy.
Łydka nadal boli, mam nadzieję, że jutro będzie już dobrze :)
Rano zrobiłam swoje ćwiczenia i nawet wróciłam do brzuszków.

Jutro już czwartek! Kiedy minęła połowa tygodnia?

Miłego jutrzejszego dnia :)

Ps. Dziś mieliśmy piękną pogodę, oby jutro było podobnie :)

wtorek, 16 października 2012

Dzień 280

Przebudziłam się w nocy i poczułam skutki wczorajszego treningu ;)
Czuję jedynie łydki, ale za to bardzo wyraźnie. Mogłam bardziej przyłożyć się do rozciągania po ;)

Dziś ćwiczyłam tylko rano. Jakieś pięć minut - koniecznie muszę wrócić do brzuszków.
Poza tym zaliczyłam około ośmiokilometrowy szybki spacer :)
Dzień był piękny pomimo całonocnego deszczu. Ranek wietrzny, ale około południa ustał i zrobiło się tak ciepło, że można było chodzić bez kurtek.
Brytyjczycy w takie dni (czyt. słonecznie, niezależnie od pory roku) wskakują w spodenki i T-shirty, ale ja jestem ciepłolubna i poprzestaję na zdjęciu apaszki i rozpięciu kurtki ;P

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 15 października 2012

Dzień 279

Rano zaliczyłam swoje ćwiczenia na dzień dobry ;)
Potem miałam zrobić trening z Ewą - o ten, ale postanowiłam sprawdzić inny czyli 'spalanie & modelowanie'. Ukazał się jako drugi autorski program Ewy z lipcowym nr magazynu Shape.
Byłam ciekawa co to ;)
Chyba dostałam bardziej w kość niż z trzecią płytą Ewy. Moja twarz była czerwona jak burak jeszcze dobre dziesięć minut po treningu ;P
Po tych treningach nie można nie iść od razu pod prysznic ;)
Myślę, że będę go robić na przemian z programem 'turbo spalanie'. Nie znudzi się zbyt szybko jeśli będzie jakieś urozmaicenie ;)
Ciekawa jestem reakcji moich mięśni.
Jeśli ćwiczycie z Ewą który trening najbardziej lubicie?

Udanego wtorku :)

niedziela, 14 października 2012

Dzień 278

Chłodny, ale słoneczny :)
Ta pora roku ma to do siebie, że na zewnątrz bywa cieplej niż w domu ;)
Niedzielę odhaczyłyśmy z Beatą jako zaliczoną, czyli biegałyśmy :)))
Było super! Dzięki :)

Przeczytałam dziś , że zrzucanie wagi jest nudne i w związku z tym powinniśmy


Ja się z tym zgadzam w 100%.
Kiedy ćwiczymy i ważymy się jedynie zamiast mierzyć, bardzo szybko można stracić motywację do wysiłku fizycznego. Skoro tyle z siebie daję, a waga rośnie to po co się męczę????
Nie raz przekonałam się, że waga nie pokazuje naszych efektów, bo jak wiadomo tkanka tłuszczowa jest znacznie lżejsza niż mięśniowa, czyli objętościowo zajmuje więcej miejsca. Ćwicząc możemy przybrać na wadze, ale już mierzenie się pokaże, że jednak warto się pomęczyć ;)
Owszem, waga może pokazywać efekty jeśli stosujemy jedynie 'dietę' - przeważnie ograniczając jedzenie - a nie ćwiczymy. Ale nie o to przecież chodzi, prawda?
Chcemy przecież mieć jędrne ciało, a nie chude :)
Nie chodzi o to ile ważymy ale jak wyglądamy i jak się czujemy :)))
Jeśli człowiek czuje się dobrze w swoim ciele tak też będzie postrzegany przez innych :)

Jak minął Wam weekend?

Udanego tygodnia :)

sobota, 13 października 2012

Dzień 277

Ruszyłam się i zrobiłam dziś trening z Ewą Ch. :)
Nie ma to jak mieć 'motywatora' w domu. Nic nie musi mówić - wystarczy jak sam idzie ćwiczyć :) No nie można spokojnie nic nie robiąc ;) Energia zaczyna rozpierać i sama nie wiem kiedy już jestem przebrana i gotowa do treningu :)))

Pogoda dziś dziwna. Pięknie i słonecznie choć chłodno. Myślę sobie 'spacer byłby dobrym pomysłem'. Niestety nie :( Za moment było niezłe gradobicie, potem kolejne...
No i z planów nici ;)
Może jutro będzie ładniej?

A Wam jak minęła sobota?

piątek, 12 października 2012

Dzień 276

Kolejny 'do tyłu' z ćwiczeniami.
Rano ćwiczyłam co prawda aby się obudzić i przyspieszyć rytm serca, ale na tym się skończyło :( Najpierw nie miałam czasu, potem chęci :(
Przyznałam się bez bicia.
Mam nadzieję nadrobić zaległości.

Miłego weekendu :)

czwartek, 11 października 2012

Dzień 275

Późno już, więc na szybko ;)
Dziś udało mi się ćwiczyć jedynie dziesięć minut rano. Na ćwiczenia 'właściwe' brakło mi czasu :(

Uciekam.
Spokojnej nocy :)

środa, 10 października 2012

Dzień 274

Po wczorajszym treningu czuję dziś dość mocno mięśnie pośladków ;) dlatego rano ograniczyłam się do rozciągania.
Po południu zrobiłam ćwiczenia dla zabicia czasu.

Ostatnio mam bzika na punkcie sałatek. Najczęściej są to sałatki z tuńczykiem lub łososiem. Są dobrą alternatywą dla tradycyjnej kolacji, czyt. kanapek ;)


W skład takiej sałatki wchodzą - poza rybą - pomidory suszone (które uwielbiam), duża ilość sałaty lodowej, czasem świeży szpinak, może być jajko na twardo, ogórki kiszone lub konserwowe (jeśli lubicie), świeże pomidory itd. Świetnie smakuje również z dodatkiem natki pietruszki. Nie dodaję soli ani pieprzu za to lubię polać sałatkę oliwą z suszonych pomidorów.
Nie zawiera węglowodanów, więc wieczorem jest jak znalazł ;)
Lubicie tego typu sałatki?

Ps. pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno nie wyobrażałam sobie kolacji bez chleba
teraz jest odwrotnie ;)

Udanego czwartku :)

wtorek, 9 października 2012

Dzień 273

Wrócę na chwilkę do wczorajszego posta, a dokładnie do zdjęcia z metamorfozą ;)
Wiem, że trudno uwierzyć w taką! przemianę w ciągu tak krótkiego okresu czasu. Uwierzcie mi - to jest możliwe!
Jak to się mówi 'dla chcącego nic trudnego'. Tutaj liczy się wytrwałość!
Nie ma miejsca na lenistwo i odpuszczanie, nie ma miejsca na słowa 'dziś nic nie robię, bo po trudnym dniu odpoczynek mi się należy'. I owszem, należy się.
Ja wiem, że jeśli jest się zmęczonym nie chce się absolutnie nic. Jeśli jednak chce się osiągnąć cel to musi! się chcieć. Bez dwóch zdań. Poza tym wysiłek fizyczny potrafi zdziałać cuda - CUDA!
Nic samo nie przyjdzie. Tutaj potrzebny jest realny fizyczny wysiłek!
Powiedzcie mi kiedy ostatnio ćwiczyliście tak, że aż pot spływał z Was 'strumieniami'. Ok. dobrze, może i nie dawno, ale liczy się też częstotliwość. Trzy, cztery razy w tygodniu będzie ok. ale musi być naprawdę intensywnie - na 100%.

Jeśli nam się nie udaje osiągnąć zamierzonego celu, bo w zasadzie nie robimy zbyt wiele, żeby było inaczej to dlaczego mamy nie wierzyć, że komuś się udało?
Tamta osoba naprawdę włożyła w to dużo wysiłku!
Ćwiczenia plus dieta. Nie mam tu na myśli kolejnej 'diety cud', która ma 'odwalić robotę' za nas, ale racjonalne odżywianie.
Jakiś czas temu natknęłam się na takie oto zdjęcie

zdjęcie pochodzi z tej strony

Wiem, że nie od razu każdy będzie miał 'tyłek' taki jak dziewczyna na trzecim zdjęciu, bo tu dochodzą jeszcze geny ale...
ale gołym okiem widać zaniedbanie, gołym widać jak wygląda ktoś, kto za przeproszeniem jedzie tylko na dietach i nie wie co to są ćwiczenia. Efekt z trzeciego zdjęcia można uzyskać jedynie zdrowym odżywianiem i ćwiczeniami!

Kiedy biegłam pierwszy raz czułam jakby moje mięśnie, tkanka tłuszczowa i co tam jeszcze jest dosłownie 'okręcały się' wokół kości. Wszystko było - nie wiem jak to określić - jakby luźne. Po około trzecim biegu to uczucie zniknęło. Mięśnie zaczęły robić się bardziej 'spójne' i trzymały wszystko w ryzach.
Naprawdę niewiele potrzeba żeby zmienić wiele!
Trzeba tylko chcieć 'zejść z kanapy'.

Rozpisałam się ładnie, a tak naprawdę chciałam tylko napisać, że WARTO ĆWICZYĆ.

Na koniec dodam tylko, że zaliczyłam dziś trening z Ewą i nawet nie było źle. Po prostu musiałam w końcu zmienić swoje podejście do niego ;)
Właściwie do piątej rundy czas mija szybko, a od piątej do dziewiątej już jest z górki ;)

Dalszą część artykułu dopiszę jutro, bo dziś wystarczająco dużo było do czytania ;p

Trzymajcie się ciepło :)
Udanej środy :)

poniedziałek, 8 października 2012

Dzień 272

Dziś na facebook'owym profilu Ewy Chodakowskiej pojawiła się taka oto metamorfoza



Powiem tak - czuję się zmotywowana. Jeśli przestanę szukać wymówek i wezmę się sumiennie za trening Ewy to do końca roku mogę osiągnąć zamierzony cel :)
Ktoś się do mnie przyłączy - proszę...
W grupie byłoby łatwiej z motywacją :)


Dziś nie ćwiczyłam ze względu na złe samopoczucie. Dzień do tyłu w tym temacie :/
Wszystko przez nieprzespaną noc. Też tak czasem macie, że wydaje się wam, że w ogóle nie spaliście? Ja dziś tak miałam :(

No nic, może jutro będzie lepiej :)

Kolejna część artykułu 'BIEGNĘ DO SIEBIE' z wrześniowego nr Twojego Stylu

LŻEJ MI!

Anna Maria Jopek wokalistka

Zaczęłam biegać, bo... naprawdę nie da się nie biegać w dzisiejszym świecie! Wszyscy biegają, taka moda. Postanowiłam spróbować i ja. Spodobało mi się, że można tak uciec od wszystkiego. Włożyć trampki i po prostu dać w długą.
Co było najtrudniejsze na początku? Przekonać wszystkich, że muszę biegać codziennie i że przez godzinę po prostu mnie nie ma dla nikogo.
Gdy biegnę, osiągam zgodę ze sobą i ze światem. Poza tym tak dobrze czuć każdy mięsień i wiatr we włosach... I nareszcie posłuchać muzyki! No i mam z biegania czysty zysk - zwiększoną pojemność płuc. Teraz inaczej śpiewam. Uwielbiam to, że dźwięk może trwać i trwać...
Nie jestem wyczynowcem, ale biegacze lubią wyzwania. Mój pierwszy sukces to półmaraton. Czas miałam słaby, bo biegam raczej 'kontemplacyjnie'. Ale dystans wytrzymałam! Wielkim dopingiem było towarzystwo dwóch maratończyków - Marek Zagańczyk i Paweł Jońca, zamiast bić swoje rekordy, wspierali i pobiegli ramię w ramię moim żółwim tempem.
Mam wielką frajdę z biegania nad Wisłą. O każdej porze roku, dnia woda ma inny kolor i prędkość, a wieczorami zapalają światła na mostach. Kiedy przy okazji Euro pokazywali Stadion Narodowy z lotu ptaka, i w tle moją codzienną nadwiślańską drogę o zachodzie słońca, byłam szczęśliwa, że cały świat widzi mój 'trakt biegalniczy'!
Dzięki bieganiu jestem silniejsza. Bo chodzi o to, że jeśli biegasz regularnie, nawet gdy ci w życiu trudniej, to i tak wielkie kryzysy cię nie dotyczą. To może kwestia siły woli, może hormonów szczęścia, które uwalnia wysiłek. Jedno jest pewne - biegaczom żyje się lżej.

Zdjęcie pochodzi z tej strony. Znajdziecie tu również krótki wywiad z wokalistką.

Późno już, więc uciekam.
Spokojnej nocy :)

niedziela, 7 października 2012

Dzień 271

Miało padać ale nie pada :)))
Niedzielne bieganie zaliczyłyśmy z Beatą :)
Mamy coraz lepszą kondycję - nie sądzisz?
Biegamy tylko raz w tygodniu (ja miałam trzytygodniową przerwę) co nie jest dużo, a mimo to kondycja rośnie. Wraz z nią satysfakcja i wewnętrzna radość, że się wyszło z domu zamiast siedzieć na kanapie ;)
Energią, która teraz we mnie siedzi mogłabym się z kimś podzielić :)
Polecam zdecydowanie!

Tak jak obiecałam dziś kolejna część artykułu 'Biegnę do siebie' z wrześniowego Twojego Stylu - zapraszam :)

'WYGRYWAM Z LENIEM'
Beata Sadowska dziennikarka


Biegam, żeby... zwolnić. Absurd? Nie. Zwolnić w codziennym pędzie i wirze zadań, obowiązków. Bieganie to walka z leniem. No bo komu chciałoby się ruszać z domu po dniu wyczerpującej pracy, awanturze z szefem, po tym, gdy właśnie wniosłam na drugie piętro wielką torbę zakupów? Poza tym na stole piętrzy się stos talerzy po wczorajszej kolacji, obok sterta nieprzeczytanych gazet. Z przyjaciółką nie widziałam się od miesiąca, przyjemnie byłoby pogadać przy winie.
Można mnożyć wymówki.
Czasami strasznie nie chce mi się biegać. I robię wszystko, żeby opóźnić moment wyjścia na trening. Może wypiję jeszcze kawę?Odpowiem na jeden mail. Przecież mam prawo odpocząć, posiedzieć, poleżeć. No pewnie, że mam! Ale kiedy już zawiążę sznurówki sportowych butów, wiem, że wygrałam z samą sobą. Potem jest coraz lepiej: krok za krokiem i megafrajda na mecie. Poczucie, że zrobiłam coś tylko dla siebie.
Moje bieganie to zdrowy egoizm. Coś, czego nikt mi nie zabierze. Godzina z własnymi myślami. Myślę, że dzięki niemu jestem po prostu lepszym człowiekiem. Spokojniejszym, bardziej świadomym, pracującym nad sobą. Biegam, żeby - patrząc na innych biegaczy - z dumą pomyśleć "jestem jedną z nich". Innym kibicuję aż do zdarcia gardła, bo wiem, jak bardzo doping jest potrzebny.
Do biegania namówił mnie mój narzeczony... nie namawiając. Po prostu wracał do domu za swoich treningów. Zmęczony fizycznie, zdyszany, ale ze spokojną głową i uśmiechem na twarzy. "Może ja też zacznę?", zaproponowałam nieśmiało. "Eee tam...", usłyszałam w odpowiedzi. Eee tam?! No i zaczęłam. Od jednego kółka w parku, którego nie zapomnę do końca życia. Oddech się rwał, płuca chciały wyskoczyć z piersi, a twarz spuchła i zmieniła kolor na ciemnoburaczkowy. Potem już było tylko lepiej.


Beata Sadowska lubi długi dystans. Dobiegła do mety dziesięciu maratonów, w tym najbardziej prestiżowych: w Nowym Yorku, Tokio, Paryżu i Amsterdamie.

Zerknijcie sobie TUTAJ i przeczytajcie wywiad z Beatą Sadowską po maratonie w Tokio.

I żebyście mnie nie zrozumieli źle - nie namawiam nikogo do maratonów ;) Chcę tylko powiedzieć, że bieganie daje naprawdę dużo satysfakcji :)
Spróbujcie żeby przekonać się na własnej skórze.
Pamiętajcie tylko o jednej ważnej rzeczy - butach. To naprawdę ważne żeby były przeznaczone do biegania, w innym wypadku możecie (ale nie musicie) nabawić się kontuzji kolan lub kostek :/

Udanego tygodnia :)

Ps. Po wczorajszym bieganiu czuję mięśnie ud i mięśnie brzucha - moja 'trenerka marszobiegowa' skutecznie zaszczepiła mi nawyk napinania mięśni brzucha w trakcie biegu ;)