wtorek, 31 grudnia 2013

Dzień 364 & 365, a właściwie dzień 731 ;)

Dwa lata minęły nie wiem kiedy. Nie pomyślałabym, że mi się uda wytrwać tyle czasu w realizacji postanowienia noworocznego. Będę nudna do bólu, ale zawdzięczam to wam ponieważ każde odwiedziny, każdy komentarz to ogromna motywacja dla mnie do działania. Trudno przyznać mi się do lenia, więc ćwiczę i publikuję kolejne posty :p

Na kolejny rok nie mam szczególnych postanowień poza dwoma. O jednym nie chcę na razie mówić, aby nie zapeszać, a drugie to przedłużyć życie tego bloga o kolejny rok.
Mam nadzieję, że jego formuła dzienniczka 'spowiedzi' niezmieniona od samego początku nie zanudziła was na śmierć lub nie zanudzi i pomożecie mi wytrwać kolejny rok w postanowieniu :)

Mam nadzieję również, że i wasze postanowienia uda się wam wprowadzić w życie i doprowadzić od początku do końca niezależnie od tego czego one dotyczą ;)
W tym roku udało mi się bardziej świadomie podejść do kwestii ćwiczeń, poznać lepiej swoje ciało jeśli chodzi o jego możliwości i co najważniejsze diametralnie zmienić sposób odżywiania z czego najbardziej się cieszę. Mogę śmiało powiedzieć, że odbyło się to maleńkimi kroczkami ponieważ zajęło cały okrągły rok, ale z czego składa się nasze życie jeśli nie z tych małych kroków i chwil właśnie?

Chciałabym życzyć wam i sobie wiary w swoje możliwości, zdrowia, chwil, które stworzą piękne wspomnienia.
Życzę wam abyście przeszli przyszły rok lekko dosłownie i w przenośni.
Jeśli chcecie pozbyć się zbędnych kg życzę wam ogromnych pokładów samodyscypliny i wytrwałości w dążeniu do wymarzonego celu ponieważ będzie to ciężka praca, ale warto!
Szczęśliwego Nowego Roku dla Was wszystkich i dla każdego z osobna :)


Bawcie się dobrze dzisiejszej nocy :)))

Ps. Jako, że wytrwałam w postanowieniu i starałam się z całych sił ćwiczyć i pracować nad sobą kolejny pełny rok dziś mogę spokojnie zanucić sobie po raz kolejny tą piosenkę ;)))



Kto na koniec przyszłego roku będzie śpiewał ze mną?


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Dzień 361, 362 & 363

Miałam kolejne dwa dni wolne od ćwiczeń. Dziś zauważyłam jednak pojawiającą się w zastraszającym tempie 'poświąteczną' tkankę tłuszczową i się ocknęłam. Najwyższy czas wrócić do racjonalnego odżywiania i ćwiczeń.
Swoją drogą to niesprawiedliwe, że aby spalić tłuszcz trzeba się ostro napocić, a tak łatwo przychodzi nadrobienie tych 'strat' - niesądzicie?

Zrobiłam sobie ćwiczenia w stylu tabaty, ale w troszkę skróconej wersji. W każdym razie szybko i intensywnie.
Będzie to mój mini zestaw 3:
- pompki - 10 sztuk
- burpees - 20 sztuk
- przysiady Goblet z ciężarkiem 5kg
wszystko powtórzone trzy razy
plus
- brzuszki z treningu C
- ćwiczenia na mięśnie pośladków (w klęku podpartym unoszenie nogi do góry) 40 powtórzeń na każdą nogę.
Oczywiście na początek rozgrzewka i rozciąganie na koniec.
Nie powiem, podobał mi się ten zestaw.

Uciekam. Dobranoc :)

Ps. Myślicie już o postanowieniach noworocznych? Udało się Wam dotrzymać któregoś z ostatniego roku?


czwartek, 26 grudnia 2013

Dzień 359 & 360

Koniec leniuchowania! Czas wracać do ćwiczeń :)
Wczoraj i dzisiaj mieliśmy naprawdę ładną pogodę, więc wykorzystaliśmy ją na spacery. Niestety jutro może nie być już takiej szansy, bo za oknem pada deszcz dlatego zaczynamy ćwiczenia w domu ;)
Dzisiejszą moją motywacją był mój mąż. Stukanie ciężarków na górze zawsze motywuje mnie do ćwiczeń ;)
Zrobiłam HIIT (dwie rundy burpees zamiast biegu z podnoszeniem kolan) plus brzuszki z treningu C.
Na rozruszanie się jak znalazł.
Zaczynają mnie dopadać coraz mocniej myśli związane z powrotem do biegania. Chciałabym bardzo. Zobaczymy, może się uda?

Jak minęły Wam święta? Wracacie już do treningów czy może nie robiliście przerwy? ;)

Miłego wieczoru :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Dzień 355 - 358

Nie ma mnie tutaj ostatnio ponieważ cały nasz czas przedświąteczny wypełniony jest po brzegi pieczeniem, sprzątaniem, praniem, prasowaniem i gotowaniem, sami wiecie jak to jest i pewnie wasze dni wyglądają podobnie ;)
Na ćwiczenia brakuje mi czasu, ale nadrobię po świętach w przerwie na ciasto i kawę ;p

Wpadam dziś na chwilkę żeby złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne :) Zdrowych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia dla Was i waszych rodzin. Jeśli życzycie sobie białych świąt to życzę Wam śniegu w granicach rozsądku ;) Dzielę się z Wami opłatkiem i uciekam gotować sos grzybowy i kluski z makiem i inne pyszności :)


Bardzo miłego wieczoru i wymarzonych prezentów ;)

piątek, 20 grudnia 2013

Dzień 354

Całe popołudnie do późnego wieczora mieliśmy bardzo pracowite, ale pierniczki na Święta już są i mamy bazę do zrobienia reniferków :)
Jeśli chodzi o ćwiczenia zrobiłam mini zestaw, który będzie pod nr2 :) Ułatwi mi to zapisywanie na przyszłość ;)
Powtórzę też niektóre informacje o ćwiczeniach żeby nie biegać po wielu linkach.

- 120 przysiadów typu Goblet


Przysiad Goblet jest jedną z lepszych odmian przysiadu z obciążeniem w przodzie. Jest on jednym z najlepszych nauczycieli podstawowej techniki wykonywania przysiadów - trudny do wykonania niepoprawnie, dlatego jest tak dobry.
By wykonać przysiad „Goblet” chwyć hantel lub kettlebell na wysokości klatki piersiowej tak, by kołysał się przed klatką. To w zasadzie już ustawia cię w prawidłowej pozycji. Ćwiczenie polecane jest wszystkim, początkującym, którzy nie mieli jeszcze do czynienia z przysiadami z obciążeniem, maniakom fitnessowym, którzy chcą wykonywać przysiady z nienaganną techniką, a także każdemu, kto po prostu chce poprawić swoją kondycję.

Kilka wskazówek, by dobrze wykorzystać przysiad 'Goblet':

- Trzymaj obciążenie przy klatce piersiowej. Jeśli korzystasz z kettlebell, chwyć go po bokach uchwytu; jeśli chodzi o hantle, podtrzymuj wewnętrzną część hantli na poduszkach dłoni, zezwalając na swobodny zwis hantli.
- Ustaw stopy na szerokość nieco większą niż szerokość twoich barków, z palcami lekko do zewnątrz. Jeśli jesteś wyższa, możesz potrzebować nieco szerszego rozkroku.
- Trzymaj ciężar tak, jakby to rzeczywiście była czara, w dodatku wypełniona wrzącym płynem. Oznacza to, że musisz poruszać się w górę i w dół cały czas trzymając klatkę piersiową wypchniętą do przodu. Upewnij się, że nie pochylasz się w przód, ani nie zaokrąglasz pleców.
- Schodź tak głęboko jak tylko zdołasz, utrzymując stopy płasko na podłodze. Jeśli twoje pięty wciąż wędrują w górę, stoisz zbyt wąsko.
- W dolnej pozycji zbliż łokcie do siebie i wsuń pomiędzy kolana.
- Ruch w górę niech będzie dynamiczny i pełny – do samej góry.

Jeśli do tej pory wykonywałaś dość płytkie przysiady, pełen przysiad „Goblet” w najniższej pozycji sprawi, że poczujesz ćwiczenie zarówno w mięśniach dwugłowych ud, jak i pośladkach.

Zdjęcie i tekst pochodzą z Tej strony. Tam doczytacie więcej informacji.


- brzuszki z treningu C

1. spinania
ręce za głową, odrywamy od podłogi tylko łopatki przy czym pamiętajcie, że mają pracować wasze mięśnie brzucha, więc nie podnoście głowy rękoma - pracuje brzuch
20 razy

2. spinania na dwa
tak jak powyżej tyle, że odrywamy łopatki od podłogi, w połowie drogi zatrzymujemy na sekundę i pogłębiamy spięcie, opadając robimy to samo - zatrzymujemy się w połowie drogi i opadamy
20 razy

3. podciąganie nóg
ręce układamy wzdłuż ciała, nogi ugięte w kolanach podciągamy do góry (do kąta 90') i ponownie stawiamy na podłodze - przy tym ćwiczeniu starajcie się mieć mięśnie cały czas napięte
20 powtórzeń

4. spinanie 'po skosie' na lewą stronę
lewa ręka za głową, lewa noga ugięta, prawa opiera się ona wysokości kostki o kolano lewej nogi, prawa dłoń trzyma zewnętrzną stronę prawego kolana, lewym ramieniem sięgamy w stronę prawego kolana - pamiętajcie ramieniem nie łokciem
20 powtórzeń


5. spinanie 'po skosie' na prawą stronę
dokładnie to samo tyle, że prawym ramieniem sięgamy lewego kolana
20 powtórzeń

6. tzw. zabójcze ;) na cztery na prawą stronę
ręce za głową, nogi ugięte w kolanach pod kątem 90'
1. unosimy klatkę piersiową do kolan


2. lekko opadamy, sięgamy prawym ramieniem do lewego kolana


3. lekko opadamy, sięgamy ramionami do kolan


4. opadamy na podłogę
10 razy i od razu:

7. na lewą stronę ręce za głową, nogi ugięte w kolanach pod kątem 90'
1. unosimy ramiona do kolan
2. lekko opadamy, sięgamy lewym ramieniem do prawego kolana
3. lekko opadamy, sięgamy ramionami do kolan
4. opadamy na podłogę
10 razy

- pompki 'damskie' 10 sztuk
- ćwiczenia na mięśnie pośladków 40 sztuk na każdą nogę


- kolejne 10 pompek
- ćwiczenia na mięśnie pośladków 50 sztuk
Wszystko poprzedzone rozgrzewką i zakończone rozciąganiem. To byłoby na tyle na dziś. Niewiele tego, ale zawsze coś ;)

Udanego weekendu :)

czwartek, 19 grudnia 2013

Dzień 352 & 353

'Okresowo' zwolnione tempo, jednak wolę wolniejsze w tych dniach miesiąca dlatego wczoraj zrezygnowałam z ćwiczeń, a dziś zrobiłam jedynie przysiady Goblet plus brzuszki z treningu C.
Zaczynam panikować przedświątecznie ;)

Dobrego piątku :)

Ps. U nas deszcz z gradem na zmianę, a u Was? Święta będą białe?

niedziela, 15 grudnia 2013

Dzień 348 & 349

Dzisiaj miałam nie ćwiczyć (podobnie jak wczoraj)> Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakiś film. W międzyczasie zrobiłam mini zestaw plus ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud (40 powtórzeń na każdą nogę), brzuszki z treningu C oraz ćwiczenia na pośladki (40 powtórzeń na każdą stronę). Dodam tylko, że film nie miał reklam ;)

Uciekam spać. Udanego tygodnia :)
Niedługo Święta :)))

piątek, 13 grudnia 2013

Dzień 347

Nie wierzę, że niedługo będę robiła podsumowanie kolejnego roku! Trzeba byłoby nadgonić troszkę na końcówce żeby poprawić statystykę ;p Żartuję oczywiście - niewiele zostało, więc się nie da. Na statystykę trzeba pracować cały rok.
Ciekawa jestem waszych podsumowań. Będziecie takie robić?
W tym roku ułatwiłam sobie trochę zadanie podsumowując każdy miesiąc, więc zsumuję sobie jedynie 12 tabelek. W ubiegłym roku przeglądałam dzień po dniu aby sprawdzić czy ładnie pracowałam czy się leniłam ;)

Dziś zrobiłam turbo (w wersji delikatnie zmienionej). Byłam też u lekarza sprawdzić co się dzieje z moim biodrem. Prawdopodobnie jest to jakieś zapalenie i będę leczyć je tabletkami, a w międzyczasie mam zgłosić się do tutejszej kliniki na spotkanie z fizjoterapeutą. Po trzech tygodniach jeśli nie będzie poprawy zrobimy prześwietlenie.
Mam jednak nadzieję, że nie będzie konieczne - trzymajcie proszę kciuki :)

Dobrego weekendu :)

czwartek, 12 grudnia 2013

Dzień 345 & 346

Przyznaję się, że wczoraj nie ćwiczyłam> Na dziś miałam dość ambitne plany, ale w ciągu dnia wolny czas mi się rozpłynął i zostało mi go jedynie na mini zestaw poszerzony o dodatkowe ćwiczenie na pośladki w seriach po 40 powtórzeń na każdą stronę


Lubię to ćwiczenie, chyba ze względu na świadomość pracy i posiadania mięśni ;)

Uciekam spać.
Udanego piątku :)

wtorek, 10 grudnia 2013

Dzień 343 & 344

Wczoraj nie ćwiczyłam, przeglądałam za to stare zdjęcia...
Dzisiaj zrobiłam HIIT, lekko zmieniony jak poprzednio (dwie rundki burpees).
W sumie zrobiłam:
- jakieś 86 burpees
- około 350 mountain climers i
- około 100 przysiadów z ciężarkiem.
Do tego brzuszki z treningu C. Wszystko poprzedzone rozgrzewką i zakończone rozciąganiem.

Spokojnej nocy i do jutra :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Dzień 340, 431 & 342

Znów troszkę mnie nie było.
W piątek zrobiłam turbo (ze zmianami jak ostatnio), a wczoraj nie ćwiczyłam wcale.
Dziś nie mogę znaleźć na siebie miejsca dlatego zrobiłam dwudziestominutowy HIIT z niewielką zmianą - czuję, że pierwsze ćwiczenie obciąża moje biodra i kolana, więc pominęłam je robiąc w zamian dwa razy rundę drugą czyli burpees (jako pierwszą i ostatnią) oraz brzuszki z treningu C.

Życzę spokojnego lotu i drogi tym, którzy są w podróży.

Dobrego tygodnia :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Dzień 339

Dziś zaliczyłam lekko zmodyfikowane turbo. W rundzie ósmej zrobiłam na zmianę boczny plank, który trzymałam na długość każdej zmiany. Mam wrażenie, że mniej obciąża biodra ponieważ robić ćwiczenia prawidłowo czułam biodro, a dziś nie.


W rundzie ósmej natomiast, drugie ćwiczenie zastąpiłam zwykłym unoszeniem i opuszczaniem bioder


Swoją drogą to ciekawe, że dopóki coś nam nie dolega nie zdajemy sobie sprawy z posiadania pewnych części ciała ;)
Taki ząb na przykład. Czy myślimy o zębach zanim któryś zacznie boleć?
Albo mięśnie. Z tymi jest ciekawie ;) O istnieniu niektórych dowiadujemy się w momencie pojawienia się zakwasów, a i tak trudno nam uwierzyć, że gdzie jak gdzie ale tam to mięśnia się nie spodziewaliśmy mieć :D Podzielacie moje przemyślenia, czy bardziej świadomie odbieracie swoje ciała?

Udanego piątku :)

środa, 4 grudnia 2013

Dzień 337 & 338

Przyznaję się bez bicia, że wczoraj nie ćwiczyłam.
Dzisiaj zrobiłam sobie składany zestaw:
- martwy ciąg (15 powtórzeń)
- przysiady Goblet 120 szt.
- brzuszki z treningu C (120 szt.)
- plank - minutę - z ciekawości czy wytrzymam, a nie dlatego, że miałby jeden coś dać ;)
Przed wakacjami wspominałam o kłopotach z biodrem. Ostatnie wolne od ćwiczeń dni powodowane są właśnie dyskomfortem, który odczuwam. Zniechęca mnie on do dłuższych treningów. Nie jest to jednak ból, raczej czuję, że mam biodro ;) Jestem umówiona do lekarza aby sprawdzić co się dzieje, bo zaczyna mnie ta sytuacja nieco niepokoić.

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Dzień 334, 335 & 336

Brakło mi czasu na wpisy, ale coś tam zrobiłam w międzyczasie ;)
W sobotę zrobiłam turbo, wczorajszy dzień miałam wolny od ćwiczeń, a dziś zrobiłam HIIT z fitappy obowiązkowo poprzedzony rozgrzewką plus brzuszki z treningu C zakończone rozciąganiem.

Zrobiłam też podsumowanie listopada, które wypadło o niebo lepiej niż październikowe i wrześniowe, ale jeszcze nie ta tyle żebym do końca była zadowolona ;) Początek listopada był jeszcze dość zabiegany i stąd tyle wolnych dni od ćwiczeń.



Odważyłam się też zmierzyć. Zapomniałam jednak wadze, ale z ciekawości zważę się jutro uzupełnię jutro.
Wiem, że kilka centymetrów udało mi się już zgubić (widzę po ubraniach), ale nadal brakuje kilku cm do tego co było tutaj.

Wymiary:
02.12 talia 72cm / biodra 92cm / uda: lewe 53,5 prawe 52,5cm


Waga:
03.12 waga 58,4 / FAT 25,1 / VFL 3 / BMI 19,7

Uciekam na film. Miłego wieczoru :)

piątek, 29 listopada 2013

Dzień 333

Dziś znów wpadam tutaj na chwilkę. Melduję, że trening na dziś zaliczyłam - HIIT. Rundkę trzecią zrobiłam ze sztangą zamiast ciężarka. Wiem, że jeśli robimy HIIT (dlaczego pisałam tutaj) nie powinniśmy robić dodatkowych ćwiczeń, ale brzuszki to praktycznie relaks, więc zrobiłam serię z treningu C.
Uciekam farbować włosy. Mam jeszcze w planach zrobić paznokcie, więc sporo 'pracy' mnie czeka ;p

Udanego weekendu :)

czwartek, 28 listopada 2013

Dzień 332

Wpis na szybko.
Dziś zaliczone:
- ćwiczenia na spalenie tkanki tłuszczowej
- brzuski z treningu C.
Linki do ćwiczeń na pasku po lewej stronie.

Spokojnej nocy i do jutra :)

Ps. Nie wierzę, że jutro już piątek. W sobotę Andrzejki o ile się nie mylę ;)
Kto będzie sobie wróżył z wosku? :)

środa, 27 listopada 2013

Dzień 331

Nie miałam dziś ochoty na ćwiczenia, ale przecież jeśli chcę dojść do stanu sprzed wakacji, a nawet dalej nie mogę poddawać się leniowi, prawda?

Zrobiłam dziś niewiele - jeśli chodzi o ćwiczenia.
Zaczęłam od przysiadów typu Goblet (120szt.), ale zrobiłam jeszcze 40 rozpiętek i 120 brzuszków (czyli te z treningu C). Wiem, że to niewiele, ale zawsze coś. Poza tym wiecie jakie rezultaty przynoszą squaty ;) Gdyby jeszcze tylko chciało mi się lub żebym pamiętała o tym aby wykonywać je regularnie :/

A Wam jak idzie? Macie ustalony jakiś 'gol', który chcecie osiągnąć np. do świąt?

Mi idzie coraz lepiej. Pilnuję tego co mam na talerzu, piję co dzień 1,5l wody plus zieloną herbatę i kawę (z mlekiem i łyżeczką cukru). W wakacje było dużo łatwiej wypijać tą ilość wody, ale jakoś mi idzie ;) Ćwiczę też już znacznie regularniej, więc może uda mi się osiągnąć pierwszy gol do świąt, bo to jest mój pierwszy termin :) Poganiajcie mnie proszę jeśli znów będę się lenić ;)

Jeśli o mnie chodzi ćwiczenia w domu mają plusy i minusy.
Plusy to:
- nieograniczony czas ćwiczeń (mogę rozłożyć matę w momencie kiedy mam wolne dosłownie pół godziny i zaliczyć trening)
- nie marnuję czasu na dojazdy np. na siłownię, basen itd.
- nie ma żadnych opłat
- potrzebne są jedynie chęci
i tu przejdę do minusów:
- nie mając 'obowiązku' (bo np. wykupiłam karnet) łatwiej odpuścić sobie trening znajdując byle jaką wymówkę (w domu zawsze jest coś do zrobienia, przeważnie już wcześniej odkładanego)
- w grupie ćwiczy się przyjemniej i myślę, że chętniej pokonuje się swoje słabości kiedy obok ćwiczy druga osoba.

A wam jak łatwiej jest ćwiczyć? W domu czy poza nim?

Spokojnej nocy :)


wtorek, 26 listopada 2013

Dzień 330

Melduję zaliczony HITT :)

Menu:
Śniadanie:
Płatki owsiane z jabłkiem i cynamonem na mleku sojowym.

II śniadanie:
Sałatka (na dwa posiłki) z kus kus, ogórka, pomidora, papryki, kapusty pekińskiej i pesto.

Przekąska:
Druga część sałatki.

Obiad:

Ryba i ziemniaki na parze plus surówka z marchwi i jabłka.

Kolacja (wczesna):

Dwie pyzy drożdżowe na parze z sosem karmelowym. Wiem, wiem... ;)

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Dzień 328 & 329

Zgodnie z przewidywaniami brakło mi wczoraj czasu na trening, za to sporo się nachodziliśmy ;)
Dzisiaj niewiele się zastanawiając zrobiłam turbo. Dawno ten trening nie minął mi tak szybko, łatwo i przyjemnie z naciskiem na szybko, bo przyjemnie właściwie jest prawie zawsze :)


W myśl powyższego udało mi się dojść do sześciu sztuk powtórzeń burpees w rundzie szóstej ;)
Jeśli chodzi o menu poza pyzami z sosem karmelowym i tiramisu w weekend byłam grzeczna :)

Udanego tygodnia :)

sobota, 23 listopada 2013

Dzień 326 & 327

Mam dwa dni bez ćwiczeń spowodowane dyspozycją. Nie wiem też czy jutro znajdę czas na ćwiczenia ponieważ dzień będzie przyjemnie zabiegany :)
Dziś byliśmy jedynie na długim spacerze (45 minut). Powietrze było rześkie, a zachód słońca prześliczny. Żałuję, że nie miałam przy sobie aparatu :/

Miesiączka a ćwiczenia.
Ćwiczyć czy nie?

Zaskakująco miesiączka może podziałać jak turbosprężarka dla organizmu.
Powinniśmy zwrócić uwagę jak wpływa ona na nasz organizm aby zrozumieć dlaczego w niektóre dni czujemy się jakbyśmy mogły przenosić góry, a w inne nie mamy siły na nic. To pozwoli nam dostosować siłę treningu do cyklu i jeśli nie będziemy mieć w pewnym jego okresie sił możemy zwolnić nie obwiniając się.

Jak na ironię nasze ciało w trakcie miesiączki (i tydzień po) jest bardziej podobne do ciała mężczyzny. Podczas tej części cyklu, stężenie żeńskich hormonów estrogenów i progesteronu jest na najniższym poziomie, dzięki czemu możemy trochę więcej 'facetopodonie' przynajmniej metabolicznie.
Badanie pokazują, że w tej fazie niskich hormonów nasze mięśnie szybciej się regenerują i mamy wyższą tolerancję na ból. Dlaczego? Prawdopodobna teoria mówi, że ciało nie jest zajęte przygotowywaniem do ewentualnej ciąży, jesteśmy bardziej zrelaksowane, więc inne systemy działają optymalnie.
Skurcze w trakcie miesiączki mogą uniemożliwić ćwiczenia, ale warto postawić np. na ćwiczenia rozciągające lub jogę, które mogą pomóc złagodzić ból, dyskomfort, skurcze oraz bóle pleców.
Na około dwa tygodnie przed okresem, jesteśmy w fazie wysokiego hormonu. W tym momencie cyklu, który rozpoczyna się po owulacji, a kończy się z pierwszym dniem miesiączki poziom progesteronu i estrogenu są w fazie szczytowej (stąd m. in. huśtawki nastrojów).
To nie jedyna wada. Nasz organizm jest mniej tolerancyjny na ciepło, ponieważ podwyższony progesteron opóźnia odpowiedź potu, co powoduje, że nasze ciało potrzebuje więcej czasu aby wydalić nadmiar ciepła.
Możemy być również słabsze: metabolizm zamienia użycie węglowodanów jako podstawowego źródła energii na rzecz tłuszczy. Z mniejszą ilością dostępnych węglowodanów mamy mniej paliwa czyli energii. Możemy czuć się też opuchnięte - zwiększenie estrogenów zmusza nerki do redystrybucji przepływu wody.
Może nie mamy siły na sporty wyczynowe ale poradzimy sobie ze zwykłym treningiem.
Na pewno nie powinnyśmy pozwolić aby cykl powstrzymał nas od udziału w imprezie sportowej jeśli np. trenowałyśmy do wyścigu. Wahania hormonalne nie mają wpływu na wytrzymałość, więc kiedy hormony są na szczycie nasza wydajność nie musi być hitem, ale nadal możemy zrobić wszystko.
Mimo to, jeśli naprawdę czujesz się kiepsko, to jest to ten czas w miesiącu, aby dać sobie spokój, nie czując się jak próżniak. Idź na spokojny bieg zamiast robić interwały. Zrezygnuj z trudnej jogi na rzecz relaksującej. Weź dzień, dwa wolnego jeśli musisz.
Warto pomyśleć o treningu jako o miesięcznym cyklu. Bądź elastyczna wymagając od siebie więcej kiedy czujesz się dobrze i zwolnij kiedy nie.

Ćwiczenia w trakcie miesiączki:

1. Spacer - nawet eksperci zgadzają się, że nie ma przeciwwskazań. Nie jest sam w sobie wielkim spalaczem kalorii, ale poczujesz się lepiej wiedząc, że coś zrobiłaś.
2. Bieg - jeśli czujesz, że masz ochotę pobiegać - idź. Endorfiny wydzielające się w trakcie intensywnego treningu kardio mogą pomóc pokonać bóle okresowe. Pamiętaj tylko aby napić się przed i jeśli to możliwe w trakcie biegu ponieważ niektóre badania dowodzą, że łatwiej się odwodnić.
3. Joga - przewroty nie są zalecane podczas okresu, chociaż nie ma to ostatecznych podstaw medycznych. Mimo to,dopóki nie stajesz na głowie wszytko jest ok.
4. Aerobik - czasami, kiedy mamy okres, po prostu chcemy trochę poszaleć. Ćwiczenia aerobowe to doskonały sposób na wyluzowanie. Plus, zajęcia aerobiku są zazwyczaj nastawione na niskie ciśnienie i skupione na zabawie.
5. Taniec - nie są to ćwiczenia w tradycyjnym sensie, ale pozwalają spalić kalorie.
6. Planking - kiedy nadchodzi ten czas w miesiącu kiedy nic ci się nie chce poza leżeniem przed telewizorem wykorzystaj czas reklam na wykonywanie deski utrzymując pozycję jak najdłużej. Jest to ćwiczenie angażujące całe ciało. Zacznij od trzymania pozycji w trakcie jednej reklamy i spróbuj wydłużyć czas przez całość ich trwania.
7. ćwiczenia w domu - nie musisz ubierać się w fantazyjny strój treningowy i nie czujesz się kłopotliwie jeśli jesteś po prostu w swoim salonie. Tylko ty wiesz ile się spociłaś ;)

Nie używaj swojej miesiączki jako wymówki od treningu, ale słuchaj swojego ciała jeśli podpowiada ci abyś odpoczęła.


Słonecznej niedzieli :)

czwartek, 21 listopada 2013

Dzień 325

Chciałabym powitać nowych obserwatorów i podziękować Wam, że mnie odwiedzacie. Jesteście dla mnie nieustającą motywacją :) Minęły już prawie dwa lata od momentu powstania tego bloga, a ja nadal tu jestem, nadal ćwiczę, a przynajmniej się staram to robić ;) Dziękuję :)

Mogę ponieważ myślę, że mogę! Zadziwiająca jest siła naszej podświadomości. Np. takie mountain climbers - jeśli liczę od jeden w górę mogę zrobić ok. 50 sztuk za jednym podejściem, a jeśli liczę dwudziestkami nawet sto :)

Mieliśmy dziś piękny i słoneczny. Było bardzo zimno, ale za to sucho :D
Nie miałam chęci na dłuższy trening, ale w takim wypadku moją deską ratunkową są ćwiczenia na spalenie tłuszczu, do tego zrobiłam brzuszki z treningu C. Ten zestaw jest naprawdę skuteczny. Dzięki niemu mam mocne, ładnie zarysowane mięśnie brzucha i gdyby nie warstewka tłuszczu pod którą się chowają byłoby pewnie widać sześciopak ;D Przed wakacjami było już tak pięknie, ech... No nic, trzeba nadrobić czas lenistwa ;)
Na razie idzie mi nieźle. Oby tak dalej :)

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z siemieniem lnianym, cynamonem i jabłkiem.

II śniadanie:

Jak wczoraj. Zrobiłam podwójną porcję jogurtu.

Obiad:
Ryba, ziemniaki i fasolka szparagowa - wszystko gotowane na parze. Z jednego garnka ;) z tym, że rybę gotuję zawiniętą z przyprawami w folię aluminiową - nie kurczy się tak bardzo.

Przekąska:
Kromka chleba pełnoziarnistego z pastą z jajka (połowy).
Domowa drożdżówka (tzw. wiem co jem ;)).

Kolacja:
Serek wiejski z kilkoma orzechami pekan, łyżeczką miodu i kakao.

Miłego wieczoru :)

Ps. Nie mogę uwierzyć, że jutro już piątek!

środa, 20 listopada 2013

Dzień 324

Trafiłam dziś na taki tekst:


Zgadzacie się? Ja tak.
Dziś zrobiłam dzień przerwy od ćwiczeń. Wymarzłam strasznie i nie miałam ochoty na nic poza skuleniem się pod kocem (wiem, że ćwiczenia by mnie rozgrzały, ale nie miałam odwagi przebrać się w top), a poza tym moim mięśniom nóg przyda się dzień regeneracji ;) Pogodę mamy prawdziwie jesienną, bardzo duża pada deszcz (dziś nawet grad), do tego jest zimno i wietrznie co jeszcze bardziej potęguje uczucie zimna :/ W takich chwilach tęsknię za latem albo... kocem i gorącą herbatą. Nie pogniewam się za książkę do kompletu i ciszę wokół ;)

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka z siemieniem lnianym, wiórkami kokosowymi, cynamonem i jabłkiem.

II śniadanie:

Jogurt naturalny z zarodkami pszennymi i prażonym słonecznikiem plus kromka chleba pełnoziarnistego z szynką drobiową, sałatą i papryką.

Przekąska:
Domowa drożdżówka z cynamonem.

Obiad:
Pesto z cukinią, pestkami dyni, cebulą, kukurydzą i pełnoziarnistym makaronem.
Plus nieplanowana drożdżówka po obiedzie.

Kolacja:
Zupa jarzynowa na passacie pomidorowej.

Córka po powrocie ze szkoły mówi 'Mieliśmy dziś wf. Wiesz co musieliśmy robić? Planki przez minutę! Wiesz jakie to trudne?' Nie jeśli się ćwiczy ;) Bardzo się cieszę, że mają w szkole tego rodzaju ćwiczenia na zajęciach fitness :)))

Spokojnej nocy :)

Dzień 323

Wczorajsze ćwiczenia nie zawiodły po raz kolejny.
Poczułam je dziś wyraźnie w pośladkach i mięśniach ud.


Miałam dziś darować sobie trening z tego powodu, ale zmotywowała mnie Monika, która dopiero co wróciła z treningu. Była godzina 20:30 u nas czyli w Polsce 21:30. Stwierdziłam, że muszę przegonić lenia i zrobiłam turbo :))) Monika - dzięki ogromne za bycie dzisiaj pewnie nieświadomą z Twojej strony motywacją dla mnie :*

Dopiero co wróciłam do ćwiczeń, a już widzę, że spodnie robią się luźniejsze, nie powiem - zdecydowanie chętniej wtedy ćwiczę ;)

Menu:
Śniadanie:
Owsianka z siemieniem lnianym, kakao, suszonym ananasem i żurawiną oraz połową banana.

II śniadanie (na dwa posiłki):
Sałatka z makaronu pełnoziarnistego z kukurydzą, czerwoną fasolą, tuńczykiem i sosem curry.

Przekąska
:
Druga część sałatki.

Obiad:
Jak wczoraj, z tym że brązowy ryż zastąpiłam kaszą jaglaną.

Kolacja:
Zupa jarzynowa.

Słonecznej środy :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Dzień 321 & 322

Spróbuję wrócić do wpisywania codziennego menu, w miarę możliwości. Stanowczo pomaga mi to trzymać się w ryzach ;)
Wczoraj zrobiłam sobie dzień wolny od ćwiczeń. Dzisiaj zrobiłam HITT. Sama nie wiem czy w pewnym momencie głowa czy mięśnie nie dają rady ;) Lubię ten trening - krótki, a intensywny. Ciekawa jestem jutrzejszej reakcji moich mięśni? Zawsze na drugi dzień mam problem z chodzeniem ;)

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku z żurawiną, bananem i siemieniem lnianym.

II śniadanie:
Sałatka z sałaty, marchewki, rzodkiewki, papryki i jajka, z oliwą z oliwek i kromką chleba razowego.

Przekąska:
Tost razowy z masłem orzechowym i miodem.

Obiad:
Sos z pomidorów pelati, cukini, papryki, cebuli, czosnku i mięsa z indyka oraz wieprzowego (po 100g) plus brązowy ryż i sałatka z selera.

Przekąska nr 2, czyli nadprogramowa:
Bułka z cynamonem.

Kolacja:
Po treningu - kromka chleba razowego z makrelą w pomidorach. Miał być brokuł na parze.

Co do menu muszę popracować nad ograniczeniem pokus ;)

Spokojnej nocy :)

sobota, 16 listopada 2013

Dzień 319 & 320

Ostatnio mieliśmy problemy z internetem, wczoraj nie działał w ogóle. Dziś przyjechał miły pan i wszystko działa jak powinno :)
Wczoraj bardzo nie chciało mi się ćwiczyć, ale jak zwykle zadziała motywacja z góry czyli mój mąż, a dokładnie dźwięk przerzucanych przez niego ciężarów :) Skoro on ćwiczy to nie wypada mi siedzieć bezczynnie na sofie ;) Przegoniłam lenia i nawet nie wiem kiedy turbo miałam zaliczone.
Dzisiaj zrobiłam dla odmiany HIIT. Bardzo się cieszę :)
Mam nadzieję, że to początek powrotu do ćwiczeń na poziomie i w częstotliwości jakiej chciałam :)))

Spokojnego wieczoru :)

czwartek, 14 listopada 2013

Dzień 317 &318

Wpis na szybko. Mamy problemy z internetem stąd moja nieobecność wczoraj, ale muszę się pochwalić, że powoli wracam do ćwiczeń :)))
Wczoraj zaliczyłam turbo, a dziś ćwiczenia na spalenie tkanki tłuszczowej. Nie było łatwo, bo tempo miałam naprawdę spore. Zmiana co 30 sekund odliczana przez syna :) Pilnował mnie dobrze ;) Tak mu się spodobało, że sam zrobił ten trening po mnie - ja odliczałam czas :D Potem było wspólne rozciąganie.
Uciekam zanim mnie rozłączy ;)

wtorek, 12 listopada 2013

Dzień od 312 do 316

Nie wiem, czy zdarzyło mi się mieć tak długą lukę w publikacji postów :(
Dotyczy ona i ćwiczeń niestety. Praca od rana do późnej nocy uniemożliwiła mi je zupełnie.
Od jutra wracam jednak na właściwe tory.
Trzymajcie za mnie kciuki proszę :)
Wracam również do pilnowania się odnośnie diety ponieważ zdarzały mi się ostatnio odstępstwa ;)

Do jutra :)

Ps. Katar i kaszel prawie całkiem sobie poszły ;)

czwartek, 7 listopada 2013

Dzień 311

Katar i kaszel nadal mieszkają sobie we mnie :/ Postanowiłam rozgrzać się dobrze, żeby wypędzić tą parę i zaliczyłam HIIT. Założyłam, że zrobię tyle ile dam radę ponieważ to wymagający trening - wytrzymałam do końca :)

Spokojnego wieczoru :)

wtorek, 5 listopada 2013

Dzień 309

Broniłam się z całych sił, niestety poległam. Idę wypić mleko z miodem - to jedyny plus ;)
Dziś nie ćwiczyłam.

Miłego dnia jutro :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Dzień 308

Melduję grzecznie, że zaliczyłam dziś turbo :)))
Widzę różnicę, bo dłuższej przerwie w zachowaniu swojego ciała. Dokładnie takie samo uczucie towarzyszy mi kiedy biegam po dłuższej przerwie - skóra jest jakby mało jędrna lub 'luźna', jakby żyła własnym życiem i nie nadążała za resztą ciała ;) Zupełnie nie wiem jak to opisać. Jeśli biegnę trzeci raz to uczucie zanika - całe ciało jest jakby bardziej zbite i mam wrażenie, że moje kości, mięśnie i skóra tworzą jedność. Dziś tej jedności mi brakowało.
Mam nadzieję, że nie zagmatwałam za bardzo i wiecie co miałam na myśli ;)

Uciekam.
Spokojnego wieczoru :)

niedziela, 3 listopada 2013

Dzień 306 & 307

Wczoraj nie ćwiczyłam, a dziś zrobiłam jedynie 120 squatów. Pod koniec tygodnia powinnam mieć już troszkę więcej czasu, więc chciałabym zacząć nadrabiać zaległości ;)
Pogodę mamy nadal niewyjściową. Jest bardzo mokro (czyt. sporo pada) i mocno wieje, więc bieganie raczej nie wchodzi w grę.
Nie chcę nic planować ponieważ nic z tych planów mi nie wychodzi
Przy odrobinie czasu chciałabym też wrócić do rozpisywania swojego codziennego menu, ponieważ dużo łatwiej jest mi wtedy kontrolować się ;)
Jutro gotuję kolejny raz zupę dyniową. Gotowałam ją po raz pierwszy w Halloween i przepadłam. Lubię nalać ją sobie w kubek i po prostu pić. Bardzo pożywna, a jednocześnie lekka ;) Postaram się dodać jakieś zdjęcia i podlinkować przepis :)

Dobrego tygodnia :)

piątek, 1 listopada 2013

Dzień 303, 304 & 305

Kolejne dni wyłączone od ćwiczeń. Podsumowanie października wygląda... bardzo smutno :(
Właściwie mogę powiedzieć, że nie robiłam nic. Nic na to nie poradzę.
Mogę tylko liczyć na lepszy listopad.
Źle się czuję z tym, że nie mogłam ćwiczyć, bo po prostu moje samopoczucie jest dużo lepsze i energii mam więcej kiedy jestem aktywna.
Mierzyć się i ważyć nawet nie mam zamiaru. Zacznę kiedy wrócę do ćwiczeń na tyle na ile będzie mnie to zadowalało ;)



Znalazłam ostatnio kilka zdjęć plus film dotyczące różnych typów odzieży sportowej. Ciekawa jestem, który z nich jest waszym faworytem?
Nie podam Wam strony z której pochodzą te zdjęcia ponieważ nie pamiętam gdzie je znalazłam :/













Moimi faworytami są dwa typy Skinny i Tight, z tym że ten drugi raczej w wersji 3/4 długości, dłuższe wolę te pierwsze :)
Muszę przyznać, że kiedy oglądam poniższy filmik podoba mi się każda wersja, nawet z super szerokimi spodniami co nie znaczy, że czułabym się w nich dobrze i takie wybrała.
Jak widać dodatki mają znaczenie ;)



Sam pomysł filmu też bardzo mi się podoba ;)
I jak? Który rodzaj to wasz typ?

Spokojnego weekendu :)

wtorek, 29 października 2013

Dzień 302

Zamiast treningu zrobiłam dziś jedynie 120 przysiadów Goblet. Obudziłam się rano z niespodzianką i jestem wyłączona na co najmniej dwa dni :( Mam nadzieję, że do świąt zdążę wpaść w rytm regularnych ćwiczeń ;)

Spokojnego wieczoru :)

poniedziałek, 28 października 2013

Dzień 301

Wichury nas ominęły. Dzień mieliśmy spokojny pod tym względem, ale mimo to nie miałam czasu na to żeby wyjść z domu i na ćwiczenia. Zrobiłam jedynie swój mini zestaw. Będę się bardzo cieszyła jeśli uda mi się zrobić jakiś dłuższy trening co dwa dni :)

Miłego wieczoru :)

niedziela, 27 października 2013

Dzień 299 & 300

Przed wakacjami widząc 150-ty dzień roku wydawało mi się, że tak niewiele zostało do jego końca. Tymczasem dziś jest trzysetny dzień i niby tyle jeszcze zostało, a wydaje się jakby za chwilę miały być święta. Też macie takie odczucia?
Wczoraj nie ćwiczyłam. Dziś natomiast wieczorem udało mi się zrobić turbo :)))
Niedługo podsumowanie miesiąca. Nie spodziewam się nadzwyczajnych wyników, ale zobaczymy...

Jutro zapowiada się u nas trudna pogoda. W TV ostrzegają, że jeśli nie trzeba lepiej nie wychodzić z domu. Dobrze, że dzieci mają wolny tydzień od szkoły. Jeśli faktycznie nie da się wyjść na obiad najwyżej będą naleśniki ;)

Spokojnego poniedziałku :)

piątek, 25 października 2013

Dzień 298

Udało się dziś :)))
Dzieci miały dzień wolny od szkoły i rano zamiast tradycyjnych dziesięciu minut ćwiczeń zrobiłam turbo :)))
Bardzo się cieszę, bo ostatnio ogromną większość czasu spędzam siedząc i moje biodro zaczyna o sobie przypominać ;)
Zauważyłam, że ćwiczenia pomagają. Ból mija całkiem.

Miłego wieczoru i dobrego weekendu :)
Do jutra.

Dzień 297

Krótko.
Ćwiczyłam jedynie rano :(
Może jutro się uda zrobić dłuższy trening?

Miłego piątku :)

środa, 23 października 2013

Dzień 295 & 296

Czas najwyższy wrócić do biegania. Wczoraj mój dzień nie pozostawił wolnej minuty na ćwiczenia. W całym tym pędzie musiałam biegać z miejsca do miejsca żeby zdążyć wyrobić się w czasie przy czym zauważyłam, że z torebką biega się trudniej ;)
Pewnie nawet nie pamiętałabym o całym tym bieganiu gdyby nie to, że dzisiaj wyraźnie poczułam mięśnie proste ud



Wczoraj i dziś ćwiczyłam rano. Poza tym dziś udało mi się jedynie znaleźć czas na przysiady typu Goblet (120 sztuk).

Dziś na profilu Ewy Chodakowskiej pojawiła się grafika, którą chętnie udostępniam gdyż zgadzam się z zawartością :)))



Słonecznego czwartku :)

poniedziałek, 21 października 2013

Dzień 294

Dziś ćwiczyłam jedynie rano :(
Po południu nie dałam rady zrobić nic z braku czasu. Nie znalazłam nawet chwili na squaty.
No nic, może jutro?
Pogodę za oknem mamy kiepską. Nie chce się nic, a musi się chcieć tak dużo.

Do jutra :)

niedziela, 20 października 2013

sobota, 19 października 2013

Dzień 292

Do zapamiętania: 'odpuścić HITT jeśli będzie około 21:00'.
Wczoraj zasnęłam około drugiej nad ranem. Dobrze, że w telewizji coś było - odświeżyłam sobie 'Anioły i Demony'.

Dziś poza zestawem porannym nie ćwiczyłam. Dzień wypełniony był po brzegi zajęciami.

Mam dla Was kolejną reklamę ;)
Lubię właściwie całą serię. Tę warto zobaczyć do końca żeby zobaczyć minę kota ;)



Czy wiecie czego to jest reklama?

Miłego wieczoru :)

piątek, 18 października 2013

Dzień 290 & 291

Melduję, że wczoraj i dziś ćwiczyłam zaraz po przebudzeniu :)))
Wczoraj brakło mi czasu na trening, ale grałam przez bitą godzinę z dziećmi w piłkę, więc mogę zaliczyć to jako pewną formę ruchu? Dodam, że byłam zmęczona ;)
Dzisiaj, w ramach kolejnego dnia wypełnionego po brzegi, zrobiłam dziesięciominutowy HITT poprzedzony rozgrzewką i zakończony rozciąganiem. Ciekawe jak zareagują moje mięśnie?

Udanego weekendu :)

środa, 16 października 2013

Dzień 289

Kolejny dzień udało mi się rozpocząć ćwiczeniami :))) Niby nic trudnego, ale uwierzcie mi nie zawsze się chce. Zresztą na pewno dokładnie wiecie o czym piszę ;)
Tak z czystej ciekawości - ile z Was ma ochotę na dziesięć minut ćwiczeń po przebudzeniu? A ile z Was da radę wprowadzić chęci w czyn?
Wieczorem zaliczyłam turbo, więc dzień uważam za udany pod względem ćwiczeń, choć muszę przyznać, że ćwiczyło mi się ciężko. Nie ważne ;) Ważne, że starałam się nadążyć i wyrobić swoją normę powtórzeń - tę zwiększoną, czyli np. w rundzie szóstej po 5 burpees, a nie po trzy cztery jak to bywało na początku ;)

Uciekam.
Miłego wieczoru :)

wtorek, 15 października 2013

Dzień 288

Udało mi się wyjść z łóżka na tyle wcześnie, że zrobiłam swoje poranne ćwiczenia :) Ostatnio jakoś trudno mi wstać. Leżę, przeciągam się, idę na zwłokę ;) i zdarza mi się przysnąć dziesięć minut, a wtedy wszystko muszę robić w biegu i brakuje mi czasu na ćwiczenia.
Poza tym czasu wolnego nie miałam prawie wcale dlatego zrobiłam wieczorem jedynie ćwiczenia na spalenie tłuszczu, a plany były ambitne ;)

Miłej środy :)

Ps. Zakwasy minęły ;)

Dzień 287

Nie uwierzycie - w naszym miasteczku od niedzieli na ulicach wieszane są ozdoby świąteczne! Ok., widziałam bombki w sklepach już we wrześniu, ale ozdoby na ulicach!? Co prawda nie świecą jeszcze, ale już są. W ubiegłym roku powstrzymali się chociaż do Halloween ;)

Dziś musiałam odpuścić ćwiczenia. Drugiego dnia zakwasy bywają większe niż pierwszego, czyt. ledwo wstałam z łóżka, a każde wstawanie lub siadanie czułam w pośladkach bardzo! wyraźnie.
HITT do powtórzenia przy najbliższej okazji ponieważ widzę, że mięśnie odzwyczaiły się 'na serio' ;)

Na talerzu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku z siemieniem lnianym, bananem i wiórkami kokosowymi.

II śniadanie:

Kromka chleba razowego z sałatką z sałaty, pomidorków koktajlowych, mozzarelli, kukurydzy i prażonych pestek dyni plus oliwa z oliwek.

Przekąska:
Dwie muffinki dyniowe (domowe).

Obiad:

Indyk z cebulą i brokułami na parze, doprawiony pesto plus brązowy ryż i zielenina.

Kolacja:
Grillowana cukinia i jeden bajgiel, a obiecałam sobie, że nie będę pojadać po dzieciach :(

Udanego wtorku :)

niedziela, 13 października 2013

Dzień 286

Wpis na szybko :)
Po wczorajszym HITT'cie bolą mnie mięśnie nóg i pośladków, szczególnie pośladków.
Dziś nie będę pisała menu, za dużo potknięć ;) Świętujemy kolejną rocznicę ślubu :)))

Uciekam;)
Miłego wieczoru i do jutra :)

sobota, 12 października 2013

Dzień 285

Pogoda nam się poprawiła, tzn. wróciło ciepło :) Dziś nie ćwiczyłam rano - całkowity reset. Długie spanie i odpoczynek bardzo były nam potrzebne. Potem w biegu trzy prania, sprzątanie, pieczenie - wszystko w ciągu półtora godziny - zaliczycie mi jako formę ruchu? ;D
Wieczorem odzyskałam siły na tyle, że udało mi się zrobić HIIT - ten trening jest krótki, ale naprawdę bardzo wymagający. Jestem już po prysznicu, a nogi nadal mi się trzęsą ;) Nauczyłam się już, że lepiej nie wchodzić po nim lub nie schodzić ze schodów ;) Trening oczywiście poprzedziłam rozgrzewką i zakończyłam rozciąganiem.
A Wy co dziś robiliście?

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka z kakao, siemieniem lnianym, suszonymi morelami i gruszką.

II śniadanie:
Tost z serem Cheddar na stojąco i szybko.

Obiad:
Naleśniki z serkiem wiejskim i jogurtem naturalnym plus pół brzoskwini.

Przekąska:
Ciasto czekoladowe z buraczkami z tego przepisu plus przepyszny deser czekoladowy przygotowany przez naszą córkę :)

Kolacja:
Zupa grzybowa.

Dzieci zawsze kiedy czują zapach gotowanych grzybów mówią 'pachnie świętami' :)))
Spokojnej nocy :)

piątek, 11 października 2013

Dzień 284

Po raz drugi udało mi się rozpocząć dzień ćwiczeniami :))) Żeby tylko pamiętać jakie to przyjemne!
Poza tym zrobiłam dwie serie przysiadów typu Goblet i to byłoby na tyle.
Aktualizacja.
Dzieci pytały o pewne ćwiczenia, więc zrobiłam 'z rozpędu' dwadzieścia powtórzeń ćwiczenia scyzoryk na mięśnie brzucha.







Dziś na talerzu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z żurawiną, kakao, siemieniem lnianym i brzoskwinią.

II śniadanie:

Dwie kromki chleba razowego z pastą z tuńczyka, selera naciowego i jogurtu naturalnego z koperkiem.

Przekąska:

Krążek kukurydziany z białym serkiem i papryką plus mini muffinka.

Obiad:
Jak wczoraj.

Kolacja:
Budyń czekoladowy, bo nie mogłam się oprzeć ;)

Dobrego weekendu :)

czwartek, 10 października 2013

Dzień 282 & 283

Wczoraj nie ćwiczyłam. Brakło mi też czasu na wpis.
Dzisiaj rano udało mi się zrobić za to mój poranny zestaw ćwiczeń - nawet nie wiecie jak się cieszę :D Super było!
Późnym wieczorem, bo po 21:00 udało mi się wyrwać godzinę i zrobiłam turbo :)))
Ćwiczyło mi się świetnie! Miałam wrażenie, że wcale się nie męczę. Oczywiście cała masa potu została przelana, ale zero zadyszki itd. itp. Oby ten stan potrwał nieco dłużej ;)

Wprowadziłam sobie wczoraj do jadłospisu siemię lniane. Dodaję około 15g, czyli łyżeczkę, rano do owsianki.

Nasiona lnu bogate są w:
- wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT) – które gwarantują prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniają się do właściwego funkcjonowania hormonów, które regulują prawidłową przemianę materii; ponadto wpływają na obniżenie cholesterolu,

- błonnik – korzystnie wpływający na pracę przewodu pokarmowego, pomagając w zaparciach, powracających biegunkach; ponadto pomaga usuwać z organizmu toksyny i gwarantuje uczucie sytości,

- witaminę E – ważną przy leczeniu między innymi miażdżycy i chorób serca, gdyż jest głównym antyoksydantem i uczestniczy w dostarczaniu składników odżywczych do komórek,

- witaminy z grupy B – uczestniczące w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek; pomagają w tworzeniu szpiku kostnego,

- magnez, wapń, żelazo i cynk.

Tekst pochodzi z tej strony. Doczytacie tam więcej informacji.

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z siemieniem lnianym, kakao, żurawiną i tartą gruszką.

II śniadanie:

Sałatka (na dwa posiłki): sałata, pomidorki koktajlowe, jajko, awokado, papryka i pestki dyni plus kromka chleba razowego.

Przekąska:
Brzoskwinia z jogurtem sojowym i cynamonem plus łyżeczka miodu z okazji jesieni ;)

Obiad:
Zupa pomidorowa z makaronem pełnoziarnistym i porcją mięsa.

Kolacja:

Druga część sałatki.

Uciekam od komputera do książki ;)
Dobrej nocy :)

Ps. W ciągu dwóch dni diametralnie zmieniła nam się pogoda - z 20 stopni na plusie przedwczoraj na niespełna dziesięć dzisiaj. Fakt - dawno nie widziałam tak błękitnego nieba ;)

wtorek, 8 października 2013

Dzień 281

Dziś nie ćwiczyłam :(
Uwierzcie mi, że nie mam siły zrobić choćby przysiadów...
Oby jutro wystarczyło mi czasu na porządniejszy trening.

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku z wiórkami kokosowymi i jabłkiem.

II śniadanie:
Grahamka, połowa z sałatą, awokado, szynką drobiową i papryką, druga połowa z serkiem Philadelphia i papryką.

Przekąska:

Zielony koktajl z banana, natki pietruszki i mleka (dzięki Natalia :))



Obiad:
Filet z kurczaka plus brązowy ryż i brokuł gotowany na parze.

Kolacja:
Serek wiejski z rzodkiewką i szczypiorkiem.

Chyba mam większe zapotrzebowanie na białko, bo ciągle mogłabym jeść biały ser ;)
Dziś muszę nadrobić sen. Ostatnio jestem chyba przemęczona, bo dziś rano zaspałam. Obudziłam się pół godziny przed planowanym wyjściem dzieci z domu do szkoły - zdążyliśmy na czas i nawet ciepłe śniadanie zjedliśmy :)

Spokojnej nocy :)

poniedziałek, 7 października 2013

Dzień 279 & 280

Wczoraj nie ćwiczyłam. Wiem, że była niedziela i powinnam mieć czas, ale go nie miałam. Bywa.
Dzisiaj miało się skończyć podobnie. Siedziałam przemarznięta do kości przed monitorem i stwierdziłam, że dzisiaj muszę! zrobić jakiś trening. Zrobiłam Banish Fat Boost Metabolism Complete Workout z Jillian Michaels :))) Jestem rozgrzana do czerwoności - dosłownie ;) i niesamowicie zadowolona, że udało mi się zrobić trening :)))
Pogoda nam dopisuje, chciałabym pobiegać, ale zawsze coś :/

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na wodzie z orzechami laskowymi, żurawiną i jabłkiem.

II śniadanie:

Dwie kromki razowego chleba z makrelą w pomidorach.

Przekąska:
Tost razowy z masłem orzechowym.

Obiad:
Dwa twistery z dużą ilością warzyw, podłużnym kotlecikiem (około 120g) z mielonego mięsa z indyka i sosem jogurtowo majonezowym ze szczypiorkiem.

Przekąska:
Trzy ciastka shortbread.

Kolacja:
Wafelek kukurydziany z białym serkiem i papryką.

Słonecznego tygodnia :)))

sobota, 5 października 2013

Dzień 278

Piękny dzień dziś mieliśmy, oby taka pogoda została z nami na dłużej. Słyszałam, że do Polski ma wrócić lato i październik zapowiada się naprawdę ładny :) Więcej słońca równa się więcej energii - przynajmniej w moim przypadku ;)
Dzisiejszy dzień miałam zapracowany. Po południu dopadł mnie ból głowy. Przeszło po tabletce, ale mimo wszystko jeszcze nie jest do końca tak jak powinno :/ Na szczęście rzadko mnie dopada i oby tak zostało ;)

Dziś zrobiłam jedynie swój mini zestaw do którego dołączyłam odrobinkę ćwiczeń na triceps.

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z żurawiną, kakao i brzoskwinią.

II śniadanie:

Jajecznica z pieczarkami i porem plus dwie kromki razowego chleba.

Obiad:
Pierś kurczaka w sosie śmietankowym z porem plus brązowy ryż i surówka z jabłka i marchwi. Zawsze robię porcję na dwa dni, więc jutro mamy przygotowywanie obiadu z głowy ;)

Przekąska:
Tiramisu (najlepsze - mężowe :)) plus dwa ciastka i kostka gorzkiej czekolady.

Kolacja:
Tost z szynką i serem.

Słonecznej niedzieli :)

piątek, 4 października 2013

Dzień 277

Wpis na szybko :)
Dziś w ramach aktywności zaliczyłam godzinę szybkiego marszu - bez obijania. Biorąc pod uwagę niedyspozycję mam nadzieję, że jestem usprawiedliwiona ;)))

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z kakao, suszoną żurawiną i brzoskwinią.

II śniadanie:

Grahamka z pastą z tuńczyka, selera naciowego i jogurtu naturalnego przyprawione koperkiem.

Przekąska:

Wafelek kukurydziany z serkiem Philadelphia i papryką.

Obiad:

Wieprzowina w pięciu smakach z ryżem (sporo warzyw: marchew, papryka, pieczarki).

Pudding czekoladowy i kilka ciastek.

Kolacja:
Grillowana cukinia.

Jeszcze raz poproszę Was o trzymanie kciuków za jutrzejszą słoneczną pogodę :)
Spokojnej nocy i udanego weekendu :)

czwartek, 3 października 2013

Dzień 276

Po raz kolejny nie zdążyłam dobrze wpaść w rytm ćwiczeń, a niedyspozycja mnie z niego wybija...
Postanowiłam jednak w te dni zrobić chociaż przysiady Goblet (tyle dam radę) żeby nie złapać kompletnego lenia i w jakimś tam rytmie pozostać. 120 sztuk za mną.
Pogodę mieliśmy dziś niewyjściową, deszcz padał poziomo ;) Podobno teraz ma być tylko lepiej. Właściwie nie jest źle, bo nadal jest ciepło, dlatego nie narzekam :) Liczę jednak na słoneczny weekend. Bardzo jest mi taki potrzebny, więc trzymajcie proszę kciuki :)

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z cynamonem, wiórkami kokosowymi i jabłkiem.

II śniadanie:

Grahamka z kawałkiem piersi z kurczaka, dużą ilością sałaty i sosem z masła orzechowego.

Przekąska:

Dwa wafle kukurydziane z białym serkiem, papryką i rzodkiewką.

Obiad:

Spaghetti z suszonymi pomidorami i tuńczykiem z przepisu Kasi - polecam bardzo :)

Kolacja:

Zimny bufet na wyjściu (nie pamiętam dokładnie, ale było też coś słodkiego).

Miłego wieczoru i do jutra :)

środa, 2 października 2013

Dzień 275

Nie znalazłam dziś czasu na ćwiczenia :(
Tak zaczęłam pisać ten post i stwierdziłam, że zrobię chociaż swój mini zestaw i właśnie skończyłam:
- krótka rozgrzewka
- przysiady Goblet - 120 sztuk
- rozpiętki - 40 sztuk
- brzuszki z treningu C - 120 sztuk
- rozciąganie.
Naprawdę nie miałam czasu na nic więcej...

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym (karton wystarcza mi na 5 dni) z suszonymi owocami i jabłkiem.

II śniadanie:

Dwie kromki chleba razowego z wędliną, odrobina sera pleśniowego, sałatą, pomidorem, papryką i selerem naciowym.

Przekąska:
Wafel ryżowy z białym serem i papryką plus miseczka owoców (pół jabłka, pół banana, pół brzoskwini) z jogurtem sojowym i cynamonem.

Obiad:
Pieczone udko kurczaka plus kasza gryczana i fasolka szparagowa gotowana na parze.

Kolacja:
Budyń śmietankowy, bo nie mogłam się oprzeć ;)

wtorek, 1 października 2013

Dzień 274

Mamy pierwszy dzień października, więc wypadało podsumować wrzesień. Szczerze mówiąc myślałam, że nie będzie co podsumowywać, na szczęście coś tam się uzbierało ;)



* - mini zestaw:
- przysiady Goblet 120 sztuk
- 40 rozpiętek
- brzuszki z treningu C (w sumie 120 sztuk)
plus rozgrzewka i rozciąganie.

Mam nadzieję, że październik będzie lepszy pod względem wartościowych treningów ponieważ znów zaczynam nie lubić wyglądu swojego brzucha ;) Będę walczyć o powrót formy sprzed wakacji :)))

Dziś zrobiłam dwudziestominutowy HITT plus rozgrzewkę i rozciąganie.
Muszę znaleźć jakieś dobre ćwiczenia na wzmocnienie odcinka lędźwiowego. Ostatnio po zrobieniu turbo właśnie ta część dość mocno mnie bolała. Dziś już wiem którym ćwiczeniem było to spowodowane - burpees. Nie wiem dlaczego, bo naprawdę staram się wykonywać ćwiczenie poprawnie technicznie. Wiem jak jest to ważne.


Zdjęcie pochodzi z tej strony.

Miałam problem z mountain climbers. Biegłam co prawda, ale w wolniejszym tempie (35 sztuk zamiast 50). Ból w trakcie ćwiczeń ustąpił, ale nie podoba mi się to, że się pojawia :/
Ostatnio większość dnia spędzam na krześle (nawet monitor stoi na słownikach żebym trzymała poprawną postawę ;)), więc podejrzewam, że osłabiłam nieco plecy. Popracuję nad nimi i zobaczymy. Ćwiczenia na plecy przydadzą mi się również z innego powodu - może w końcu przestanę się garbić ;) Przydałaby mi się konsekwencja na tym polu :)

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z kakao, suszoną żurawiną i brzoskwinią.

II śniadanie:

Sałatka jak wczoraj.

Przekąska:
Tost z masłem orzechowym.

Obiad:
Pieczona pierś kurczaka z mizerią (ogórek plus jogurt naturalny) i pure ziemniaczanym.

Kolacja:

Pomarańcz, jabłko i dwie figi podduszone na patelni z odrobiną miodu, żurawiną i cynamonem. Połowa porcji polana jogurtem sojowym i posypana cynamonem oraz mielonymi migdałami. Polecam :)

Miłego wieczoru :)

poniedziałek, 30 września 2013

Dzień 273

Po raz kolejny brakło mi czasu na trening :((( Udało mi się jedynie wcisnąć krótki zestaw:
- przysiady Goblet 120 sztuk
- 40 rozpiętek
- brzuszki z treningu C (w sumie 120 sztuk).
Zawsze to lepiej niż nic prawda ;)

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku z wiórkami kokosowymi, cynamonem i jabłkiem.
Brzoskwinia.

II śniadanie:
Sałatka: sałata, papryka, kukurydza, mozzarella, pomidorki koktajlowe, prażone pestki słonecznika i dyni plus kromka chleba razowego.

Przekąska:
Tost z jajkiem, kostka czekolady i cukierek (dziecko mnie skusiło :/)

Obiad:

Pieczone udka kurczaka z kus kus i brukselką. Poniżej podam przepis.




Kolacja:

Serek wiejski.

Brukselka
jest bogatym źródłem potasu, magnezu, wapnia, żelaza i manganu. Zawiera bardzo dużo witamin m. in. witaminy C, E, K, a także witaminy z grupy B, w tym kwas foliowy, niezbędny do prawidłowego przebiegu ciąży.
Można przyrządzać ją na wiele sposobów, mi jednak najbardziej smakuje w bardzo prostej formie. Przepis pochodzi z jednego z brytyjskich programów przedświątecznych.
Tradycyjna Bożonarodzeniowa brukselka:

Brukselki podgotuj w rosołku - niezbyt słonym - ok. 7 min (czas zależy od ilości brukselek, ja zawsze sprawdzam, czy już są dobre). Na patelni w odrobinie oliwy delikatnie podsmaż pokrojony ząbek czosnku i dodaj brukselki. Przypraw pieprzem i solą morską. Gotowe :)))

Lubicie brukselki? Przyznam, że ja nie lubiłam, ale ten sposób ich przygotowania bardzo mi odpowiada i nawet nasza córka, która za warzywami nie przepada, zjada ich naprawdę sporą ilość ku mojej radości :)

Spokojnej nocy :)


niedziela, 29 września 2013

Dzień 271 & 272

Weekend bez ćwiczeń. Dziś zrobiłam jedynie przysiady typu Goblet (120 sztuk, tradycyjnie), dodatkowo ze względu na bardzo sprzyjające warunki pogodowe byliśmy na spacerze :D
Staram się chłonąć ile się dnia z takiego dnia jak dzisiejszy. Wiem, że niedługo będzie szaro i mokro, więc ładuję moje wewnętrzne akumulatory ;)

Dzisiaj mieliśmy wewnętrzne domowe święto, więc dieta zawalona, no ale weekendy u nas takie bywają ;) Jedyna okazja na coś słodkiego.

Menu z dwóch ostatnich dni:
Śniadanie:
wczoraj: owsianka na mleku z kakao, suszoną żurawiną i świeżą morelą
dziś: owsianka na mleku z wiórkami kokosowymi, cynamonem i jabłkiem.

II śniadanie:

w: jajecznica z porem i kromką razowego chleba
d: mini pizzerka (wyjście).

Przekąska:

w: kawałek sernika i kilka kulek brownie z przepisu Zuzki (link podam poniżej)
d: czekoladowa babeczka, kilka kostek czekolady, bułeczka cynamonowa, kilka kulek brownie oraz figa (po raz pierwszy w życiu ;))




Obiad:

w: panierowany filet z kurczaka plus pure ziemniaczane z koperkiem i ogórki kiszone
d: filet z kurczaka zapiekany z ziołami i serem plus pieczone warzywa.

Kolacja:

w: dwie kromki razowego chleba z makrelą w pomidorach
d: serek wiejski

Córka ostatnio zaopatrzyła się w dwa lakiery do malowania wzorków i pożyczyłam jeden ;)
Deszczowo było ;)



Słonecznego tygodnia :)

Przepis na brownie znajdziecie pod filmikiem w komentarzach. Jeśli lubicie gorzką czekoladę naprawdę polecam. Dla mnie rewelacja!

piątek, 27 września 2013

Dzień 270

Nie nadążam za pogodą ostatnio. Wczoraj chłodno, a dziś znów lato. No, powiedzmy lato, bo było około 20' na plusie ;) Z tej radości zrobiłam turbo :)))
Cały tydzień wybieram się na jeżyny i nie mogę dojść, może jutro się uda? Niedługo już ich nie będzie przecież.

Co dziś jadłam:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z suszonymi morelami, ananasem, płatkami kokosowymi i jabłkiem.

II śniadanie:
Dwie kromki chleba tostowego z dużą ilością sałaty, papryką, pomidorem, wędliną drobiową, plasterkiem sera cheddar i odrobiną pleśniowego.

Przekąska:
Kilka migdałów i malutka muffinka podwójnie czekoladowa ;)

Obiad:
Naleśniki z serkiem wiejskim, jogurtem sojowym i owocami (brzoskwinia plus pomarańcza).

Kolacja:

Cukinia podduszona z czerwoną cebulą i pestkami dyni.

Uciekam farbować odrosty.
Miłego wieczoru :)

czwartek, 26 września 2013

Dzień 269

Brakło mi dziś czasu na ćwiczenia dlatego zrobiłam chociaż przysiady Goblet - tradycyjnie 120 sztuk. Z samego rana natomiast zaliczyłam dość szybki godzinny spacer, więc jakiś tam ruch był ;)

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na wodzie z wiórkami kkosowymi, orzechami laskowymi i brzoskwinią.

II śniadanie:
Jajecznica z plastrem kiełbasy żywieckiej i szpinakiem (a właściwie szpinak z jajecznicą ;)) plus kromka chleba razowego.

Przekąska:
Dwa wafle kukurydziane z masłem orzechowym.

Obiad:
Filet z kurczaka w sosie pomidorowym (z pomidorów pelati, cebuli, papryki i czerwonej fasoli) z brązowym ryżem plus brokuł na parze.
Mała muffinka czekoladowa.

Kolacja:

Jogurt naturalny.

Pogoda zmieniła się diametralnie - ze słonecznej i ciepłej (+24'C) jeszcze wczoraj na chłodną (+17'C) i wietrzną dziś. Gdyby nie wiatr byłoby całkiem nieźle. Jesień.

Miłego wieczoru :)

środa, 25 września 2013

Dzień 268

Szok trening zaliczony po raz drugi :))) Po dziesięciu razach mam widzieć pierwsze efekty - na pewno dam wam znać :)

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z cynamonem, wiórkami kokosowymi, kilkoma migdałami i jabłkiem.

II śniadanie:
Tost razowy z sałatą, plasterkiem sera cheddar, plasterkiem szynki i pomidorem plus wafel kukurydziany z białym serkiem kanapkowym , papryką i rzodkiewką.

Obiad:
Ryba z warzywami, ziemniakami na parze i ogórkami kiszonymi.

Rybę lekko solę, układam na pokrojonej w paski papryce (wszystko układam na folii aluminiowej), przyprawiam świeżym imbirem i papryką chilli (imbir starłam, a paprykę pokroiłam), dodaję pomidorki koktajlowe przekrojone na pół. Całość posypuję sporą ilością koperku i lekko polewam oliwą z oliwek. Zwijam kokonik i gotowe :)

Eksperymentując przygotowałam na parze i rybę i ziemniaki. Garnek ma trzy piętra, więc używając zaledwie dwa z 'jednego garnka' miałam cały obiad. Rybę wstawiłam jakieś dziesięć minut wcześniej niż ziemniaki.

Przekąska:
Budyń truskawkowy ze startą brzoskwinią.

Kolacja:
Zupa jarzynowa.

Dobranoc :)


wtorek, 24 września 2013

Dzień 267

Mieliśmy dziś przepiękną pogodę! Jeśli ja chodziłam w T-shircie to naprawdę było ciepło ;)
Zamiast treningu wybraliśmy spacer - w sumie siedem kilometrów, więc mam nadzieję, że zaliczycie mi w ramach ćwiczeń ;) Dodam, że nogi poczuły :)))

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym z kakao, suszoną żurawiną i gruszką.

II śniadanie:
Tost z ciemnego pieczywa plus sałatka: jajko, sałata, szpinak, ser pleśniowy, kukurydza, pomidory i prażone pestki dyni plus oliwa z oliwek.



Obiad:
Jak wczoraj z tym, że dziś dodatkiem był brązowy ryż.



Przekąska:
Naleśnik czekoladowy plus łyżka masła orzechowego.

Kolacja:

Jak wczoraj.

Chciałabym żeby jutrzejszy dzień był taki ciepły jak dzisiejszy :)
Słonecznej środy :)

poniedziałek, 23 września 2013

Dzień 266

Melduję, że pierwszy Szok Trening (z Ewą) mam za sobą :)))
Muszę przyznać, że bardzo mi się podobał. Szkoda tylko, że pierwsze cztery minuty ćwiczeń wymagają większej przestrzeni :( W moim pokoju mogę zrobić zaledwie dwa duże kroki (taki jest mały, nie zagracony ;)), więc chodziłam 'w kółko' zamiast w jednej linii ;) Nie ważne, najważniejsze, że znalazłam wyjście z sytuacji :D
Trening mija bardzo szybko ponieważ każde ćwiczenie trwa jedynie 30 sekund, a całość bez rozgrzewki i rozciągania jedynie 30 minut przy czym wyciska naprawdę sporo potu :) Dla mnie bardzo przydatny jest zegar w dolnym prawym rogu. Pomaga mi dotrwać do końca każdego ćwiczenia i dać tym samym z siebie więcej.
Robiłyście może ten trening? Jakie są wasza wrażenia?

Jesień przywitała nas dwudziestoma stopniami na plusie! Taką jesień to ja lubię :)))

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku plus suszone owoce i jabłko.

II śniadanie:

Grahamka, część z białym serkiem i papryką, a część z sałatą, pomidorem, szynką drobiową i pomidorem.

Przekąska:
Pół banana i skórki z czterech tostów (ciemne pieczywo) z pastą jajeczną. Obiecałam sobie tym samym, że więcej nie będę pojadać po dzieciach ;)

Obiad:

Indyk z brokułami, kasza jęczmienna oraz spora ilość sałaty ze szpinakiem i odrobiną jogurtu naturalnego.

Kolacja:

Zupa warzywna (dużo) z TEGO przepisu. Chyba przesadziłam odrobinę z chilli, ale spokojnie dałam radę zjeść ;) Uwielbiam tą zupę i naprawdę polecam. Acha, zamiast ziemniaków dodałam selera i więcej marchwi.

Ciekawostka:

Za ostry smak papryki chili odpowiada zawarta w jej owocach kapsaicyna, która ma własności drażniące i rozgrzewające skórę i błony śluzowe, a dzięki stymulacji komórek ściany żołądka zmniejsza także prawdopodobieństwo występowania wrzodów. Kapsaicyna drażni błonę śluzową żołądka, wzmaga apetyt i wydzielanie soków żołądkowych, ułatwiając trawienie, czyli zwiększa metabolizm i zwiększa spalanie tłuszczu.
Ale nie dlatego robiłam tę zupę b. ostrą, przypadkiem tak wyszło, nie mam jeszcze wyczucia ;)


Miłego wieczoru i do jutra :)

niedziela, 22 września 2013

Dzień 265

Leniwa niedziela. Zamiast ćwiczeń całą rodzinką wybraliśmy się na bardzo długi spacer. Było pochmurno ale ciepło dlatego pozwoliliśmy sobie na ponad dwugodzinną wędrówkę. Było super pomimo tego, że mieliśmy ze sobą dwie marudy, które ciągle 'już' chciały wracać. Nie daliśmy się jednak ;)

Ciekawostka:


Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z suszonymi owocami i jabłkiem.

II śniadanie:
Jajecznica z porem plus grahamka z białym serkiem i papryką.

Obiad:
Pizza z mozzarellą i szpinakiem.

Przekąska:
Kawałek ciasta czekoladowego plus kilka cukierków.

Kolacja:

Nie jestem głodna. Nadal czuję pizzę na żołądku :/

Dobrego tygodnia :)

Ps. Humor na dobranoc lub dzień dobry ;)

sobota, 21 września 2013

Dzień 264

Cieszę się jak dziecko, bo udało mi się dziś zrobić trening :D Jeszcze jestem czerwona, bo niedawno skończyłam, ale spać pójdę późno, więc to jeszcze nie koniec dnia dla mnie.
Agnieszko jeszcze raz dziękuję za motywację, to tylko dzięki Tobie mam teraz ten wyjątkowy potręningowy uśmiech na twarzy :))) Miałaś rację - wszystko mokre łącznie z bielizną :D



Jest moc :D

Przeczytałam komentarz pod wczorajszym postem i w myśl mojej dawnej i prawie zapomnianej zasady 'zacznij ćwiczyć zanim twój mózg zorientuje się co robisz' wskoczyłam w spodenki, koszulkę i buty, a niespełna godzinkę po tym cała szczęśliwa byłam po treningu :)))
Mam nadzieję, że chociaż częściowo udało mi się wypocić to choróbsko, które próbuje mnie dorwać, a ja staram się jakoś uciec ;) Dziś katar zaczął przemieszczać się w stronę zatok, czyli to czego nie lubię najbardziej. Jestem jednak dobrej myśli :)

Dzisiejsze menu:

Śniadanie:

Owsianka na wodzie z suszonymi owocami, migdałami i tartym jabłkiem.

II śniadanie:

Grahamka z makrelą w pomidorach.
Od dziecka kiedy jestem chora mam ochotę na ryby w pomidorach. Kiedyś to one i kisiel były dla mnie najlepszym lekarstwem ;)

Przekąska:

Naleśnik plus banan i dwa ciastka.

Obiad:

Spaghetti (makaron razowy) z porem i cebulą.
Kilka czekoladek do kawy.

Kolacja:

Trzy kromki ciabatty z tuńczykiem.

Dobrej nocy i do jutra :)




piątek, 20 września 2013

Dzień 263

Wpis na szybko.
Nie miałam dziś nawet dziesięciu minut na ćwiczenia :(

Menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z suszonymi morelami i ananasem plus tarte jabłko.

II śniadanie:
Sałatka (na dwa posiłki): sałata (dużo), kulka mozzarelli, papryka (dużo), pomidorki koktajlowe, prażone pestki dyni i kukurydza plus kromka chleba razowego.

Przekąska:
Grahamka z makrelą w pomidorach.

Obiad:
Zupa pomidorowa z makaronem plus udko kurczaka (wczoraj zapomniałam dopisać).

Kolacja:
Druga część sałatki plus kromka chleba razowego.
Sporo dziś pieczywa ale jadłam praktycznie w trakcie pracy.

Miłego weekendu :)

czwartek, 19 września 2013

Dzień 262

Wczorajsze zakwasy tricepsów to było nic w porównaniu z tym jak czuję je dzisiaj ;) Dosłownie przy każdym ruchu ramionami ;)
Dziś brakło mi czasu na pełny trening. Zrobiłam jedynie:
- krótką rozgrzewkę
- 120 sztuk przysiadów Goblet
- 40 sztuk rozpiętek z ciężarkami
- brzuszki z treningu C - 120 sztuk ( trening BBX okazał się killerem dla mięśni brzucha również, podczas ćwiczeń czułam każdy jeden)
- rozciąganie.
Pamiętajcie, żeby podczas robienia brzuszków (spinań) plecy przylegały równo do podłogi, nie odrywajcie odcinka lędźwiowego - wtedy będą pracowały jedynie mięśnie brzucha i będą musiały dać z siebie wszystko. Ćwiczenia będą znacznie bardziej efektywne.

Co dziś zjadłam:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z kakao i żurawiną plus gruszka.

II śniadanie:

Dwie kromki razowego chleba z sałatą, papryką pomidorem i szynką drobiową.

Obiad:
Zupa pomidorowa z makaronem.

Przekąska:
Kilka migdałów, kromka chleba razowego z jajkiem.

Kolacja:
Serek wiejski z kakao, pomarańczem i miodem.

Zawsze używam 100% naturalnego kakao bez żadnych sztucznych dodatków.

Czy wiecie że kakao jest bardzo bogatym źródłem magnezu, wapnia, chromu, żelaza, manganu i cynku? Świetnie wpływa na samopoczucie i koncentrację, redukuje stres i wyczerpanie.
Kakao oprócz białka i tłuszczu zawiera dwa alkaloidy o działaniu pobudzającym – teobrominę i kofeinę, która występuje w śladowych ilościach. Teobromina ma znacznie słabsze działanie pobudzające niż kofeina, ale działa regenerująco na organizm zarówno po wysiłku fizycznym, jak i psychicznym. Kakao zawiera również nieaktywną po spożyciu fenyloetyloaminę (badania prowadzone u ćwiczących osób sugerują, że wydzielająca się podczas wysiłku fenyloetyloamina może wywoływać fenomen euforii biegacza, objawiający się poprawą nastroju oraz zwiększeniem wytrzymałości i odporności organizmu na ból. Wyniki badań wskazują, że umiarkowane ćwiczenia podnoszą poziom fenyloetyloaminy u większości ludzi, który zwiększa się ze wzrostem intensywności ćwiczeń).
Kakao dostarcza nam również w dużych ilościach przeciwutleniaczy, które mają właściwości antyrakowe, chronią przed wirusami, chorobami skóry i zapewniają dłuższą młodość.

Ból gardła ustąpił, ale dopadł mnie katar. Ech... :/

Udanego piątku :)

środa, 18 września 2013

Dzień 261

Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam mięśnie brzucha ;) Po wczorajszym treningu czuję je dziś przy każdym przeciągnięciu się - dobrze, że nie mam kaszlu ;D Czuję też triceps - wiem po którym ćwiczeniu ;) Spodziewałam się, że właśnie te mięśnie mogę dziś poczuć. Myślę, że powtórzę czasem wczorajszy trening.

Dziś brakło mi czasu na ćwiczenia. Pomyślałam, że postaram się ćwiczyć co drugi dzień żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Będzie mi też pewnie łatwiej zorganizować ok. 40 - 50 minut na trening.
Noc miałam kiepską, bolało mnie gardło i przez to budziłam się często :/ Zaczynam kurować się miodem dlatego małe co nieco pojawiło się w menu ;)

Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z żurawiną i tartym jabłkiem.

II śniadanie:

Sałatka (porcja na dwa posiłki): kus kus, świeży ogórek, sałata lodowa, pomidor, papryka, rodzynki, pesto.

Przekąska:

Dwa wafle kukurydziane z miodem.

Obiad:

Ryba z warzywami (papryka, cebula, pomidor, przyprawiona świeżym imbirem i papryką chilli) pieczona w folii, plus brązowy ryż i brokuł gotowany na parze.

Podwieczorek:
Druga część sałatki.

Kolacja:

Jogurt sojowy z kakao, migdałami i łyżeczką miodu.

Dobrej nocy :)

wtorek, 17 września 2013

Dzień 260

Nie wierzę ;)
Dzień rozpoczęłam ćwiczeniami i można powiedzieć, że zakończyłam również, bo co prawda nie idę jeszcze spać, ale dopiero co skończyłam ten trening:



Sam trening składa się z dwóch części, a wykonuje się go w tej kolejności:



Niestety całość dostępna jest jedynie na DVD ($80), więc nie mogę zrobić całości.
Trening nie jest ciężki. Udało mi się nadążyć za grupą. Zobaczymy czy poczuję go jutro ;)
W każdym razie ćwiczyło mi się dobrze i bardzo szybko minął.
Dziś nie miałam już tak dużej niechęci do ćwiczeń, zniechęcenie zostało zastąpione obojętnością, najważniejsze jednak, że trening sprawił mi przyjemność :) Oby to był krok do przodu :)
Zakwasy jeszcze trzymają. Mięśnie wewnętrznej strony ud czuję bardzo wyraźnie ;) Jutro powinno minąć.

Mam do was pytanie - jakie są wasze ulubione treningi ostatnio?

Menu na dziś:
Śniadanie:
Owsianka na mleku sojowym z jeżynami i tartym jabłkiem.

II śniadanie:
Mała grahamka plus serek wiejski z rzodkiewką i papryką.

Obiad:
Jak wczoraj z tym, że dziś surówka była z marchewki i jabłka.

Przekąska:
Dwie kromki razowego chleba z dużą ilością sałaty, wędliną drobiową i papryką.

Kolacja:

Cukinia podduszona z cebulą i pestkami dyni.

Spokojnej nocy i do jutra :)


Ps. W Polsce też pada deszcz?
U nas było dziś ciepło +17'C, ale cały dzień padał deszcz i wiał wiatr :/
Jesień.

poniedziałek, 16 września 2013

Dzień 259

Po wczorajszej dziesięciominutówce dziś czuję wyraźnie mięśnie wewnętrzne ud i pośladków.
Ten trening nigdy nie zawodzi ;) Jeśli nie robię go długo zakwasy mięśni wewnętrznych ud mam gwarantowane co znaczy, że inne treningi, które wybieram, mniej angażują te partie.
Ze względu na zakwasy nie ćwiczyłam, ale na jutro mam już plan, który mam ogromną nadzieję zrealizować :)

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Owsianka na mleku z suszonymi morelami, ananasem i płatkami kokosowymi plus tarte jabłko.

II śniadanie:

Sałatka: sałata lodowa, kulka mozzarelli, kilka pomidorów koktajlowych, kukurydza, prażone pestki dyni oraz oliwa z oliwek plus kromka chleba razowego (porcja na dwa posiłki).

Przekąska:

Druga część sałatki z dwoma waflami kukurydzianymi (cienkimi).

Obiad:

Kurczak w sosie śmietankowym z porem, brązowy ryż, surówka z selera i jabłka z rodzynkami.

Kolacja
(wczesna):
Bułeczka cynamonowa (miały być warzywa).

Miłego wieczoru i do jutra :)

niedziela, 15 września 2013

Dzień 258

Zastanawiam się skąd się bierze mój brak motywacji, a tym samym brak chęci do ćwiczeń?
Dawno już tak nie miałam. Właściwie odkąd powstał ten blog nie zdarzyła mi się tak długa niechęć. Gdyby nie blog nastąpiłoby teraz trwające kilka miesięcy lenistwo.
Pomyślicie, że przesadzam, ale znam siebie i wiem jak kończyły się moje zrywy. Było już ich kilka, więc mam doświadczenie ;) Ćwiczyłam miesiąc, a potem nawet przez rok nic. Uważałam, że skoro nie mam nadwagi nie muszę się wysilać. Ćwiczenia równały się z gubieniem kg.
Teraz mam inną świadomość ; ) Dla mnie ćwiczenia + zbilansowana dieta = ładna sylwetka i zdrowe ciało oraz umysł.
Tak umysł, ponieważ prawie dwa lata temu ćwiczenia uratowały mnie przed prawdopodobną depresją... Dlatego wiem, że poniższy obrazek to prawda :)



Wróćmy jednak do mojego obecnego braku motywacji. Myślę, że spowodowany jest tym, że sporo udało mi się wypracować. Właściwie udało mi się osiągnąć cel, który sobie postawiłam, a pomimo mojego lenistwa nadal go utrzymuję.
Niestety poprzestawiało mi się - pozytywnie - w głowie i bardzo brakuje mi ćwiczeń. Chcę do nich wrócić, bo dobrze mi z ruchem, wysiłkiem i potem, który jest jego wynikiem.



Żeby nie było tak kolorowo - brak ćwiczeń widać na mojej skórze która traci jędrność a tego nie chcę ;)
Jeśli nie postaram się bardziej nakrzyczcie proszę na mnie, żebym w końcu brzydko mówiąc 'ruszyła tyłek', bo coś czuję, że tego będzie mi potrzeba.
Jeśli zerkniecie do tyłu zobaczycie, że brak czasu nie był dla mnie problemem czyt. wymówką - robiłam wtedy jakąś dziesięciominutówkę (HITT lub coś innego ale intensywnego) lub chociaż squaty. Teraz trudno mi się zebrać...

Myślałam o tym wszystkim dzisiaj i pomimo późnej pory zrobiłam właśnie taki krótki trening - ćwiczenia na spalenie tłuszczu. Jeśli odpuściłabym po raz kolejny jutro byłoby tylko gorzej...
Dziś np. zmarnowałam około godziny na szukanie nowych ćwiczeń, które by mi się spodobały i zachęciły. Skończyło się tym, że zrobiłam prasowanie itd.
W domu zawsze jest coś do zrobienia, więc wymówek nie brakuje. Przecież mam jeszcze spodnie do skrócenia, dwie bluzki do 'złapania' oczek, poduszki do uszycia, przydałoby się posprzątać tak dokładniej, dzieciom lekcje sprawdzić, nie wspominając o pracy, która jest w tym momencie priorytetem i której poświęcam dosłownie każdą chwilę... Lista się nie kończy, a skoro ćwiczę w domu sami widzicie.
Ech...
Jeśli się nie zbiorę 'do kupy' pomóżcie mi to zrobić w komentarzach - poważnie, za wykrzykniki się nie obrażę :D Zawsze byliście dla mnie siłą napędową :)))

Ok. kończę swój wywód, bo nikomu nie będzie się chciało doczytać do końca ;D

Dzisiejsze menu:
Śniadanie:
Tradycyjnie owsianka - na mleku z kakao, jeżynami i tartą gruszką.

II śniadanie:

Dwie kromki chleba razowego, plasterek sera cheddar, kawałek pleśniowego, ogórek, papryka, wędlina drobiowa, rzodkiewka - pomieszane na dwóch kanapkach.

Przekąska:

Ciasto czekoladowe, kilka kostek czekolady i ciasteczko shortbread.

Obiad:

Pieczone z warzywami (w rękawie) udko kurczaka, ziemniaki, fasolka szparagowa gotowana na parze.

Kolacja:

Serek wiejski.

Słonecznego tygodnia dla was i dla nas :)

Ps. Widzieliście może tą reklamę? Jak dla mnie rewelacja! I pomysł i wykonanie :D
Właściwie pasuje do dzisiejszego tematu, bo obecnie jestem trochę bardziej kotem na chwilę zapominając jak niesamowicie jest być psem ;D